Monumentalne dzieło Warrena H. Carrolla „Historia chrześcijaństwa” znajduje wreszcie swoje zwieńczenie w postaci VI tomu, który ukazał się w ubiegłym roku w Polsce nakładem Wydawnictwa Wektory. Ostatnia część została ukończona i wydana już po śmierci autora przez jego żonę Anne.

Na wstępie żona autora zastrzega, że ze względu na obszerność materiału historycznego z ostatnich dwóch stuleci Warren Carroll musiał dokonać selekcji i wybrać tylko część zagadnień. Nieco dziwny może się wydawać wybór, jakiego autor dokonał. Tom obejmuje czasy od 1815 roku po pontyfikat Jana Pawła II, a nawet zahacza o Benedykta XVI.

Pius IX – wróg rewolucji

Dużo miejsca poświęca Carroll czasom pontyfikatu Piusa IX, uchodzącego w momencie wyboru za liberała, który jednak okazał się zaciekłym wrogiem rewolucji, zwłaszcza że jej okrucieństwa i bezwzględności zaznał osobiście. Jego pontyfikat przypadł na czasy tzw. Wiosny Ludów, a także rodzącej się Międzynarodówki komunistycznej. Pius IX był świadom zagrożenia jakie niosły ze sobą ruchy rewolucyjne, które niezależnie od przyświecającej im idei łączyło jedno: niechęć do starego porządku, ustroju monarchicznego oraz Kościoła katolickiego i krzewionych przezeń wartości. U podstaw leżało oczywiście zanegowanie Boga, jako Tego, który ustanowił pewien hierarchiczny porządek i który staje na drodze do nieskrępowanej „wolności”, narzucając człowiekowi prawa i obowiązki. Pius IX, jako jeden z symboli starego świata, był na celowniku rewolucjonistów, co przypłacił zresztą ucieczką do królestwa Neapolu. W trakcie swojego pontyfikatu wielokrotnie potępiał idee rewolucyjne. Najsłynniejszymi dokumentami z tego czasu są oczywiście encyklika „Quanta cura” oraz dołączony do niej „Syllabus Błędów”, w których potępiał m.in. socjalizm i działalność tajnych stowarzyszeń, które, jak już dziś wiadomo, stały za rozpętaniem tego rewolucyjnego szaleństwa.

„Rerum Novarum” i Maryjne objawienia

Wiek XIX to również wiek postępu technologicznego. Był to czas powstawania wielkich fabryk i wielkich fortun, czas powstawania wielu miejsc pracy, ale też gigantycznych przepaści majątkowych. Dziś wielu postrzega tę epokę, jako czas wyzysku biedoty, zwraca uwagę na nędzę pracowników fabrycznych. Jest to oczywiście ogromna przesada, wynikająca z przykładania współczesnej miary do tamtych czasów. Na tamten moment był to jednak krok naprzód jeśli chodzi o jakość życia nawet najuboższych warstw. Były i oczywiście negatywy takiego stanu rzeczy. Fabrykanci, będąc w zasadzie największymi pracodawcami i jedyną nadzieją na wyjście ze skrajnej nędzy, nierzadko wykorzystywali swoich pracowników ponad miarę. Temat ten jest złożony i trudno o jego jednoznaczną ocenę. Problem dostrzegał również Leon XIII, który w swojej encyklice „Rerum Novarum”, z jednej strony bronił własności prywatnej, z drugiej apelował do pracodawców o większą solidarność z pracownikami, o sprawiedliwe ich traktowanie, o współpracę. Encyklika ta była zarówno odpowiedzią na komunistyczne zakusy na własność prywatną i promowaną przez nich walkę klas, z drugiej sprzeciwiała się rosnącemu wraz z majątkami kultowi pieniądza, czyli dwóm obliczom materializmu.

