W serii „Dziennikarze – Twórcy – Naukowcy” (opisujących role ludzi kultury i nauki w PRL) Instytut Pamięci Narodowej opublikował pracę zbiorową „Dziennikarze władzy, władza dziennikarzom. Aparat represji wobec środowiska dziennikarskiego”. Publikacja ta, licząca 456 stron, powstała pod redakcją Tadeusza Wolszy i Sebastiana Ligarskiego.



W rozdziale „Metody pracy cenzury w PRL” jeden z autorów publikacji Zbigniew Romek przybliżył czytelnikom zagadnienia dotyczące metod pracy Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
Cenzurę (w okupowanej przez komunistów Polsce) powołał w 1945 roku Jakuba Bermana. Dekret o powstaniu cenzury przewidywał że cenzurowane będą teksty: krytykujące ustrój, ujawniające tajemnice państwową, krytykujące sojusz komunistycznej „Polski” z ZSRR, krytykujące ZSRR, naruszające prawo i dobre obyczaje, podające nieprawdziwe informacje. Cenzura była strażniczką komunistycznej dyktatury i instrumentem komunistycznej indoktrynacji społeczeństwa. Celem działania cenzury była realizacja polityki PPR PZPR. Wytyczne co i jak cenzurować cenzorzy dostawali z wydziałów prasy, propagandy czy nauki PZPR. PZPR organizowała cykliczne szkolenia dla cenzorów. Cenzorzy utrzymywali nieustanny kontakt z PZPR. Cenzura była ściśle powiązana z PZPR. Musiała być na bieżąco z aktualną polityką PZPR (która była nieznana społeczeństwu). Cenzorzy byli zobowiązani by wszelkie wątpliwości rozwiewać prosząc o pomoc aparat PZPR. Partia nie dawała cenzurze samodzielności, PZPR ściśle określała jakie treści są zakazane a jakie dopuszczalne.
Kontrola PZPR nad cenzurą była dla partii niezbędna do sprawnego przeprowadzania intryg. Fanatyzm i gorliwość cenzorów czasami przeszkadzała w misternych grach partii. Cenzorzy zamiast ewolucyjnych zmian chcieli permanentnej rewolucji. W latach czterdziestych cenzorzy z KPP chcieli od razu zniszczyć kościół katolicki, PZPR wiedziała że nie może sobie pozwolić na otwarte prześladowania kościoła bo chłopi i robotnicy były zbyt religijni. Posłuszna zaleceniom PZPR cenzura niszczyła więc tylko te czasopisma katolickie które pisały o sprawach społecznych. By manipulować skutecznie informacjami i osiągać zamierzone efekty propagandowe PZPR szczerze informowała cenzorów o sytuacji w kraju i na świecie, o prawdziwych intencjach komunizmu. Podczas kursów cenzorzy byli uczeni z zakazanych podręczników. PZPR co poniektórym pisarzom i wydawnictwom pozostawiała więcej swobody by tworzyć pozory swobody, cenzura miała równocześnie pamiętać że wobec wszystkich innych ma pozostać surowa.
Działalność cenzury miała była przykładem demonicznej przewrotności komunizmu. Komuniści głosili że są demokratami i zwolennikami wolności słowa. Cenzura według komunistów miała być gwarantem wolności słowa. Inne niż komunistyczne przekonania były przez komunistów traktowane jako atak na wolność słowa i demokracje.
Cenzura była typowym przejawem niepraworządności PRL. Działała wbrew prawu (konstytucja PRL gwarantowała wolność słowa) i poza prawem (urząd nie podlegał prawu administracyjnemu). Nie uzasadniała swoich decyzji. Faktyczne realia działalności cenzury nie miały odzwierciedlenia w przepisach PRL.
Komunistyczne władze stosowały cenzurę prewencyjną. Teksty przed publikacją były czytane przez cenzorów. Cenzorzy po lekturze decydowali czy tekst może być opublikowany czy nie. Mechanizm ten pozawalał PZPR na „skuteczne blokowanie wszelkich niewygodnych dla rządu treści” i dowolne manipulowanie informacjami.
