Rozważania dotyczące swobody działania oraz jej ekonomicznej i etycznej oprawy to prawdopodobnie ostatni temat, o którym moglibyśmy powiedzieć, że nie poświęcamy mu wystarczająco wiele czasu. Równie ważne co przemyślenie stosownych spraw we własnym zakresie jest jednak również zachęcanie innych, żeby wstąpili na drogę logiki i zdroworozsądkowego oglądu ludzkiego działania. Nie byłoby sensowne zalecanie jakiejkolwiek wyłącznej metody uprawiania podobnej dydaktyki – poza może ogólnym wskazaniem, że należałoby uczynić ją możliwie życzliwą, nienatarczywą i dotykającą wyłącznie faktów, a nie ich czysto ocennych zabarwień. Warto też mieć na podorędziu wypreparowany rdzeń najistotniejszych argumentów, w którym zwięzłość łączy się z dosadnością i perswazyjną mocą – rdzeń, który, jak sądzę, w pierwszej kolejności należy skierować przeciwko tym pojęciom, których zewnętrzny powab najłatwiej zjednuje sobie poparcie osób nie grzeszących rzetelnym zgłębianiem bliskich nam tematów.
Jednym z takich pojęć jest równość, a ideologią, która powołuje się na nie najczęściej – egalitaryzm. Wiemy oczywiście, że egalitaryzm jedynie marginalnie dotyka właściwego i naprawdę istotnego wymiaru równości, czyli równego statusu wszystkich ludzi jako podmiotów moralnych, czy też równego prawa do pełnego dysponowania owocami własnej pracy w ramach wytyczonych przez aksjomat nieagresji. Zamiast tego doktryna egalitarna zwraca się w kierunku tak szkodliwych propozycji, jak polityczna (a więc wymuszona) redystrybucja własności oraz krępowanie wybitności w imię zaspokajania resentymentów przeciętności. Jednym ze znaczących elementów uświadamiania „niewinnych” powinno być zatem obnażenie logicznej i moralnej miernoty egalitarystycznego pojmowania równości oraz wskazanie jej pojmowania libertariańskiego jako pożądanej i spójnej alternatywy.
Poniższą listę opracowałem w tym właśnie celu, zarówno z nadzieją na zadowalające uporządkowanie własnego myślenia w rzeczonym temacie, jak też z myślą o zachęceniu naszej społeczności do takiego przedstawiania stosownych argumentów w stosownych okolicznościach, by zawsze przybierały one formę najbardziej zwięzłą, przejrzystą – i w konsekwencji, jak przypuszczam – najskuteczniejszą w uczeniu prawdy.
Jakie są więc powody, żeby stanowczo odżegnać się od egalitaryzmu? Są wśród nich powody etyczne:
1. Opowiedzenie się za jakąkolwiek formą działania zakłada implicite uznanie wyłącznej własności swojego ciała i umysłu (jako podmiotu wykorzystującego swoje ciało i umysł w celu konkretnego działania). Stąd wynika, że opowiedzenie się za jakimkolwiek działaniem opartym o inicjację agresji (jakim jest np. wymuszone wyrównywanie stanu posiadania różnych osób) zakłada przyznanie działającym dokładnie tych swobód, jakich pozbawiają oni osób, względem których działają. Założenie równego statusu wszystkich ludzi jako podmiotów moralnych obnaża tu natychmiast sprzeczność logiczną – a jeśli rozum traktujemy jako najwyższą i ostateczną sankcję moralności – również sprzeczność moralną. Tak właściwe rozumienie równości ujawnia etyczną niespójność egalitaryzmu.
2. Egalitaryzm niszczy wszelkie naturalne więzi społeczne – m.in. więź rodzinną, sąsiedzką, koleżeńską i wreszcie najogólniej rozumianą solidarność gatunkową. Najzdolniejsi, najpracowitsi i najhojniejsi tracą nie tylko środki, ale też i pobudki do tego, ażeby angażować się w działalność samarytańską, z definicji opartą na dobrowolności dawania. W jej miejsce pojawia się zniechęcenie i resentyment względem pożądliwych mas i ich agresywnych pretensji – tam, gdzie swoboda działania oraz podział pracy niwelują społeczne podziały, tam egalitaryzm pogłębia je i rozjątrza ich najgorsze skutki.
3. Poza powodowaniem zaniku postawy filantropijnej oraz etosu uczciwej i solidnej pracy, egalitaryzm potęguje również szereg przywar i słabości charakteru: m.in. zazdrość, roszczeniowość, lenistwo, niedbalstwo, nieodpowiedzialność, lekkomyślność, mierność i niezaradność. Moralny odpowiednik prawa Kopernika-Greshama odnajduje tu swoje najpełniejsze i najbardziej złowieszcze urzeczywistnienie.