W książce co ciekawe znalazł się także rozdział poświęcony trzem Maryjnym objawieniom, które miały miejsce w XIX w. w La Salette, Lourdes i parafii Konck. Była to swego rodzaju odpowiedź Nieba na rozlewającą się po świecie bezbożność. Jeśli dodać do tego jeszcze objawienie z Fatimy widać wyraźnie, że Boża Opatrzność nie opuszcza rodzaju ludzkiego. Nie waha się nawet sięgać po środki nadzwyczajne, aby uratować ludzi przed wiecznym potępieniem. Jak wiemy ostrzeżenia Matki Bożej w dalszym ciągu pozostają bez echa, czego dowodem są rozgrywające się na świecie wydarzenia, przewidziane zresztą przez Maryję. Świat, który odrzucił Boga, może się tylko łudzić iluzją pokoju, dobrobytu i wolności. Rzeczywistość pokazuje, że ucieczka przed „tyranią” Boga i jego praw, doprowadziła do rzeczywistej tyranii człowieka i tzw. „praw człowieka”.

carroll_VI_oklPapieże czasów wojen

Mamy oczywiście obszerne opracowanie czasów dwóch wojen światowych. To czas pontyfikatów Benedykta XV i Piusa XII. Obaj pasterze głęboko i boleśnie odczuli te największe w historii konflikty zbrojne, które swoim okrucieństwem nie miały sobie równych. Wynikało to przede wszystkim ze zmiany sposobu prowadzenia wojen. Były to wojny totalne, obejmujące różne sfery – nie tylko militarną, ale też ekonomiczną, propagandową czy społeczną. Wyjątkowość polegała naturalnie również na tym, że ofiarą tych konfliktów masowo padali cywile, kobiety, dzieci, starcy, ludzie niezdolni do podjęcia walki. Wyjątkowe było też okrucieństwo, zwłaszcza podczas II wojny światowej. Podeptane zostały nie tylko prawa Boże, ale także wszelkie umowy czy prawa międzynarodowe. Sposoby wyniszczania ludności nosiły znamiona wręcz szatańskiego okrucieństwa. Obaj papieże bezskutecznie podejmowali wysiłki na rzecz zażegnania konfliktów. Benedykt XV wielokrotnie oferował swoją pomoc w mediacjach między stronami. Niestety po rewolucji francuskiej rola papiestwa w świecie mocno zmalała, przybrała bardziej charakter symboliczny niż realny. Świat przyjął już za punkt odniesienia rewolucyjne „prawa człowieka” w miejsce praw Bożych. Dla zlaicyzowanych rządów papież był tylko kwiatkiem do kożucha. Oczywiście, kiedy konieczne było uwiarygadnianie działań wtedy poparcie papieża miało jakieś znaczenie, choćby prestiżowe, ale krytyka Watykanu była z reguły ignorowana. Wszak od czasów rewolucji francuskiej uznano, że władza jest sprawowana z nadania ludu, a nie z namaszczenia Bożego, błogosławieństwo Namiestnika Chrystusa straciło więc swoją wartość w oczach rządzących. Pius XII natomiast nie tylko apelował, ale także czynnie włączał się w ratunek dla prześladowanej ludności, np. udzielając im schronienia w Castel Gandolfo, co więcej poświęcając własną sypialnię na miejsce opieki dla niemowląt. Wielokrotnie także po skończonych bombardowaniach Rzymu osobiście zawoził lekarstwa i żywność do poszkodowanej w ich wyniku ludności. Dziś jednak jak wiadomo przedstawia się tego wybitnego papieża jako przyjaciela nazistów, człowieka obojętnego na ludzką krzywdę, przyzwalającego na nią. Papieża, który mógłby być wyrzutem sumienia dla niejednego rządu, którego decyzje polityczne w czasie II WŚ doprowadziły do tragedii milionów ludzi.

Bardzo dobrze opracowanym tematem jest oczywiście kwestia komunistycznej zarazy, jaka stopniowo ogarnęła świat po rewolucji bolszewickiej. Warren Carroll jest wszak autorem innego wielkiego dzieła „Narodziny i upadek rewolucji komunistycznej” (Wyd. WEKTORY), więc czytelnik może się spodziewać sporej dawki wiedzy na temat historii tej zbrodniczej ideologii.

