foto. pixabay.com

Granda irańska stanowi kolejny z nieskończonej serii dowodów na to, że wszystkie represywne reżimy tego świata grają w ostatecznym rachunku do tej samej bramki i konstytuują obecnie jednolity globalny „system bestii”. Wszakże wzmiankowana draka, wszczęta przez oś Waszyngton-Tel Awiw, przyczyniła się przede wszystkim do:

1. Wzmocnienia dyktatury teherańskiej, która – pod pretekstem obrony przed dywersją finansowaną przez zewnętrznych agresorów – uzyskała szeroki mandat społeczny do bezwzględnego tłamszenia wszelkiego rodzaju oddolnych protestów.

2. Wzmocnienia dyktatury kremlowskiej, która w sposób oczywisty korzysta na wysokich cenach ropy, wywindowanych wskutek zablokowania cieśniny Ormuz.

3. Wzmocnienia dyktatury pekińskiej, która, w świetle pogłębiającego się zaangażowania amerykańskich zasobów wojskowych na Bliskim Wschodzie, może wywierać coraz silniejszy nacisk na Tajwan i konsolidować swoje wpływy w obszarze indo-pacyficznym.

Podsumowując, nigdy nie dość podkreślania tego, co powinno być już od dawna oczywiste dla ogółu ludzi dobrej woli: nie ma już dziś żadnego geopolitycznego sporu między jakimkolwiek „imperium dobra” a jakąkolwiek „osią zła”. Jest za to jedynie międzynarodowy układ diabelskich koterii, które – miotając się w coraz bardziej autodestrukcyjny sposób – usiłują z czystej złośliwości pociągnąć za sobą na dno jak najliczniejsze rzesze zwykłych ludzi powodowanych strachem, naiwnością lub fatalnie wykoślawionym instynktem przetrwania.

Tym samym jeszcze bardziej oczywista powinna być dziś konstatacja głosząca: „jeśli chcesz pokoju, trwaj w pokoju”, nie dając się wmanewrować w jakiekolwiek domniemane „koalicje w słusznej sprawie”. Wtedy i tylko wtedy – łącząc bezwarunkową pryncypialność z głębokim pragmatyzmem – zachowa się szansę na pozostanie wyspą względnej normalności wśród dymiących ruin samobójczego obłędu.

Jakub Bożydar Wiśniewski