Czy może się nie podobać książka, o której w samych superlatywach wypowiedzieli się Kenneth Rogoff i Mohamed El-Erian? „Gaining Currency: The Rise of the Renminbi” Eswara S. Prasada to pigułka wiedzy o chińskiej walucie, a jednocześnie fascynujący esej ekonomiczny.

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Chiński Smok będzie rósł bez końca. Tempo wzrostu gospodarczego Państwa Środka było zawrotne, dwucyfrowe. Ostatnie lata przyniosły jednak jego spowolnienie. A także strach o twarde lądowanie chińskiej gospodarki. Przyhamowało to karierę renminbi. Ale jej nie załamało. Czy juan ma jeszcze szansę na zdetronizowanie Króla Dolara i zdobycie tytułu głównej waluty rezerwowej świata?

Na to pytanie próbuje odpowiedzieć w swojej najnowszej publikacji Eswar S. Prasad. Jest to naukowiec i publicysta, który w trakcie długiej i bogatej kariery pełnił m.in. funkcję szefa chińskiego oddziału Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Prasad jest profesorem Cornell University, sprawuje ważne funkcje w tak szacownych instytucjach badawczych jak Brookings Institution czy National Bureau of Economic Research.

Prasad nie ma na to pytanie łatwej odpowiedzi. Jego książka „Gaining Currency: The Rise of the Renminbi” („Wzrastająca waluta: wschód renminbi”) jest świeżutka i wypełniona aktualnymi danymi, bo była pisana już po decyzji MFW (listopad 2015) o włączeniu juana do koszyka walut składających się na Specjalne Prawa Ciągnienia (SDR). Chińska waluta weszła do tegoż koszyka z początkiem października tego roku. Zdaniem autora „Gaining Currency” jest to wydarzenie o dużym znaczeniu symbolicznym, które może w najbliższej przyszłości ośmielić banki centralne do kupowania juana, a w dalszej – okazać się kluczem do jego potęgi. Może, ale nie musi.

Przeszkody dla renminbi

Prasad wskazuje bowiem wiele przeszkód, które musiałoby pokonać renminbi w drodze na walutowy tron (obecnie według danych MFW dolar amerykański stanowi około 64 proc. światowych rezerw walutowych, a waluta chińska tylko około 1,1 proc.). Jedną z największych jest sfera polityczna – inwestorzy, według Prasada, po prostu boją się tego, co w końcu wyniknie z działania hybrydy kapitalizmu (w jego chińskiej odmianie) z autorytaryzmem (w jego chińskiej wersji). USA ma nad Chinami przewagę pod postacią stabilnych, budzących zaufanie instytucji publicznych, dobrze funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości a także wolnych mediów.

Tego w Chinach nie ma, podobnie jak maksymalnie (jak to tylko możliwe) niezależnego od władzy politycznej banku centralnego. Co prawda w 2003 roku uczyniono duży krok w tym kierunku – od tamtej pory Ludowy Bank Chin nie może finansować deficytu budżetowego – ale kierunek polityki monetarnej wciąż musi być aprobowany przez Radę Państwa.

Inną poważną przeszkodą jest niedorozwój rynku finansowego w Państwie Środka. „Chiny stały się duże i wpływowe, zanim stały się bogate i zanim rozwinął się tamtejszy rynek finansowy” – wskazuje Prasad. „Gdyby rozmiar gospodarki miał kluczowe znaczenie, to w jaki sposób jedną z najważniejszych walut rezerwowych mógłby być frank szwajcarski?” – dopytuje autor „Gaining Currency”. Szwajcaria w oczach Prasada jest przeciwieństwem Chin i dowodem na to, co decyduje o byciu safe haven – rozwinięty rynek finansowy i zaufanie inwestorów, na które pracuje się całymi dziesięcioleciami.

Prasad wskazuje również, że Chiny wciąż są zbyt mało otwarte na kapitał zagraniczny (choć w ostatnich latach uczyniły w tym zakresie znaczące postępy). „Państwo Środka próbuje od kilku lat mieć ciastko i zjeść ciastko. Używa Hongkongu, a w mniejszym stopniu Makao i innych centrów finansowych, do upowszechnienia używania renminbi, a jednocześnie nie otwiera całkowicie swojego wewnętrznego rynku kapitałowego, a to się niezbyt podoba inwestorom” – zauważa autor „Gaining Currency”. Warto tu nadmienić, że spora część recenzowanej publikacji to opis środowiska prawno-instytucjonalnego chińskiej waluty oraz historii liberalizacji zasad w nim obowiązujących.

To głównie z tych – wymienionych w powyższych akapitach – powodów dolar amerykański pozostaje główną walutą rezerwową świata, a aktywa denominowane w nim cieszą się wielkim powodzeniem, mimo że gospodarka USA to tylko około 20 proc. światowego PKB, tłumaczy Prasad. „To właśnie dlatego inwestorzy zagraniczni wierzą w siłę dolara amerykańskiego i pewność amerykańskich obligacji rządowych, mimo że to Ameryka była epicentrum ostatniego wielkiego kryzysu finansowego” – przekonuje Prasad.

Fakty i ciekawostki

„Gaining Currency” to nie tylko połączenie fragmentów przypominających pracę doktorską (np. rozdziały o currency management) z felietonem ekonomicznym (rozważania na temat wad i zalet oraz przyszłości juana). To również niezwykle przykuwające uwagę czytelnika ciekawostki, doskonale urozmaicające lekturę.

Z książki Prasada można się dowiedzieć m.in. tego, że Mao Zedong wcale nie chciał, by jego wizerunek widniał na banknotach, a także jak nazywano pierwsze papierowe chińskie pieniądze (jakie to poetyckie – nie da się przeoczyć!). Można się dowiedzieć tego, że niemal nieznany w Europie Chiński Bank Rozwoju udzielił chińskim firmom inwestującym za granicą aż 330 mld dol. pożyczek (sic!) oraz tego, który bank centralny na świecie jako pierwszy kupił renminbi. Wreszcie można się dowiedzieć, czym się różni renminbi od juana i od kuai (niby to samo, ale jednak nie to samo, choć na poczet tego i innych artykułów można tych terminów używać zamiennie) oraz czym się różnią panda bonds (obligacje typu panda) od dim sum bonds (obligacji typu… przekąska).

Czy apetyty się wyostrzyły? Pozostając w tym klimacie, można napisać, że Prasad przygotował znakomitą chińską zupę. Wszystkiego w niej pełno, wszystkie składniki są najwyższej jakości. I choć czasami można odnieść wrażenie, że aż za mocno zamieszano w kociołku (chyba jedyne, co można zarzucić tej publikacji, to lekka niespójność stylistyczna), to smak jest niezwykły. Na deser autor przygotował pieczołowicie zebrane i opracowane wykresy i dane – dzięki umieszczeniu ich na samym końcu nie przeszkadzają w szybkiej lekturze, a zainteresowani i tak znajdą to, czego szukają.

Już wiadomo, co zamówić? To smacznego!

Piotr Rosik

Otwarta-licencja