Niewolnictwo w USA zamiast Piusa X

Dziwnym natomiast wyborem jest moim zdaniem umieszczenie wcale obszernego rozdziału na temat zniesienia niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Wprawdzie Kościół katolicki sprzeciwiał się niewolnictwu, jednak nie był to temat najbardziej absorbujący Stolicę Apostolską w końcu XIX wieku. Co więcej cały rozdział pisany jest jakby w oderwaniu od spraw Kościoła katolickiego. Jeśli chodzi o odniesienia do wiary i Pana Boga to widać je wyłącznie przy okazji płomiennych wystąpień głównych bohaterów ówczesnych wydarzeń, kiedy, jak to Amerykanie mają w zwyczaju, przywołuje się Imię Boże, choć niekoniecznie w kontekście jakiś głębszych przemyśleń o charakterze religijnym.

Wybór jest tym dziwniejszy, że brakuje na przykład rozdziału o wielkim papieżu początku XX wieku czyli o Piusie X. Jak wiadomo był to okres bardzo istotny w historii Kościoła katolickiego, gdyż wówczas zaczęły się ujawniać wewnątrz Kościoła tendencje modernistyczne. Pius X w obronie czystości doktryny katolickiej musiał zdecydowanie zareagować. Zagrożenie, które dostrzegał Pius IX było jeszcze zagrożeniem zewnętrznym. Za czasów Piusa X potępione przez jego poprzednika błędy takie jak wolność religijna, indyferentyzm czy liberalizm zaczęły się ujawniać już wewnątrz Kościoła. Wszystkie te herezje złączone pod jednym hasłem modernizmu Pius X potępił w encyklice „Pascendi Dominici Gregis”. Był on jednocześnie autorem przysięgi antymodernistycznej, którą do czasu Soboru Watykańskiego II miał obowiązek składać każdy nowo wyświęcony ksiądz czy biskup. Co się stało na Soborze Watykańskim  II? Rezygnacja przez Kościół z owej przysięgi jest faktem bardzo wymownym.

Innym ważniejszym niż kwestia niewolnictwa w USA tematem był chociażby przypadek francuskiego katolickiego ruchu Sillon, którego błędy zostały potępione przez Piusa X w encyklice „Notre charge apostolique” w 1910 roku. O tym, jak bardzo wydarzenia te były istotne w życiu Kościoła świadczy fakt, że do dziś w umysłach katolików pokutuje mit chrześcijańskiej demokracji jako ruchu, którego idee zgodne są z nauczaniem katolickim. Tego istotnego dla Kościoła problemu również Carroll w swojej książce nie poruszył. Sama osoba Piusa X pojawia się parę razy, niejako mimochodem, przy okazji rozdziału o Soborze Watykańskim II, ale trudno uznać za adekwatne to dosłownie kilkuzdaniowe wspomnienie w stosunku do wagi pontyfikatu tego wybitnego papieża, podczas gdy kwestii niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych poświęca się solidny rozdział.

Sobór Watykański II – dobrodziejstwo czy przekleństwo?

Nie mogło oczywiście zabraknąć ważnego tematu, jakim był Sobór Watykański II, zwłaszcza że autor nie kryje swojej fascynacji Janem Pawłem II, do którego zresztą się często odwołuje, a którego pontyfikat wybitnie wyrażał zmiany, jakie zaszły w nauczaniu Kościoła po Soborze Watykańskim II. Nie bez przyczyny sobór ten jest często nazywany rewolucją francuską w Kościele, co akurat nie za dobrze świadczy o charakterze zmian, jakie zapoczątkował. Temat jest potraktowany dosyć pobieżnie, ale też trudno byłoby go wyczerpać w ramach jednego nawet najdłuższego rozdziału. Ci  którzy oceniają sobór pozytywnie, jako dobrodziejstwo w życiu Kościoła, z pewnością się nie zawiodą czytając tę część książki Carrolla. Podobnie odnosi się do tego wydarzenia autor, choć dostrzega fakt, że modernistyczne siły na soborze podjęły zdecydowany atak na nauczanie katolickie. Niestety brakuje w tym rozdziale rzetelnego podejścia do problemu. Wnioski autora są takie, że na soborze podjęto walkę z modernizmem, jak można mniemać zwycięską. I tu dochodzimy do powszechnego dziś w Kościele paradoksalnego myślenia, że sobór był dobrodziejstwem dla Kościoła, że stanął na straży tradycyjnej doktryny, że zachował czystość i klarowność Magisterium, co więcej tchnął w Kościół ożywczego ducha, jednak tuż po SWII zaczęto dostrzegać, że kryzys nie tylko nie został zatrzymany, ale nabrał wręcz szaleńczego rozpędu. Seminaria, klasztory i kościoły zaczęły pustoszeć w zastraszającym tempie. Apostazja stała się zjawiskiem masowym, co zauważył nawet Jan Paweł II. Przyczyny, według zwolenników soboru, leżą nie wiadomo gdzie, jakiś mityczny „duch soboru” zapanował w Kościele, duch, który rzekomo z samym soborem nie ma za wiele wspólnego. Pytanie brzmi, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest aż tak źle? Wielu tradycyjnych katolików zna odpowiedź na to pytanie. W książce czytelnik jej jednak nie znajdzie.

