Gdy za komuny szerzył się wirus antykomunizmu, kościoły były pełne. Co dalej?

Trudno obecnie ocenić, ile w działaniach władz jest rzeczywistej troski o zdrowie Polaków - a właściwie o wydolność systemu opieki zdrowotnej, a ile przemyślanej strategii, by poprzez doprowadzenie Kościoła do ekonomicznej ruiny, podporządkować go sobie całkowicie. Kto wie, czy nie chodzi o doprowadzenie do takiej sytuacji, że za jakiś czas nawet ks. Lemański będzie wzywał Polaków do głosowania na PiS

1
Foto. internet (montaż: Prokapitalizm.pl)

Okres, który poprzedził wprowadzenie stanu wojennego przez juntę gen. Jaruzelskiego, to czas szerzenia się wirusa antykomunizmu. Stan wojenny nieco tego wirusa okiełznał, jednak nie wyeliminował go do końca. Nadal się on szerzył. I też doprowadził do wielu tragedii, umierali niewinni ludzie. Niektórzy dlatego, że wirus antykomunizmu zbyt głęboko się w nich zagnieździł i nie było innego sposobu na jego wyeliminowanie jak kulka z zomowskiego pistoletu, a inni – niekoniecznie zarażeni tym wirusem, ale będący mimowolnymi ofiarami walki PRL-owskiej władzy z nim – umierali dlatego, że nie działały telefony i nie można było wezwać na czas karetki pogotowia.

Różnica z dzisiejszym (korona)wirusem jest taka, że dziś nikt nie strzela, no i telefony działają. Ludzie jednak umierają, bo sypią się niektóre obszary państwa. Karetki co prawda jeżdżą, jednak grozi nam zatkanie się możliwości przerobowych państwowej służby zdrowia, która może nie wytrzymać skutków koronawirusowej paniki, na zatrzymanie której jest już chyba zbyt późno. Ilu ludzi umrze dlatego, że nie otrzymają standardowej pomocy medycznej, czy nie przejdą wcześniej planowanych zabiegów i operacji?

Ale jest jeszcze jedna, ale za to bardzo istotna, różnica pomiędzy czasami, w których panoszył się wirus antykomunizmu, a dniem dzisiejszym – erą koronawirusa… Wtedy kościoły były pełne, msze święte gromadziły tysiące ludzi, a komunistyczna władza nigdy nie ośmieliła się ustanawiać jakichkolwiek limitów w tej sferze. Też było niebezpiecznie, bo po wyjściu z kościoła można było dostać pałką po grzbiecie, a w najgorszym wypadku nawet kulkę w głowę. A księża byli odważni, nie zniechęcali ludzi do uczęszczania w nabożeństwach… Wprost przeciwnie.

Dziś też są pewnie tacy odważni księża. Choć ja, gdy w ostatnią niedzielę poszedłem do kościoła, zostałem poproszony przez celebransa, który specjalnie przerwał nabożeństwo, abym udał się na chór. Byłem … szósty… W zasadzie to nie wiem, czy ów ksiądz nie okazał się jednak herosem, bo przecież mógł mnie w ogóle poprosić o opuszczenie świątyni. Z relacji moich znajomych, którzy byli tej niedzieli w innym kościele, dowiedziałem się, że ludzie chowali się gdzieś po kątach, a komunię mogli przyjąć wyłącznie „na rękę” – bez możliwości wyboru. U mnie przynajmniej pod tym względem było inaczej, co też powinno cieszyć… Ot, takie małe radości w tej chorej, smutnej sytuacji.

