Nowogrodzka pożera PiS-owców, którzy chcieliby się wyrwać. Żenada na Wiejskiej

Zaraz po wyborach wyrwał się z rozpędzającego się dopiero peletonu Dominik Tarczyński, zapowiadając, że przy pierwszej okazji da po twarzy mającemu prawie 80 lat Korwinowi

2
Foto. sejm.gov.pl

Kilkanaście lat temu, gdy miałem w wakacje sporo wolnego czasu, uwielbiałem oglądać transmisje z Tour de France. Ten wydawałoby się bardzo monotonny sport potrafił przykuć mnie do ekranu na wiele godzin. Na odcinkach płaskich schemat był na ogół ten sam. W pewnym momencie wyrywała się ucieczka, którą peleton gonił przez resztę dnia. Czasem ucieczce udawało się dojechać do mety, częściej jednak peleton w pewnym momencie ją pożerał, prowadząc do zwycięstwa jednego ze sprinterów.

Znacznie ciekawiej było jednak na etapach górskich. Mnogość taktyk poszczególnych drużyn, zmagania z trudnymi podejściami, wyprowadzanie liderów przez pracujących na ich rzecz kolegów, szaleńcze zjazdy i mnóstwo innych elementów sprawiało, że oglądało się to lepiej niż piłkę nożną. Zresztą, nawet gdyby kompletnie nic się nie działo, to warto było śledzić TdF dla pięknych widoków, dla tych wszystkich francuskich wsi i miasteczek, zamków i zameczków, dla łąk, pól, lasów i gór. Ale przede wszystkim dla oprowadzających widzów po Francji i jej historii Tomasza Jarońskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego. Kto nigdy nie oglądał transmisji z TdF z ich komentarzem, ten nawet nie wyobraża sobie co stracił.

Wspominam o tym dlatego, że obserwując trwające od kilku tygodni pomiędzy posłami PiS zawody na najbardziej żenujące zachowanie, przypominają mi właśnie sceny z Tour de France. Mamy cały peleton anonimowych posłów PiS, którzy pędza przed siebie z wielką prędkością bez żadnego namysłu i refleksji. Posłusznie wykonują każde polecenie Nowogrodzkiej, kompletnie nie bacząc na to jak ich to kompromituje, ośmiesza i odziera z wszelkiej godności. Raz na jakiś czas ktoś się z tego peletonu wyrywa, przyjmuje na siebie światła kamer i samotnie prowadzi w tym wyścigu żenady. Byle co nie pozwala na ucieczkę z tak ciężko pracującego peletonu, aby mieć szansę powodzenia, uciekający musi zrobić coś naprawdę mocno żenującego.

Zaraz po wyborach wyrwał się z rozpędzającego się dopiero peletonu Dominik Tarczyński, zapowiadając, że przy pierwszej okazji da po twarzy mającemu prawie 80 lat Korwinowi. Oczywiście nawet to wyzwanie go przerosło i szybko zniknął znów w peletonie posłów PiS, który skasował Tarczyńskiego wyborem starego komucha Czarzastego na wicemarszałka Sejmu i nawiedzonej razemitki na przewodniczącą komisji sejmowej ds. rodziny. Nie trzeba było jednak długo czekać na kolejną akcję. Chwilę później urwała się grupa posłów proponująca zniesienie trzydziestokrotności, której liderował i twarz dawał koliber Marcin Horała. Panowie przez kilka dni liderowali w wyścigu, ale znów szybko pochłonął ich peleton wysyłając Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego. Wtedy swoją szansę wyczuł Patryk Jaki, tłumacząc na angielski nagrania Sławomira Neumanna z Tczewa i wrzucając je do skrzynek europosłów. Dopiero potem okazało się, że jego indywidualna akcja była tak naprawdę rozprowadzeniem jego ośmiu kolegów z Solidarnej Polski, którzy zaraz po nim rzucili się w szaleńczej ucieczce. Posłowie obiecywali w kampanii wyborczej nigdy nie zagłosować za podwyżką podatków, po czym zagłosowali za podwyższeniem akcyzy już na pierwszym posiedzeniu Sejmu.

