Ekonomia i gospodarka a etyka – koszty nieporozumień i ignorancji

0

Ze świecą, nawet w kręgach osób słabiej wykształconych, trudno dziś znaleźć kogoś, kto nie odróżniałby medycyny jako nauk medycznych od lecznictwa jako praktyki terapeutycznej i od służby zdrowia jako jej organizacji. Każdy wie, że osiągnięcia medycyny jako nauki nie przekładają się automatycznie, natychmiast na osiągnięcia w lecznictwie. Z kolei mamy doskonałych lekarzy, ale kulejącą służbę zdrowia. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wyciąga stąd wniosku o słabości współczesnej medycyny. Przeciwnie nawet. Zwykli ludzie mają świadomość przepaści między osiągnięciami nauki a realiami. Przepaść wynikającą zarówno z niemożności poniesienia ogromnych nieraz nakładów, jak i, co jest częstsze, – z nieudolności, błędności rozwiązań ustrojowych, systemowych, organizacyjnych.
W sprawach ekonomii i gospodarki, dotykających przecież codziennie każdego z nas – nie ma takiej jasności. Wręcz przeciwnie. Nawet na szczytach władzy i hierarchii nie odróżnia się ekonomii od gospodarki, nauki i jej pryncypiów od realiów gospodarczych i z całkowitą beztroską używa się tych terminów zamiennie, nie dbając o konsekwencje takiej dezynwoltury dla umysłów, dla mentalności słuchaczy i czytelników. Jeśli pada wobec zgromadzonych tłumów zdanie, że „ekonomia jest dziedziną naruszania sprawiedliwości, bo funkcjonuje najlepiej przez korupcję” – to skutki takich stwierdzeń i takiego pomieszania pojęć stają się wręcz nieobliczalne. Nieobliczalne w płaszczyźnie światopoglądowej, gdyż prowadzą do generalnej negacji ekonomii jako nauki przez zwykłych ludzi, do powszechnego braku zaufania w sprawach gospodarki. Nieobliczalne z punktu widzenia obiektywnej prawdy, która jest przecież zupełnie inna i ukazuje przepaść między dorobkiem i pryncypiami nauki a wykrzywioną przez dziesiątki lat komunizmu moralnością gospodarczą i polityczną. Cytowane stwierdzenia pogłębiają jedynie nieporozumienia i zwiększają społeczne, a także materialne koszty ich przezwyciężania. Nie można się wtedy dziwić rozprzestrzenianiu się z gruntu fałszywego poglądu, jakoby ekonomia była nauką podejrzaną z etycznego punktu widzenia, jakoby w gospodarce normą było naruszanie prawa, działania nieetyczne, a nawet nieuczciwość. Praktyczne szkody wynikające z takiego podejścia są nie do przecenienia. Pogarszają one już na starcie położenie społeczeństwa ulegającego takiemu destrukcyjnemu myśleniu w porównaniu z mniej indoktrynowanymi sąsiadami.
Rezultatem stawiania znaku równości między rzeczywistością gospodarczą a ekonomią jako nauką – jest oczywiście społeczna degradacja problematyki ekonomicznej, brak zainteresowania dla współczesności i przyszłości gospodarki, prymitywizacja wystąpień na tematy gospodarcze. Prowadzi to do osłabienia potencjału intelektualnego Polaków w konfrontacji z problemami współczesnego świata i do porażek gospodarki polskiej w współzawodnictwie z krajani bardziej uporządkowanymi, także intelektualnie.
Degradacja ekonomii jako nauki i problematyki gospodarczej w umysłach i realiach polskich – to jeden z największych sukcesów marksizmu i rzeczników socjaldemokratycznej „trzeciej drogi” ustrojowej. Jest rzeczą zastanawiającą, jak wiele umysłów potrafił w sprawach gospodarki zainfekować marksizm, doktrynę oparta na nienawiści i destrukcji, nie oferującą niczego innego poza totalitaryzmem. Można się tylko dziwić, jak daleko poza nawias wyrzucono wspaniały i niepodważalny dorobek Adama Smitha, jednego z najwybitniejszych umysłów czasów nowożytnych, pod hasłem jego rzekomej nieaktualności po ponad dwustu latach. W wielu środowiskach najwygodniej było powierzchownie, werbalnie odciąć się od marksizmu, równocześnie ulegając jego treściom i izolować się „na wszelki wypadek” od podejrzanej ekonomii „burżuazyjnej”.
Tymczasem wystarczyło sięgnąć do Teorii uczuć moralnych (Theory of Moral Sentiments) Adama Smitha z 1759 roku, by się przekonać o ogromnej trosce autora o etyczne aspekty gospodarki, zwłaszcza rynkowej. Adam Smith trafnie dostrzegł, że troska o własny interes, o dobrobyt – jest naturalną i nieusuwalną cechą człowieka, że problem nie polega na zastąpieniu egoizmu utopijnym altruizmem i równością, lecz na znalezieniu najkorzystniejszego, najbardziej opłacalnego społecznie ujścia dla indywidualizmu ekonomicznego, bowiem tylko on jest gwarantem dynamizmu i postępu.