4. W przeciwieństwie do egalitaryzmu, wolnorynkowy woluntaryzm jest systemem w pełni merytokratycznym, a więc sprawiedliwym – każdy otrzymuje wynagrodzenie wprost proporcjonalne do swoich umiejętności zaspokajania potrzeb innych; zatem to zakres wdzięczności innych ludzi, a nie zakres ich zawistnej roszczeniowości, jest w systemie swobody działania ostatecznym wyznacznikiem stanu posiadania poszczególnych członków danej społeczności.
5. Jako że użyteczność jest wielkością psychologiczną, a więc niewymierną, niemożliwe jest określenie, w jakim stopniu i czy w ogóle całkowity poziom użyteczności w społeczeństwie został podniesiony w wyniku danego aktu egalitarystycznej redystrybucji. Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w wolnorynkowym woluntaryzmie, w którym każde działanie międzyludzkie przypieczętowane jest obustronną zgodą uczestniczących stron. Obie strony demonstrują więc, że preferują stan potransakcyjny od stanu przedtransakcyjnego – całkowita użyteczność społeczna wzrasta, choć nie ma potrzeby wyliczania, w jakim stopniu.
6. Nie istnieje jakikolwiek powód moralny, aby równość zasobów uważać za coś właściwego i pożądanego. Jeśli uznać, że stanem moralnie optymalnym jest taki, w którym wszystkie nieagresywne (nie uderzające w potrzeby innych) potrzeby i pragnienia ludzkie są zaspokojone, to wynika z tego, że w stanie optymalnym każdy posiada tyle zasobów, ile jest mu niezbędne w celu zaspokojenia tychże potrzeb i pragnień; a że ludzkie potrzeby i pragnienia są bardzo różne i często niewspółmierne, sytuacja w której wszyscy dysponowalibyśmy równymi środkami nie mogłaby być optymalna. Nawet tych potrzeb, które intuicyjnie bylibyśmy gotowi uznać za najbardziej podstawowe i nieodzowne (a więc takie, które rzekomo wszyscy powinniśmy móc zaspokoić w równym stopniu), nie można oderwać od ich subiektywnych wycen – nietrudno przecież wyobrazić sobie osobę, której nie zależy na zdrowiu i życiu, jeśli miałoby być to życie pozbawione tego, co dla rzeczonej osoby stanowi jego sens – np. ponadprzeciętnej fizycznej pełnosprawności, intelektualnej przenikliwości czy obecności bliskich. Nie ma też sensu krytykowanie natury jako obdarzającej środkami do życia w sposób niesprawiedliwy, gdyż cokolwiek innego bylibyśmy gotowi powiedzieć o naturze, z pewnością nie można zarzucić jej stronniczości – natura, w przeciwieństwie do egalitarystycznych ideologów i ich politycznych stronników, nie wykorzystuje niczyjej osoby ani niczyjej własności jako środka do osiągnięcia cudzych celów.
Są także powody ekonomiczne:
1. Rozwój gospodarczy pochodzi w największej mierze z oszczędzania oraz budowania na bazie oszczędności struktury kapitałowej. Im bardziej okrężne są procesy produkcyjne w danej gospodarce (tzn. im więcej wykorzystują kapitału), tym bardziej rośnie krańcowa produktywność pracy, tym więcej istnieje miejsc pracy, tym większa i jakościowo doskonalsza jest produkcja dóbr konsumpcyjnych, oraz – jeśli przyrost demograficzny jest wolniejszy niż przyrost kapitału – tym wyższe są realne płace. Aby jednak poziom oszczędności wzrósł, obniżyć się musi preferencja czasowa – ludziom musi zacząć w mniejszym stopniu zależeć na dobrach teraźniejszych, a w większym na dobrach przyszłych. Innymi słowy, konsumpcja musi być w pewnym stopniu opóźniona w czasie, ale by mogło się to dokonać, każda jednostka musi mieć możliwie największą swobodę w zakresie pełnego dysponowania całością swojej własności. W momencie, gdy egalitarystyczne regulacje będą stwarzały groźbę wymuszonego wywłaszczania, każdy właściciel dysponował będzie bądź to mniejszymi zasobami możliwymi do zaoszczędzenia i zainwestowania, bądź też będzie się starał możliwie szybko skonsumować ich całość celem uniknięcia wywłaszczenia. Nastąpi wzrost preferencji czasowej i spadek tempa przyrostu kapitału, lub nawet zjawisko „przejadania” istniejącej struktury kapitałowej. Tym samym ogólny rozwój gospodarczy zostanie zahamowany, lub nawet obrócony w regres.