Myślałem, że peleton znowu ich zaraz wszystkich dogoni, ale już widzimy, że nie wszyscy uczestnicy ucieczki chcą się tak szybko poddać. Widząc słabnących kolegów i coraz wyraźniejszą plamę goniącego ich peletonu, trzech posłów zostawiło pozostałą piątkę na pożarcie dla peletonu, próbując w trójkę uciec przez przeznaczeniem.

Wymieńmy z nazwisk tych dzielnych, nie chcących się za szybko poddać uciekinierów. Są to Sebastian Kaleta, Piotr Sak i Janusz Kowalski. Czym tak wysforowali się na przód w tym wyścigu żenady? Zaczęli tłumaczyć się, dlaczego jednak złamali swoje słowo i już na pierwszym posiedzeniu pokazali gdzie mają obietnice dawane swoim wyborcom.

Piotr Sak stwierdził, że: „Podwyższenie akcyzy na używki to taka swoista para-opłata fiskalna za masochizm. Abraham Maslow ich nie przewidział w swojej piramidzie ale powinny być na samym szczycie. Można się bez nich obejść, więc ten podatek może być całkowicie neutralny – wszystko zależy od własnego wyboru. Proszę porozmawiać z Panem posłem Korwinem – Mikke o jego ulubionej zasadzie – volenti non fit iniuria. Dotyczy to także krzywdy podatkowej”. Czyli jeżeli podwyższamy podatek od czegoś, co nie jest nam do życia niezbędne, to tak jakbyśmy podatku nie podnosili. Mamy nową myśl w teorii skarbowości, Pan Sak powinien opublikować to w jakimś renomowanym czasopiśmie.

Sebastian Kaleta okłamanie wyborców tłumaczy w ten sposób: otóż PiS jeszcze przed wyborami zapowiadał podwyżkę akcyzy, więc czytając deklarację „Nigdy nie zagłosuję za podwyżką podatków” powinniśmy się domyślić, że chodzi tylko o podatki których podwyższenia wcześniej rząd nie zapowiadał. Problem w tym, że nawet gdyby przyjąć to tłumaczenie za dobrą monetę, to rząd zapowiadał podwyżkę o 3%, a ostatecznie akcyza wzrosła aż o 10%. I nikt przed wyborami tego nie zapowiadał. Pewnie i na to Kaleta ma przygotowaną odpowiedź, ale jeszcze się nią z nami nie podzielił, bo słysząc taką ripostę zamilkł i do teraz się na Twitterze nie odzywa.

Trzeci nasz heros do sprawy podszedł jeszcze inaczej. Janusz Kowalski powołał się na śmierć swojego Ojca, u którego papierosy spowodowały raka płuc. Dlatego poseł Kowalski popiera podwyższenie podatków od papierosów. Oczywiście posła Kowalskiego rozumiem i szczerze mu współczuję, ale dlaczego w takim razie podpisywał deklarację z którą się od początku nie zgadzał i której z powodów osobistych nie zamierzał dotrzymać? Czy głosy wyborców były ważniejsze od pryncypialnego podejścia do papierosów?

Mimo wielu starań tych trzech uciekinierów, peleton znów szybko ich wchłonie. I tak to się będzie toczyć do następnych wyborów. Co chwilę któryś dzielny poseł PiS będzie próbował swych sił, lecz taka samotna walka z liczącym ponad 230 ubezwłasnowolnionych posłów klubem PiS, będzie skazana na niepowodzenie. Mimo to i tak będę śledził te zmagania posłów PiS, żałując jedynie, że nie mogę liczyć na komentarz Jarońskiego i Wyrzykowskiego, którzy nie zniżą się nigdy do komentowania wyczynów naszych żałosnych parlamentarzystów.

Sławomir Mentzen

Źródło: facebook

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here