wojna
foto. pixabay.com

Montaigne w „Próbach” opisuje jak oblegający pewne miasto władca w swej łaskawości pozwala opuścić je kobietom i dzieciom pozostawiając w grodzie tylko broniących go mężczyzn. Co więcej, pozwala także owym kobietom wynieść na swych barkach tyle wszelkiego dobytku ile dadzą rady. Jakież było zdziwienie i wzruszenie monarchy, gdy ujrzał wychodzące z miasta kobiety dźwigające na plecach swych mężów. Księżna wyniosła księcia, a karczmarka karczmarza. Wzruszony król zapłakał szczerze i wybaczył swym wrogom wszystkie winy.

Gdzie dziś są tacy królowie? Nie ma ich. Wyparli ich zwykli łajdacy. Ale w istocie nie chodzi nawet o samo łajdactwo lecz o wiarę w siłę obietnicy. Przecież mieszkańcy grodu uwierzyli królowi, że dotrzyma danego słowa. Gdzież jest ta wiara? Umarła wraz z narodzinami powszechnego przekonana, że fortel, oszustwo czy łamanie praw jest zwykłą podobną do innych metodą osiągania celów. Triumf machiawelicznego świata oznacza w istocie klęskę wszystkiego.

Ale jak to się dzieje, że ład społeczno-polityczny z jakim mamy do czynienia promuje psychopatów i tych którzy z założenia przyzwyczajeni są do chodzenia na skróty? Demokratyczni mężykowie stanu, ludzie śliscy i oślizgli, mali gracze wspinający się po drabinach intryg korumpując, szantażując lub zwyczajnie strasząc. Dysponują przy tym całą masą oddanych miernot i innych psychopatów, którzy wiedzą, że swój los zawdzięczają tylko powodzeniu swego pana, więc są mu wierni, ale do czasu jego potknięcia. Gdy ono wystąpi pierwsi rzucają się swym panom do gardeł, a ci nieufni w owo zaplecze robią w nim czystki pozbywając się potencjalnych zagrożeń dla swego przywództwa. Potem z tych kawałków bylejakości konstruowana jest nowa piramida zależności dla kolejnego uzurpatora.

A gdzie są ludzie prawi?

Stoją na uboczu z etykietką frajera. Ale to oni w istocie niczym kobiety w opowieści Montaigne dźwigają na swych barkach cały konstrukt tego diabolicznego świata. A wszystko pod pozorem demokracji, w której szary frajer przekonywany jest, że ma wybór, że to on decyduje. Tymczasem dobrze, że nie ogląda zaplecza tej menażerii, podobnie jak nie ogląda zaplecza masarni.

Jakie jest panaceum na tę zarazę, która w połączeniu z powszechnym droczeniem pęta współczesność? Według mnie prostota praw, prostota życia, lokalne społeczności, prosty dialog, jak najmniej procedur i wyłączone telewizory. A przede wszystkim odejście od świata roszczeniowego i likwidacja możliwości zadłużania się przez rozbudowane hordy władczyków na różnych szczeblach. Jednak kto ma to wprowadzić? Mężykowie stanu i ich zaplecza? Inni twierdzą, że to walka z wiatrakami, i że „musi się wypełnić”. Tylko co potem? Prawdziwa niewola? Może i tak, ale jako fundament do prawdziwego odrodzenia.

Adam Kalicki

Autor prowadzi własny blog