Zamilczany los gen. Franco

Wyjaśnieniem chyba jest fakt, iż zbrodni komunistycznych w Hiszpanii nie rozliczono. Nie zorganizowano hiszpańskiego ekwiwalentu Norymbergii.

0

Kilka dni przed świętem Wszystkich Świętych Hiszpania przeżyła niezwykłe wydarzenie. Z kościoła w Dolinie Poległych usunięta została trumna ze szczątkami Francisco Franco, człowieka, który ocalił ten kraj przed komunistycznym terrorem. W obronie zmarłego przywódcy nie wystąpił król, choć to temu bohaterowi dynastia zawdzięczała restytucję monarchii. Wstrzymali się od głosu w czasie podejmowania przez hiszpański parlament tej haniebnej decyzji posłowie prawicy – bez ich przyzwolenia ustawa by nie przeszła. Do zaniechania protestu został przez papieża zmuszony Episkopat Hiszpanii, pamiętający, że interwencja Franco nastąpiła po licznych morderstwach kapłanów, zakonników i osób nie ukrywających swej wiary oraz po gwałtach na zakonnicach i świeckich katoliczkach. Oraz po zniszczeniu wielu kościołów i sprofanowaniu ogromnej liczby innych. Jakoś nikt nie przypomniał kilkudziesięciu męczenników beatyfikowanych i kanonizowanych przez Kościół. Nie słychać było słów przypominających interwencję Stalina i Kominternu, organizowania tzw. Brygady Międzynarodowej oraz udziału w zbrodniach na Hiszpanach dokonanych przez funkcjonariuszy sowieckiej bezpieki. Nie odniesiono się nawet do faktu wywozu państwowych zasobów złota do Związku Sowieckiego i zawłaszczenia ich przez Stalina. Nie przypomniano nawet faktu, że członkowie kierownictwa władz rewolucyjnych uciekli do Związku Sowieckiego i tam znaleźli wygodny azyl. Wiele natomiast mówiono i pisano o „buncie Franco przeciw demokratycznej władzy” o zbrodniach jego żołnierzy i o brataniu się z Hitlerem i Mussolinim. Pomijano fakt, że Hiszpania jednak nie przystąpiła do koalicji pod kierownictwem Hitlera. W efekcie zachodni alianci odrzucili postulaty Stalina, by zlikwidować „reżim Franco”.

Wyjaśnieniem chyba jest fakt, iż zbrodni komunistycznych w Hiszpanii nie rozliczono. Nie zorganizowano hiszpańskiego ekwiwalentu Norymbergii. „Reżim Franco” postawił na pojednanie. Kościół w Dolinie Poległych miał być tego wyraźnym symbolem. I był przez dziesięciolecia. Aż pamięć „czerwonej zbrodni” wyblakła i lewactwo mogło dokonać rewizji przeszłości na swoją korzyść – przy aplauzie „postępowej międzynarodowej opinii publicznej.”

Gdy dziś w Polsce zdominowane przez lewactwo samorządy walczą o utrzymanie pomników „drogich postkomunie” oraz nazw ulic upamiętniających zdrajców, agentów i zbrodniarzy komunistycznych, widać, że proces rewaloryzacji komuny jest w Polsce w toku. Czy doczekamy usunięcia z katedry na Wawelu trumny ze szczątkami Lecha Kaczyńskiego, a nawet – być może – Józefa Piłsudskiego? I umieszczenia tam trumien Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka (a może nawet i Bolesława Bieruta?)? Wszak u nas też nie dokonano skutecznego rozliczenia rządów komuny i jej zbrodni.

Jerzy Kropiwnicki

Artykuł pochodzi ze strony Autora