2. Intuicyjna konkluzja i prawdziwa obserwacja uczy nas, że to, co wymaga wysiłku, a jest penalizowane, ulega zanikowi, natomiast to, co nie wymaga wysiłku, a jest subsydiowane, ulega rozrostowi. Egalitaryzm nakłada kary pieniężne za pracowitość i przedsiębiorczość, wynagradza natomiast bezczynność i niezaradność. Naturalnym wynikiem tego procederu jest wzrost wartości bezczynności i niezaradności w stosunku do wartości pracowitości i przedsiębiorczości. Innymi słowy, egalitaryzm wypłukuje podstawowe siły napędowe zdrowej gospodarki, służące ogółowi konsumentów, wzmacnia zaś siły działające na ekonomię destrukcyjnie, służące wyłącznie tzw. klasom próżniaczym.
3. W celu rzekomego wyrównania dostępu do pewnych dóbr i usług, uznanych przez klasę panującą oraz jej zauszników za niezbędne do życia, egalitaryzm może zechcieć uciec się do środków takich jak kontrola cen bądź ustanowienie płacy minimalnej.  Ceny ustawowo ustalone na poziomie niższym od kosztów produkcji danego towaru bądź usługi doprowadzą do zniknięcia tychże artykułów z rynku, zaś ustalone na każdym innym poziomie – do zaburzenia rachunku ekonomicznego i pojawienia się niedoborów. Jeśli natomiast płaca minimalna ustalona zostanie na poziomie wyższym niż ten, który odpowiada krańcowej produktywności pracy danego potencjalnego pracownika w danym zawodzie, dostęp do tego zawodu zostanie dla niego permanentnie zablokowany. Zjawisko to tyczy się zawsze głównie niewykwalifikowanych, początkujących pracowników, a więc najuboższych spośród osób zdolnych do pracy. We wszystkich powyższych scenariuszach praktyka egalitarystyczna zamiast zwiększonej dostępności określonych towarów, usług i możliwości zarobkowych skutkuje ich zwiększonym lub całkowitym uniedostępnieniem.
4. Zbudowanie, utrzymywanie i nadzorowanie potężnej machiny redystrybucyjnej wymaga znacznych kosztów, np. kosztów zbierania i księgowania wpływów pochodzących z „wyrównawczych” podatków, a także kosztów wymuszania ich zapłaty w razie oporu ze strony opodatkowanego. Można się spodziewać, że koszty te zwiększy dodatkowo „wertykalizacja” aparatu urzędniczego, czyli podejmowanie najważniejszych decyzji na poziomie centralnym i późniejsza konieczność nadzoru ich implementacji na poziomie lokalnym. Kształt powyższego modelu stwarza nie tylko istotne koszty transakcyjne (zwłaszcza koszty czasowe), ale również obniża skuteczność centralnie podejmowanych decyzji z uwagi na nieznajomość przez decydentów szczegółowych okoliczności miejsca i czasu właściwych dla danego obszaru lokalnego, która to nieznajomość nie może zostać zlikwidowana przez dostarczenie decydentom upośrednionych opisów. System wolnorynkowy nie jest obciążony żadnym z powyższych kosztów, a jego horyzontalna struktura, składająca się z mnóstwa niezależnych, lokalnych ośrodków decyzyjnych umożliwia natychmiastowe pozyskiwanie odnośnych informacji.
Tu zamyka się moja lista dziesięciu ostrzeżeń. Przyznaję, że mimo chęci nie jestem w stanie przyjąć roli adwokata diabła i rozważyć możliwych zalet egalitaryzmu, które należałoby położyć na przeciwnej szali, gdyż zalet takich po prostu nie widzę. Nie sądzę przy tym, że wynikać by to mogło z nieostrości mojego wzroku, gdyż w rzeczoną kwestię staram się wpatrywać możliwie przenikliwie i przy użyciu rzetelnych narzędzi obserwacyjnych.
Z chęcią przywitam, rzecz jasna, rozwinięcia, uzupełnienia bądź korekty powyższego zbiorku. Miło też będzie mi się dowiedzieć, że okazała się ona dla kogokolwiek pożyteczna w zakresie porządkowania i uzwięźlania antyegalitarystycznej, pro-wolnościowej i, co może najważniejsze, pro-różnorodnościowej argumentacji.
Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim przyjaciołom swobody działania wielu sukcesów na drodze pomagania niewinnym i nieświadomym.
Jakub Bożydar Wiśniewski