Mniej szczęścia mieli wierni z parafii w Dąbrowie Białostockiej. Jakiś miejscowy donosiciel nakapował lokalnej „Gazecie Współczesnej”, że w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika, we mszy uczestniczy więcej niż 5 osób. Jak podaje portal wMeritum.pl, w związku z tą sytuacją interweniowała policja. Naliczono kilkadziesiąt osób, stąd – jak informuje podlaska komenda – prowadzone są „czynności wyjaśniające”. Odważnego proboszcza, który odprawiał „niepoprawną” mszę czeka teraz zapewne tłumaczenie się zarówno przed władzą świecką jak i kościelną. I może jakaś kara? Komuniści łamali ludziom kręgosłupy gumową pałką i więzieniem, dziś robić się to będzie za pomocą specustawy, która nie wiedzieć czemu tak bardzo uderzyła w katolików.

Roberto de Mattei, włoski pisarz i publicysta zauważa: „Najbardziej symbolicznym i paradoksalnym spośród tych wydarzeń jest zamknięcie sanktuarium w Lourdes. Miejsce uzdrowień duchowych, jak i fizycznych, zostało zamknięte z powodu obawy, że ktoś – prosząc Boga o zdrowie ciała – mógłby zachorować. Czy to przykład intrygi? Czy mamy do czynienia z totalitarną potęgą ograniczającą wolność obywateli i prześladującą chrześcijan?”. Biskup Athanasius Schneider z Kazachstanu dodaje: „Odnoszę ogólne wrażenie, że ogromna większość biskupów zareagowała pospiesznie i z paniką, zakazując sprawowania wszystkich Mszy Świętych publicznych oraz – co jest jeszcze bardziej niezrozumiałe – zamykając kościoły. Tacy biskupi zareagowali bardziej jak świeccy biurokraci niż jak pasterze. Skupiając się wyłącznie na wszelkich higienicznych środkach zabezpieczających, utracili nadprzyrodzoną wizję i zarzucili prymat wiecznego dobra dusz” (oba cytaty za pch24.pl).

Trudno obecnie ocenić, ile w działaniach władz jest rzeczywistej troski o zdrowie Polaków – a właściwie o wydolność systemu opieki zdrowotnej (5 osób w kościele to absurd sam w sobie; już sensowniej – przyjmując optykę rządzących – byłoby w ogóle kościoły pozamykać), a ile przemyślanej strategii, by poprzez doprowadzenie Kościoła do ekonomicznej ruiny (bo takie mogą być również skutki obecnych rygorów), podporządkować go sobie całkowicie. Kto wie, czy nie chodzi o doprowadzenie do takiej sytuacji, że za jakiś czas nawet ks. Lemański będzie wzywał Polaków do głosowania na PiS.

Czy jest w ogóle sens porównywania czasów z epoki szerzenia się wirusa antykomunizmu z czasami obecnymi? Nasze otoczenie tak bardzo się, pod wieloma względami, zmieniło, że być może jest to nieuprawnione. Wtedy dobro i zło były bardziej konkretne, uosobione. Dziś – przez lata wpajania nam relatywistycznej propagandy, że „nie ma jednej prawdy”, albo że w ogóle jej nie ma – wszystko stało się mętne. To, co powinno wydawać się oparciem dla prawdy, dobra i piękna, pokornie godzi się na bycie częścią tej mętnej masy, w której chyba powoli zaczynamy tonąć. W tej sytuacji, chętnych do tego, by wziąć nas „pod but” zapewne nie zabraknie, a wielu z nas pewnie tego nawet nie zauważy. Zwłaszcza że nie można wykluczyć dezercji, przynajmniej jakiejś części z tych, którzy w trudnych czasach zawsze stanowili dla narodu opokę i duchowe wsparcie.

Paweł Sztąberek

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo celne uwagi. Smutne, przykre, przygnębiające, jednak niech żywi nie tracą nadziei, bo bramy piekieł mojego Kościoła nie przemogą. Uwagi o stanie Kościoła, księży i hierarchów, czyli naszych pasterzy dotyczą, nie tylko Polski, a całego świata. Kapusie, szpicle, kablarze, donosiciele i podpierdalacze obecnie nie istnieją, to są według nowomowy SYGNALIŚCI. Z Bogiem, bo On jest naszym Życiem

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here