Jestem dość świeżo po lekturze encykliki Piusa X „Pascendi Dominici Gregis” – „O zasadach modernistów”, napisanej niemal 102 lata temu. Po przeczytaniu mogę stwierdzić jedno: modernizm do dziś nie opanował Kościoła, choć pewne jego zalążki niestety do niego przeniknęły.

Pozwolę sobie na początek napisać o ogólnym odbiorze encykliki. Następnie omówię główne założenia modernizmu, później odniosę je do niektórych teologów dzisiejszych czasów i ogólnej kondycji Kościoła. Na koniec chciałbym przedstawić fragment encykliki, który najbardziej mnie zaniepokoił.
Muszę przyznać, że encyklika zrobiła na mnie niezwykłe wrażenie. Czystej wody katolicyzm, jasne wskazywanie tego, co jest dobre, co złe. Jasne pokazywanie, kto błądzi bez szukania na jego określenie tanich eufemizmów. Tej wyrazistości ogromnie brakuje mi w dzisiejszym Kościele, który traktuje innych jak „braci odłączonych” lub „starszych braci” (zależy kogo), a o nawrócenie kogokolwiek na katolicyzm nie można już nawet się modlić. Czytając miałem poczucie, że to jest taka wizja Kościoła, która jest mi ogromnie bliska, ta ekskluzywna, a z drugiej strony o otwarcie misyjnym charakterze. Im bardziej odkrywam duchowość przedsoborową, tym bardziej staje mi się ona bliską.
Druga rzecz, której brakuje dzisiejszym dokumentom Kościoła (choć za Benedykta jest znacznie lepiej), to niezwykła logiczność wywodu oraz stawianie bardzo wysoko rozumu oraz stwierdzenie, o bardzo niewielkim znaczeniu uczuć w wierze, które bardzo często prowadzą na manowce. To kolejna rzecz, która jest mi niezwykle bliska. Dziś patrzy się na to, by wiara dawała satysfakcję, dobre samopoczucie, spełnienie, poczucie bezpieczeństwa itp.
Tymczasem wiara ma prowadzić do zbawienia. W wierze ważniejsza jest prawda niż dobre samopoczucie. Nie jest istotne czy coś odczuwa się jako dobro. Istotne jest czy biorąc pod uwagę nauczanie Kościoła i wspierając to swoim rozumem uznajemy coś, jako dobro. Sumienie, to nie uczucie, że coś jest dobre, ale osąd rozumu, o czym często się zapomina. W tym sensie dzisiejszy Kościół wskazujący często na subiektywne odnajdywanie się w wierze, skupiony na szukaniu odpowiedzi „kim dla mnie jest Jezus Chrystus”, a nie na to, kim jest w rzeczywistości, zdecydowanie mniej odwołuje się do prawdy oraz do rozumu. Wyjaśniam, że nie chodzi mi tutaj o dokumenty Kościoła, ale o posoborowe ruchy i wspólnoty kościelne.
Założenia modernizmu
Papież Pius X omawia zagadnienie modernizmu zadziwiająco dogłębnie. Opisuje sposób myślenia modernistów, drogę do modernizmu i konsekwentnie pokazuje wnioski, do jakiego musi prowadzić modernistyczne myślenie. Na podstawie encykliki można wyodrębnić kilka najważniejszych założeń modernizmu.
Agnostycyzm – niemożność rozumowego poznania Boga. W świetle nauki, wliczając tutaj także historię, o Bogu nie możemy nic powiedzieć.
Immanentyzm życiowy – Bóg nie jest Kimś obiektywnym, ale to wytwór ludzkich potrzeb. Każdy – w zależności od potrzeby, sytuacji, jego historii, doświadczeń – wytwarza swój obraz Boga. Każdy z tych obrazów ma podobną wartość. Wszystkie religie są prawdziwe, bo są autentycznymi wyrazami różnych doświadczeń religijnych.
Ewolucjonizm – religia zmienia się wraz z człowiekiem (to naturalne, skoro jest tworem jego myśli). Skoro zmieniają się potrzeby człowieka, zmienia się sam człowiek, musi zmieniać się również religia. W tym kontekście każda epoka dziejów może mieć inne dogmaty, a przynajmniej poszczególne dogmaty mogą być w ciągu historii w różny sposób rozumiane.
To założenia podstawowe. W pewnych sytuacjach, gdy modernista uprawia teologię, jego tezy będą znacznie mniej radykalne, jednak będą tylko etapem do wymienionych powyżej, bądź też logicznie będą do nich prowadzić.
Trzeba powiedzieć, że te założenia absolutnie podważają całą wiarę wyznawaną przez wieki w Kościele. To zadziwiające, że osoby, które zapoczątkowały prądy modernistyczne w łonie Kościoła wyszły z jego środka, a większość z nich była osobami duchownymi. To zadziwiające, bo myśl modernistyczna wydaje się nie mieć z nauczaniem Kościoła nic wspólnego. Jak nietrudno wyprowadzić z powyższych tez, np. życie Jezusa historycznego całkowicie musi być oddzielone od Chrystusa wiary, którego obraz został stworzony przez wspólnotę.
Obiektywny sens traci również Pismo Święte, które staje się zbiorem pięknych wskazań moralnych, a z drugiej strony w każdej epoce dziejów i przez każdego człowieka może ono być inaczej interpretowane. Sakramenty to również wyraz czasowych potrzeb ludzi danego czasu i właściwie spokojnie można je zmieniać, jeśli utracą swoją aktualność.
Czy modernizm opanował Kościół?
