Euro – obłędne przedsięwzięcie, które rozbije Europę

6

„Dwadzieścia lat po formalnym wprowadzeniu euro trudno uczciwie powiedzieć, że wspólna waluta odniosła sukces. W pierwszej dekadzie istnienia podsyciła gigantyczną bańkę kredytową w Europie Południowej. W drugiej dekadzie trzeba było dla niej stworzyć szereg wymyślnych rozwiązań na gruncie polityki pieniężnej i transferów, a na progu trzeciej widać już chmury na horyzoncie” – uważa Hans-Werner Sinn, ekonomista z Uniwersytetu Monachijskiego.

W artykule opublikowanym na portalu Obserwatorfinansowy.pl podkreśla, że nadzieja pierwszych dziesięciu lat funkcjonowania euro opierała się głównie na „obfitości tanich kredytów, chętnie udzielanych przez rynki kapitałowe – pod parasolem euro – Europie Południowej”. Dzięki temu w krajach tych możliwe było obfite rozdawnictwo – rosły wynagrodzenia w sektorze publicznym i emerytury. To z kolei wpłynęło na wzrost konsumpcji i inwestycji.

Mało kto przejmował się wówczas tym, że czynniki te sprzyjały inflacji. „Gdy do Europy dotarł kryzys finansowy, zapoczątkowany w 2008 r. w Stanach Zjednoczonych, rynki kapitałowe odmówiły udzielania dalszych kredytów. Kraje Południa, kiedyś w miarę konkurencyjne – ale tymczasem dotknięte wzrostem kosztów – wkrótce popadły w poważne tarapaty” – stwierdza Sinn. Dodaje, że remedium na deficyt gotówki z kredytów okazał się dodruk pieniędzy, wsparty przez EBC, który  „złagodził wymogi co do zabezpieczeń przy refinansowaniu kredytów i zwiększył akceptację dla interwencyjnego zasilania płynności w sytuacjach kryzysowych oraz dla kredytów w ramach Agreement on Net Financial Assets – ANFA. W tych uwarunkowaniach wypłacano z systemu finansowego setki mld euro za pomocą tzw. ujemnych sald w systemie Target”. Rozpoczęto również serię tzw. fiskalnych pakietów ratunkowych dla krajów z Południa. Ale nadal uważano, że to za mało. EBC rozpoczął więc program „luzowania ilościowego”, w wyniku którego baza monetarna strefy euro gwałtownie wzrosła, z 1,2 biliona do ponad 3 bilionów euro.

Sinn pisze: „Zamiast przeznaczyć dodatkowe środki finansowe na pobudzanie krajowych gospodarek, kraje Europy Południowej wykorzystywały je do regulowania zobowiązań wobec niemieckich podmiotów. W ten sposób Bundesbank został zmuszony do kredytowania zakupu towarów, usług, nieruchomości, udziałów w przedsiębiorstwach, a nawet całych przedsiębiorstw. Czasami po prostu lokowano pieniądze na rachunkach bankowych w Niemczech, aby w razie ryzyka rozpadu strefy euro były łatwo dostępne na zakup aktywów”. Zdaniem monachijskiego ekonomisty „to zakupy towarów i usług stanowią jedną z przyczyn ogromnych nadwyżek eksportowych Niemiec”.

Pomysły na ratowanie finansów krajów południowych, a tym samym całej strefy euro nie przynoszą – jak dotąd – oczekiwanych rezultatów. Sinn sugeruje, że to, co miało być lekarstwem dla Grecji, Włoch, Hiszpanii i Portugalii, staje się tak naprawdę generatorem kolejnych problemów. Sektory wytwórcze tych krajów „wciąż nie mogą osiągnąć dawnej konkurencyjności. W Portugalii, na przykład, wartość produkcji przemysłu pozostaje o 14 proc. niższa niż w trzecim kw. 2007 r., po pierwszym załamaniu europejskiego rynku międzybankowego. Natomiast w przypadku Włoch, Grecji i Hiszpanii różnica ta wynosi odpowiednio 17 proc., 19 proc. i 21 proc. Tymczasem bezrobocie wśród młodzieży wynosi ponad 20 proc. w Portugalii, ponad 30 proc. w Hiszpanii i we Włoszech oraz prawie 45 proc. w Grecji”.