Takim rozwiązaniem służącym dobrze zarówno jednostce, jak i społeczeństwu, jest gospodarka rynkowa. Stwarza ona warunki dla osiągania indywidualnego sukcesu, ale wymaga dobrego, jednoznacznego prawa. Kluczowe znaczenie miało tu uznanie prawa do zysku, prawa do akumulacji i bogacenia się, uznanie przedsiębiorczości i zarządzania za czwarty czynnik produkcji. Problem polega bowiem na optymalnej kombinacji czynników produkcji, na umiejętności ich łączenia i racjonalnego wykorzystywania. Nie może tego zapewnić gospodarka nierynkowa, nie dysponująca wiarygodnym rachunkiem ekonomicznym. Dyskwalifikowanie zysku jako niepożądanego rezultatu rzekomego wyzysku jest tu zasadniczym nieporozumieniem. Przejawów bezwzględności i chciwości poszczególnych biznesmenów nie wolno generalizować i uważać za argument przeciw kapitalizmowi w ogóle. Bez zysku nie ma inwestycji, nie ma dynamiki, nie ma rozwoju. Gospodarka państwowa i „trzecie drogi” zawodzą w tym zakresie na naszych oczach.
Wszystko wskazuje, że czas najwyższy przypomnieć, że ekonomia jest nauką podejmującą szczególnie trudne wyzwania, nieporównywalne z izolowanymi od otoczenia badaniami laboratoryjnymi. Ekonomia bada, wykrywa i określa prawidłowości i imponderabilia racjonalnego gospodarowania ograniczonymi zasobami. Stara się rozszyfrowywać teraźniejszość i warunki rozwoju gospodarki, ułatwiając w ten sposób podejmowanie decyzji. Nie jest to bynajmniej łatwe, chociażby w obliczu ogromnej zmienności warunków gospodarowania. Ekonomia to nauka, która zakłada obiektywną racjonalność działań i zachowań, a nie relatywizację prawa, czy tolerowanie przestępczości. Stara się przewidywać procesy gospodarcze z uwzględnieniem wielu czynników, w tym także psychologicznych. Przewidywanie określonego odsetka „szarej strefy” w gospodarce nie oznacza jednak jej moralnej akceptacji. Ekonomia zakłada przestrzeganie pryncypiów etycznych, a nie ich obrażanie. Przestępczość gospodarcza nie ma swego źródła w ekonomii, lecz w słabości natury ludzkiej, która widoczna jest szczególnie wyraźnie w gospodarce nierynkowej, scentralizowanej, totalitarnej To nie honorująca ekonomii błędna polityka ustrojowa, gospodarcza, legislacyjna skłania do działań i zachowań nieetycznych, Jakże często aparat władzy i twórcy prawa nie znają ekonomii i nie są zdolni do właściwej kwalifikacji działań i zdarzeń ekonomicznych. Sprawa Romana Kluski, twórcy „Optimusa” największej polskiej firmy komputerowej, jest tego wymownym przykładem.
Przypomnijmy więc raz jeszcze, że ekonomia zakłada honorowanie pryncypiów etycznych, a nie ich obrażanie. Przestępstwa gospodarcze są takimi samymi przestępstwami, jak każde inne. Natomiast ekonomia jako nauka pomaga nam w dostosowaniach do skomplikowanych realiów gospodarczych i w osiąganiu w tych warunkach – sukcesu.
Koszty nieporozumień i ignorancji, zarówno na obszarze ekonomii jako nauki, jak i w zakresie polityki gospodarczej są bardzo wysokie i ich obniżenie leży w najlepiej pojętym interesie społecznym. Nie wmawiajmy sobie jednak, że uzdrowienie sytuacji na tych obszarach wymaga jakichś ustępstw i korekt ekonomii jako nauki, a zwłaszcza uzupełniania jej hasłami i postulatami moralnymi. Ekonomia jako nauka tego nie potrzebuje. Prezentuje ona po prostu stan wiedzy w zakresie mikro- i makroekonomii i pozwala na racjonalne przewidywania i dostosowania podmiotów gospodarczych. Z moralnością gospodarczą jest natomiast gorzej w świecie polityki. Niemoralni są ci politycy, którzy się nie uczą, którzy podejmują decyzje niezgodne ze stanem wiedzy, chowają przed trudnościami głowę w piasek i obciążają ekonomię winą za niepopełnione grzechy.
Polska inteligencja i intelektualiści mają na tym polu szczególnie wiele do zrobienia. Społeczeństwo polskie, izolowane przez pół wieku od gospodarki rynkowej, od normalności gospodarczej, musi się nauczyć myśleć w kategoriach indywidualizmu gospodarczego, a nie państwa opiekuńczego, na które nas nie stać i które przechodzi do przeszłości także w krajach od nas znacznie bogatszych. Do tego jednak konieczna jest pełna rehabilitacja gospodarki rynkowej, prywatnej własności, zysku, inwestycji i prywatnego majątku. Wobec tego życzmy sobie trzeźwienia.
Wacław Wilczyński
(27 listopada 2006)
(Powyższy tekst jest wykładem wygłoszonym podczas I-szej Międzynarodowej Konferencji „Etyczne fundamenty gospodarki” zorganizowanej przez PAFERE w październiku 2003 roku w Krakowie. Stanowi on fragment książki „Etyka a rozwój gospodarczy”, którą zamówić można na stronie internetowej Wydawnictwa ARWIL Publikujemy go za zgodą wydawcy)
Wacław Wilczyński – (ur. 1923), absolwent Akademii Handlowej w Poznaniu. Już w latach 50. ub. wieku publikował teksty „rewizjonistyczne” w stosunku do funkcjonującego systemu gospodarczego. W latach 1968-1970 wykładał na katolickim uniwersytecie w Leuven (Belgia). Na przełomie lat 70. i 80. ub. wieku był konsultantem w pierwszym zespole reformatorskim Leszka Balcerowicza. Po ogłoszeniu stanu wojennego wystąpił z PZPR. Był członkiem Rady Ekonomicznej przy rządzie Tadeusza Mazowieckiego. W latach 1993-1997 stał na czele Rady Ekonomicznej przy prezesie Narodowego Banku Polskiego. Jest felietonistą tygodnika „Wprost”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here