Po przeczytaniu encykliki muszę stwierdzić, że jeśli opanował, to w bardzo niewielkim stopniu. Przynajmniej oficjalne nauczanie Kościoła. Trzeba powiedzieć, że Kościół – wbrew temu, co często twierdzą lefebryści – nie stracił wiary w sakramenty, nie stracił wiary w Osobę i objawienie Jezusa Chrystusa i nie podważył wiary w swoje dogmaty.
Niemniej jednak pewne elementy modernistyczne weszły do Kościoła wraz z Soborem Watykańskim II (i po nim) i są one widoczne. Choćby podejście do innych religii oraz odłamów chrześcijańskich, fakt, że nie możemy już starać się o nawrócenie poszczególnych osób i wspólnot, że nie możemy już jasno mówić, że prawda leży po naszej stronie, że Kościół ogarnęła w tym względzie jakaś przerażająca „poprawność polityczna” jest niestety faktem.
Wiele rzeczy, na które wskazywał ponad 100 lat temu Pius X możemy też znaleźć w posoborowych wspólnotach i ruchach katolickich (choćby to poszukiwanie wrażeń i uczuć, które wymieniłem powyżej, w których bryluje choćby Odnowa w Duchu Świętym) oraz w myśli poszczególnych teologów oraz biskupów, których nikt nie myśli pozbawiać możliwości wykładania nawet na katolickich uczelniach (pierwszy z brzegu i bardzo radykalny przykład ks. Hryniewicza; drugi, mniej radykalny czy ks. Rusecki, u którego tez modernistycznych również znajdziemy niemało). Przed soborem byłoby to nie do pomyślenia. Tymczasem dziś, to raczej tych, którzy starają się walczyć o obiektywną prawdę i wskazują błędy Kościoła, którzy jasno wskazują, co jest dobre, co złe i gdzie leży prawda, za wszelką cenę próbuje się wyciszać. Nie chodzi mi tutaj o lefebrystów, choć i ten ważny głos jest spychany na margines. Chodzi mi przede wszystkim o konserwatystów, którzy pozostali w łonie Kościoła. Mimo ostatniego dokumentu Benedykta XVI pozwalającego na odprawiania Liturgii w starszym rycie, ciągle utrudnia im się życie, jak to tylko jest możliwe.
Pisałem, że modernizm nie opanował Kościoła w całej rozciągłości. Bardzo interesujący jest jednak punkt 38 encykliki, w którym papież Pius X przedstawia, jaki jest cel modernistów, w jaki sposób będą oni chcieli zmienić Kościół. Pewne elementy są zadziwiająco podobne, do tego, co stało się w latach 1962-1965. Nie sądzicie państwo? Poniższy fragment poddaję już pod Wasz osąd:
Pozostaje nam jeszcze słów kilka dodać o moderniście – reformatorze. Już z tego, cośmy dotychczas mówili, można sobie wytworzyć pojęcie, jaką i jak chorobliwą manią wprowadzania nowości odznaczają się ci ludzie. Ten ich duch nowatorski czepia się wszystkiego, co jest katolickim.
Chcą więc reformować filozofię w seminariach duchownych w ten sposób, iż usunąwszy filozofię scholastyczną i złożywszy ją do historii filozofii między przestarzałe systemy, chcą wykładać młodzieży filozofię nowożytną, która jedynie odpowiada epoce, w której żyjemy. Co się tyczy reformy teologii, to teologia, którą zwiemy racjonalną, winna się opierać na filozofii nowożytnej; teologia zaś pozytywna – na historii dogmatów. Historia także winna być pisana i wykładana w myśli ich metod i żądań. Dogmaty i nauka ich rozwoju winny być zharmonizowane z nauką i historią. Co się tyczy katechizmu, to w nim winny być uwzględnione tylko te dogmaty, które zostały zreformowane i są dostępne dla przeciętnego człowieka.
Co do ceremonii zewnętrznych, należy zmniejszyć liczbę praktyk pobożnych, albo przynajmniej wstrzymać ich rozrost. Niektórzy z nich ujmując się zbytnio za symbolizmem, okazują pewną skłonność do ustępstw w tej dziedzinie.
Ale co się tyczy Kościoła rządzącego, ten, zdaniem ich, winien być zreformowany od góry do dołu, zwłaszcza władza dyscyplinarna i dogmatyczna. Duch jego i forma winny się zastosować do stanu świadomości nowoczesnej, która jest dziś całkiem demokratyczną: a zatem i kler niższy a nawet i laicy niech wezmą udział w rządach Kościoła, a cała władza w ten sposób niech zostanie zdecentralizowaną. Podobnie zreformować ich zdaniem należy Rzymskie Kongregacje do prowadzenia spraw kościelnych, przede wszystkim zaś urząd Świętego Oficjum i Indeksu. Również niechaj władze kościelne wycofają się z działalności politycznej i społecznej, trzymając się z dala poza organizacjami świeckimi, niechaj się jednak przystosują do nich i w ten sposób niech je przenikają swoim duchem.
Co się tyczy moralności, winna tu panować zasada zapożyczona przez nich od amerykanistów: cnoty czynne mają mieć pierwszeństwo przed biernymi tak co do wartości jak i praktyki. Duchowieństwu, w takie instrukcje opatrzonemu, zalecają powrócić do pokory i ubóstwa pierwszych wieków, a swe poglądy i swą działalność zastosować do zasad modernistycznych.
Wreszcie są tu i tacy, którzy, idąc w ślady swych mistrzów protestantów, żądają zniesienia celibatu. Cóż więc zostaje trwałego, nietkniętego w Kościele, co by nie powinno być zreformowane przez nich albo według ich zasad?
Paweł Pomianek
Źródło: www.prawica.net