Dlaczego „średniej urody” dziewczyna na imprezę zabiera ze sobą brzydszą od siebie koleżankę? To przecież banalnie proste. Wtedy ona staje się obiektem zainteresowania adoratorów, a nie jej koleżanka. Ale i brzydula ma swoją szansę. Wraz z wypitym alkoholem i czasem trwania imprezy zmienia się zarówno samoocena adoratorów jak też kryteria oceny potencjalnych partnerek.



Nie bez kozery Marlon Brando miał kiedyś powiedzieć, że gdy pije w swym ulubionym barze i zaczyna mu podobać się barmanka oznacza to, że najwyższy czas przestać pić i iść spać. Alkohol pomagał zawsze wpłynąć nie tylko na  świadomość konkretnego człowieka, ale i świadomość całych społeczeństw. Ludzie lubią odfrunąć, oderwać się od rzeczywistości, lub ją zniekształcić i nie ma w tym nic złego, ani niezwykłego. O ile odlot nie jest częsty i umiarkowany. Wskaźnik brzydkiej barmanki to jednak za mało. Już dawno odkryto, że wódka wspiera zarządzanie społeczeństwem, czyni je łagodniejszym, sennym i bardziej przewidywalnym. Jest tak nadal od wieków. Gołda jako czynnik sterowniczy ma jednak i wady. Przede wszystkim integruje, a to jest już niebezpieczne. Poza tym upojonych nie sposób zmusić do jakiegoś działania.
Jednak w międzyczasie pojawiła się telewizja. Ona co prawda nie usypia i nie łagodzi, ale też nie integruje. Za to pozwala skierować ludzkie emocje i myśli w określonym kierunku podobnie jak brzydka panienka podbija atrakcyjność tej nieco ładniejszej w oczach adoratorów. Oto na przykład w telewizyjnym usypiaczu mózgów zwanym „Mam talent” występuje niejaki Hołownia, katolik, publicysta, pisarz, dziennikarz i nowa gwiazda świecąca na firmamencie TVN. I wszystko pięknie, tylko że pan Hołownia jest „umiarkowanym” katolikiem, a nie „oszołomskim” jak stajnia redemptorysty z Torunia. Oczywiście w przepadku katolicyzmu trudno mówić o jego odłamach, ale jeśli nie ma odłamów to należy je stworzyć – dziel i rządź. Pan Hołownia to fajny chłopak. To przecież nie jego wina, że ma legitymizować stację, w której pracuje bez względu na to co myśli, w co wierzy i co wie. Podobną rolę pełni stacja „Religia TV” należąca do TVNowskiej stajni, w której pan H. odpowiada za część katolicką w politycznie poprawnej i wielokulturowej papce propagowanego tam ekumenizmu. Pan H. mimo swej woli, jest jak jednoosobowe stowarzyszenie PAX, działające w czasach największej komuny i pokazujące katolikom, że komuna nie jest taka zła. Co wybierze oszołomiony adorator, to już jego sprawa. Wszystko rzecz jasna zależy jakimi kryteriami kieruje się kawaler, bo może woleć panny mądre, bogate. Ale na imprezie wiadomo przecież, że chłopaki chcą podobnie jak panny… potańczyć.
Mamy tak zwaną prawicę. Prawica w telewizji składa się z dobrego PO i niedobrego PiSu, który z uporem maniaka odgrywa także rolę brzydkiej panny na medialnej imprezie. Jest rzecz jasna jeszcze „marginalna ekstrema”, ale to, że owa ekstrema jest naprawdę prawicą, która nie chce odbierać ludziom ich pieniędzy, wychodząc z założenia, że człowiek sam lepiej dysponuje swoją kasą nikogo specjalnie w telewizji nie interesuje. Lewicowa filozofia funkcjonowania państwa polegająca na redystrybucji zabranego wcześniej ludności dochodu zawłaszczyła niemal całkowicie świadomość obywateli. „Lewa noga nadmiernie urosła” mawiał były prezydent, ale można domniemywać, że nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co mówi. Wystarczy bowiem w medialnej maskaradzie nazwać się prawicą i już się nią jest.
Jak widać, co do zasady idea zabierania na imprezę brzydszej koleżanki, przez niekoniecznie piękną spryciulę sprawdza się na wielu przestrzeniach i obszarach. Lecz tak naprawdę pomimo dostrzegalnej różnicy w urodzie mamy nadal do czynienia z dwoma pasztetami, oby tylko alkohol w naszych społecznych żyłach nie buzował tak bardzo i abyśmy pod jego wpływem nie zapomnieli czym jest ideał prawdziwego piękna.
Adam Kalicki