Jan Paweł II – rozchwiany pontyfikat

Ostatnia część książki to naturalnie opis pontyfikatu Jana Pawła II i pokrótce Benedykta XVI. Pontyfikat pierwszego z nich opisany jest w zasadzie w samych superlatywach, co było do przewidzenia, gdyż Warren Carroll nie kryje swojego podziwu i uwielbienia dla papieża Polaka. Innym powodem tego braku krytycyzmu może być fakt, że od czasu śmierci Jana Pawła II wierni są bombardowani na każdym kroku peanami na jego cześć. Krytyka jego zaangażowania na cześć ekumenizmu, rozumianego jako nieustanne dialogowanie z sektami protestanckimi, z odcięciem się od jakiegokolwiek prozelityzmu (czytaj nawracania na jedyną prawdziwą wiarę katolicką), oraz wolności religijnej, jako niezgodnymi, żeby nie powiedzieć potępianymi przez kilku ostatnich papieży, zawsze spotyka się z zarzutami o kryptolefebryzm, sedewakantyzm, schizmę, herezję i co tam jeszcze komu do głowy przyjdzie. Kto by się tam przejmował faktami. W tym kontekście odsyłam do książki Romano Amerio „Stat Veritas”, gdzie jest to dokładnie w oparciu o dokumenty Kościoła uzasadnione. Korzeniem tego ekumenicznego i międzyreligijnego szaleństwa, jakie po soborze ogarnęło Kościół, jest antropocentryzm (również doskonale opisany w książce Romano Amerio „Iota Unum”), który zastąpił teocentryczną orientację Kościoła, charakterystyczną dla niego przez ostatnich blisko 2 tysiące lat. Tenże antropocentryzm jest znakiem rozpoznawczym pontyfikatu Jana Pawła II. Po soborze to człowiek stał się  punktem odniesienia, o czym mamy się okazję przekonać przy okazji rozważania możliwości wprowadzania rozwiązań duszpasterskich w odniesieniu do różnych kwestii. Sprawiedliwie trzeba przyznać, że w odniesieniu do kwestii moralnych Jan Paweł II zawsze stawał twardo na gruncie katolickiego nauczania. Nie oznacza to jednak, że nie należy krytycznie oceniać pontyfikatu papieża, który niestety nie jest tak kryształowy, jak chciałby go przedstawiać dzisiejszy Kościół.

Ogólnie rzecz biorąc ostatnia część dzieła jest napisana najbardziej pobieżnie, ale pamiętajmy, że autor był już w bardzo ciężkim stanie i prace kontynuowała jego żona, chcąc zapewne jak najszybciej dzieło zakończyć. Jak wiemy Warren Carroll nie doczekał ukazania się książki drukiem. Mimo wszelkich poczynionych przeze mnie uwag z pewnością warto zaopatrzyć się w ostatni tom „Historii chrześcijaństwa”, choćby dlatego, że jest on koniecznym dopełnieniem tej serii, opisuje kawał historii Kościoła ostatnich dwustu lat, historię pełną dramatycznych wydarzeń, ale pokazująca zarazem, że Kościół mimo wszystkich zawirowań trwa, co umacnia w nas wiarę w słowa Jezusa Chrystusa, że „bramy piekielne go nie przemogą”.

Iwona Sztąberek

Warren H. Carroll – „Historia chrześcijaństwa”, tom VI, Wydawnictwo WEKTORY, Wrocław 2014, tłum. Jerzy Morka