Czynnikiem, który pogarsza sytuację jest fakt, iż w większości z tych krajów (Portugalia, Hiszpania, Grecja) rządzą radykalni socjaliści, słynący raczej z rozrzutności. Nie lepiej – zdaniem Sinna – wygląda sytuacja we Włoszech, gdzie nowy rząd również zapowiada wzrost wydatków budżetowych. Niemiecki ekonomista uważa, że losy euro rozstrzygną się w najbliższym dziesięcioleciu. „W świetle zaistniałych faktów” – pisze – „nawet najbardziej zagorzali entuzjaści euro nie mogą uczciwie powiedzieć, że wspólna waluta odniosła sukces. Europa ewidentnie porwała się z motyką na słońce. Niestety, wielki socjolog Ralf Dahrendorf miał rację twierdząc, że >>unia walutowa jest poważnym błędem, lekkomyślnym i obłędnym przedsięwzięciem godnym Don Kiszota, które nie tyle zjednoczy, ile rozbije Europę<<„.

K

Foto.: pixabay.com

6 KOMENTARZE

  1. Pan Sinn to znany klamczuch i bajarz. Jego analizy sa warte tyle co snieg z zimy roku 1568. Nawet nie chce sie juz wyliczac steku bzdur jakie zawarte sa w cytowanym artykule. Wprowadzenie euro po prostu zabilo gospodarki biedniejszych krajow, ktore byly i nadal sa archiczne i nie maja czym konkurowac na miedzynarodowych rynkach. Kiedy kraje mialy wlasne waluty mogly nimi wplywac na wlasna sytuacje gospodarcza, potem te mozliwosc oddaly a wspolna waluta okazala sie gwozdziem do trumny – rzady i miejscowe banki stracily narzedzia ratujace ich przed totalnym zalamaniem. W „nagrode” chazarska unia musi teraz pompowac kase aby wymienione panstwa zupelnie nie padly gospodarczo co pociagneloby za soba fatalne skutki polityczne. Tylko powrot do wlasnej waluty moze odmienic debilny pomysl zwany wspolna waluta EURO.

  2. a co ty wiesz o Zimbabwe? Co ty wiesz o Wenezueli? zadajesz jedynie glupawe pytanka aby podwazac fakty, ktorych na 100000000 % nie rozumiesz!

  3. gosciu z 15444 – specjalnie dla ciebie aby zrozumial o czym mowa. Jesli temat laczysz z Zimbabwe czy Wenezuela to nic juz tobie nie pomoze.
    „Dewaluacja (łac. de ‚z (czego), od, wy-‚ i valor ‚wartość’) – ustawowe bądź administracyjne osłabienie sztywnego kursu waluty narodowej wobec innych walut przez rząd lub bank centralny, np. w celu poprawienia bilansu płatniczego czy zwiększenia cenowej konkurencyjności zewnętrznej gospodarki danego kraju.”

  4. Jak się czerpie wiedzę z artykułu na wikipedii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dewaluacja),
    to się wierzy, że dewaluacja dotyczy tylko zmian kursów sztywnych wprowadzanych administracyjnie.
    Tymczasem jest to termin ogólniejszy. Dewaluacja = „obniżenie wartości waluty danego kraju w stosunku do złota lub walut zagranicznych” lub ogólniej „obniżenie się wartości lub znaczenia czegoś”. (https://sjp.pwn.pl/szukaj/dewaluacja.html)
    Czyli dokładnie to, co ma miejsce w Zimbabwe i Wenezueli 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here