Foto.: pafere.org

Na pytanie, kto zadba o zwierzęta po interwencji w prywatnym zoo, burmistrz odpowiada „nie wiem”, bo właściciel jest w areszcie. W jednej chwili znika podmiot odpowiedzialny za karmienie i opiekę. Pojawia się luka – nie wiadomo, kto i za co odpowiada.

Św. Tomasz z Akwinu wskazał trzy podstawowe pożytki własności prywatnej: człowiek bardziej dba o to, co jest jego własne, niż o rzeczy wspólne; sprawy toczą się sprawniej, gdy każdy odpowiada za konkretną rzecz; jasne granice własności zmniejszają spory o to, kto ma prawo i kto ma obowiązek. Te pożytki tworzą jednocześnie warunki racjonalnej kalkulacji ekonomicznej. Tylko właściciel ponosi pełne koszty złych decyzji i zbiera korzyści z dobrych. Bez własności nie wiadomo, co jest cenne, co kosztuje i co warto chronić.

Zwierzęta przestają być aktywem, którego wartość trzeba utrzymywać, i stają się przedmiotem zarządzania „z zewnątrz”. W przypadku zoo te pożytki zostały przerwane: zniknęła troska wynikająca z własności, zniknął porządek, pojawił się konflikt.

Rozpowszechnienie modelu menedżerskiego osłabiło kiedyś ten mechanizm. Menedżerowie zarządzają cudzym majątkiem i odpowiadają słabo przed rozproszonymi właścicielami. Optymalizują własną pozycję, a nie wartość majątku, który do nich nie należy. Świat często brał ich za przedsiębiorców, choć działają w zupełnie innym reżimie odpowiedzialności.

Obecnie obserwujemy kolejny krok: przejście od zarządzania menedżerskiego do dyktatury fundacji i NGO. Fundacje nie są właścicielami zasobów, którymi zarządzają lub na które wpływają. Odpowiadają przed darczyńcami, opinią publiczną i statutami, a nie przed rachunkiem strat i zysków. Nie ponoszą pełnych kosztów swoich decyzji. Pojawia się zarządzanie bez osobistej odpowiedzialności.

Cywilizacja opiera się na długoterminowej dbałości o zasoby, którą wymusza własność prywatna – staranność, porządek, pokój i kalkulacja. Gdy kontrolę przejmują najpierw menedżerowie, a potem fundacje, mechanizm korekty przez straty słabnie. Decyzje opierają się na preferencjach i procedurach, a nie na rachunku ekonomicznym. W skrajnej postaci oznacza to erozję uporządkowanego gospodarowania rzeczami.

Przykładem jest interwencja w prywatnym zoo w Łącznej. Odsunięto właściciela, ograniczono dostęp stałych opiekunów i stworzono przerwę w karmieniu. Część zwierząt przekazano innym podmiotom. Burmistrz mówi „nie wiem”, bo rozpadł się podmiot odpowiedzialny. Tygrys został wywieziony za granicę. Nie został „przekazany” – został skonfiskowany. Nadal ma właściciela, tylko pozbawiono go możliwości sprawowania nad nim opieki.

„Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej” – (Ludwig von Mises).

O. Jacek Gniadek SVD

P.S. Bp Marian Florczyk, przewodniczący Rady ds. Społecznych KEP, powinien zamieścić wpis np. w serwisie X, a następnie zwołać konferencję prasową, aby – z perspektywy moralnej – skomentować te sytuacje. Kościół zajmuje się ludźmi marginalizowanymi. Jeśli rzeczywiście tak jest, powinien zainteresować się także przedsiębiorcami. Są oni nie tylko jedną z najbardziej marginalizowanych grup w naszym kraju, lecz także bywają prześladowani przez urzędników państwowych…