Deklarowane cele Unii Europejskiej to istny miód na serce wolnorynkowców – swobodny przepływ towarów, usług, ludzi i kapitału. Skoro jednak takie są deklarowane cele, to logicznym jest wniosek, że obecnie istnieją ograniczenia owych swobód. Zatem aby osiągnąć owe szczytne cele konieczna jest likwidacja istniejących ograniczeń. Innymi słowy – likwidacja przepisów, ograniczających wolność, co państwa członkowskie mogą osiągnąć samodzielnie. Bez korzystania z pomocy kosztownych ponadnarodowych organizacji urzędniczych z prawotwórczym ADHD, w efekcie którego jedne ograniczenia zastępowane są innymi.
Tymczasem w życie wcielany jest wariant drugi – urzędniczy, z czego można wywnioskować, że w miejsce istniejących państw narodowych tworzone jest nowe superpaństwo. W końcu w granicach RP przepływ towarów, usług itd. jest całkowicie swobodny, nie licząc drogówki i cen benzyny. Warto też przy tej okazji pamiętać, że za istniejące ograniczenia, piętnowane unijnymi deklaracjami, odpowiedzialni są dokładnie tacy sami urzędnicy, jak ci zasiadający w PE czy Komisjach.
W 2003 r. Polacy wzięli prounijną propagandę za dobrą monetę i dzięki temu dziś często – gęsto płacą dobrą monetę za swoje złudzenia. Skutkami wstąpienia do UE są zarówno likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego jak i fakt, że najważniejszym instrumentem rozwoju gospodarczego w rządowej propagandzie nie jest wolność, lecz unijne dopłaty. Podobnie, jako rezultat wstąpienia Polski do UE postrzegam Traktat Lizboński. Niedobrze się stało, że w ogóle został przez Polskę ratyfikowany, o braku referendum już nie wspominając. To prawda, ale pytanie, czy faktycznie istniała alternatywa i jakie byłyby jej konsekwencje? Z drugiej strony, na co zwrócił uwagę w swym komentarzu Kamil Kisiel – pojawiła się możliwość wystąpienia z UE. Procedura jest mocno zagmatwana, ale jest; pytanie czy się uda zwiać, nim sojuz ostatecznie zbankrutuje?. Warto też pamiętać, że obecnie istnieje możliwość zmiany unijnego prawa w drodze  inicjatywy obywatelskiej. Jak się jaki kryzys pojawi – siup!, metodami interwencjonistów kolejne prawa do kosza w ramach inicjatywy. Albo lepiej – wprowadzić zakaz uchwalania budżetu z deficytem, akurat jest okazja…
Obecnie Traktatem Lizbońskim zajmuje się Trybunał Konstytucyjny RP. Podobno wcześniej nie mógł, gdyż procedury pozwalają na rozpatrywanie wniosków tylko w kwestii przyjętych i opublikowanych zapisów. Mniejsza z tym, mnie wszelako od samego początku zastanawia jedna kwestia – jakie będą konsekwencje, gdy jakimś cudem polski TK uzna lizboński bełkot za niezgodny z Konstytucją?
Wespół z TL Polsce stręczono wynalazek pod tytułem Europejska Karta Praw Podstawowych, która w wyniku protokołu brytyjskiego szczęśliwie obowiązuje u nas w ograniczonym zakresie. EKPP to dopiero klasa sama dla siebie! W życiu bym nie przypuszczał, że „człowieki” mają tyle praw, na straży których czuwać muszą unijni czekiści. Serio, aż się dziwiłem, że nie zapisano prawa do zmieniania gaci, rzecz jasna „w rozsądnym czasie”. Obok twierdzeń typu Polityki Unii zapewniają wysoki poziom ochrony konsumentów (art. 38 – cytat dosłowny) gwoździem programu jest ustęp 2 art. 14 „Prawo do nauki” gwarantujący możliwość korzystania z bezpłatnej nauki obowiązkowej. Zresztą, kto ciekaw może sam poczytać. Oto bowiem otwierają się przed nami szerokie możliwości.
Rzecz jasna w EKPP nie chodzi o żadne gwarancje, lecz kontrolę oraz zasadę, że kto ustanowił ten może znieść. Wprawdzie etap jeszcze nie ten, ale wszystko przed nami zwłaszcza, że obecnie opcja „proeuropejska” dysponuje pełnią władzy i walczy o prolongatę tego stanu rzeczy. W końcu „program partii programem narodu”, nigdy odwrotnie.
Michał Nawrocki

8 KOMENTARZE

  1. a Ludwig Erhard ostrzegał, że Europa zakończy swój rozwój, jeśli w ramach integracji europejskiej powstanie choćby jeden zbędny urząd (niezbędny = czyli służący w innej wierze niż dyplomacja i komunikacja).
    Trochę smutno patrzyć na zagładę wspaniałej cywilizacji Zachodu…

  2. cytat „Obok twierdzeń typu Polityki Unii zapewniają wysoki poziom ochrony konsumentów (art. 38 – cytat dosłowny) gwoździem programu jest ustęp 2 art. 14 „Prawo do nauki” gwarantujący możliwość korzystania z bezpłatnej nauki obowiązkowej.”
    No i sprawa jasna. Teraz już wyraźnie widzimy kto się obawia wykształconego społeczeństwa.

  3. Tak wykształconego, które nie rozumie, że nie ma czegoś takiego jak „bezpłatna nauka” oraz sprzeczności logicznej „możliwość korzystania – obowiązek” – owszem.

  4. „Wykształconym” społeczeństwem, tzn. takim gdzie oświata i szkolnictwo są powszechne i obowiązkowe, łatwiej manipulować. Lewactwo wiedziało co zrobić, żeby zapanować nad umysłami. Owszem, „wykształcone” społeczeństwo może być niebezpieczne, Panie Romek…

  5. Już wiecznie żywy Lenin nakazał przymusową alfabetyzację z uwagi na to, że piśmienniczy demolud można łatwiej poddać propagandzie („ludzie umiejący czytać i pisać łatwiej zrozumieją przesłanie partii i lepiej wykonają partyjne zadania”).

  6. cytat „Owszem, “wykształcone” społeczeństwo może być niebezpieczne, Panie Romek…”
    Och! Jakież piękne podsumowanie artykułu i dyskusji 🙂
    Czuję, że coraz lepiej rozumiem intencje autorów i zwolenników tego portalu 🙂

  7. no tak, ktoś, kto jest przeciwko państwowemu nauczaniu, musi być przeciwko nauczaniu w ogóle. świetna logika.
    99,9% uczniów było zapisanych do szkół prywatnych w USA, ZANIM doszło do przymusowej nacjonalizacji szkolnictwa. Liczba analfabetów w USA rosła korelacyjnie wraz z rosnącym wpływem (nacjonalizacja coraz wyższych szczebli edukacji, rozrost biurokracji nadzorującej szkolnictwo) państwa w tej dziedzinie.
    Zwrócił Pan uwagę na cudzysłów „” i na słówko „może” (co oznacza konieczność jakiegoś uwarunkowania)? Bo jak nie, to pan jest jak głupia szarańcza na tym portalu, wejść, zrobić burdel, powiedzieć parę bzdur (najwyższym wysiłkiem sofizmat od siedmiu boleści) i wylecieć zadowolony jak małpa z banana.

Comments are closed.