Cenzorzy arbitralnie (a nie w oparciu o jakieś zapisane kryteria) decydowali o dopuszczeniu lub nie tekst do publikacji. Cenzura zakazywała wspominania w mediach o swoim istnieniu. Uniemożliwiała krytykę PZPR, ZSRR, ustroju, niskiego poziomu artystycznego kultury komunistycznej, podważanie sowieckiej okupacji Kresów. By chronić wizerunek PRL cenzura blokowała teksty pro komunistyczne rażące fanatyzmem, popadające w śmieszność, zbyt nudne. Dopuszczano konstruktywną krytykę pro socjalistyczną, cenzurując krytykę anty socjalistyczną.
Książka w PRL przed wydrukowaniem była przez cenzurę kontrolowana cztery razy. Artykuły w pismach trzy razy. Najpierw cenzor czytał maszynopis. Za drugim razem wydruki z matryc. Za trzecim razem egzemplarze przeznaczane do sprzedaży (też by kontrolować pracę cenzury – gdy okazywało się że cenzor stracił czujność nakład książki czy czasopisma był wycofywany z sprzedaży i niszczony). Książka wznawiana w innym wydawnictwie podlegała ponownej cenzurze. Cenzor każdy tekst traktował jako bieżący komentarz polityczny. Błędy drukarskie traktowano jako dywersje polityczną. Podobnie oceniano układ tekstu i fotografii, cytowanie klasyków komunizmu niezgodnie z linią partii lub błędnie. Cenzurze podlegały nawet teksty modlitw i pieśni liturgicznych.
W pracy cenzorów władze komunistyczne doceniały umiejętność minimalnej (ale za to najbardziej celnej) ingerencji. Wbrew oficjalnej ideologi gloryfikującej klasę robotnicza cenzura werbowała pracowników z inteligencji. Cenzorzy szkoleni byli tak by być sympatycznymi dla autorów i zdobywać ich sympatie. Celem cenzury było skłonienie autorów do współpracy, do tego by sami autorzy cenzurowali swoje teksty.
Zbigniew Romek w swoim rozdziale przypomniał też postać Tomasza Strzyżewskiego cenzora z krakowskiej delegatury Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk który w 1977 roku wywiózł do Szwecji dokumenty cenzury które zostały opublikowane jako „Czarna księga cenzury PRL”.
W kolejnych artykułach zamieszczonych na łamach pracy „Dziennikarze władzy, władza dziennikarzom” Andrzej Grajewski w tekście „Inwigilacja tygodnika katolickiego „Gość Niedzielny” w latach 1945–1989. Zarys problematyki” przypomniał historie tego założonego w 1934 roku tygodnika katolickiego. Kamil Churski opisał „Rozpracowywanie „Ilustrowanego Kuriera Polskiego” w latach 1947–1956”. Dominika Rafalska w tekście „ Agonia „Po Prostu”. Próby zachowania pamięci o jednym z najpoczytniejszych tygodników lat pięćdziesiątych XX wieku” przypomniała losy redakcji łączącej takie postaci jak Jan Olszewski i Jerzy Urban. Joanna Keńska w tekście „Burżuazyjne wymysły „Po Prostu”, czyli potyczki tygodnika z cenzurą w 1957 roku” przypomniała teksty ocenzurowane wytłuszczając fragmenty usunięte przez cenzurę. Anna Pyżewska w artykule „ Tygodnik „Niwa” w początkowym okresie istnienia – okoliczności powstania i nadzór ze strony aparatu bezpieczeństwa” opisała czasopismo mniejszości białoruskiej w PRL. Roman Graczyk w tekście „Środowisko „Tygodnika Powszechnego” „w zainteresowaniu” Służby Bezpieczeństwa – wybrane problemy” przybliżył czytelnikom sprawy opisane w swojej poczytnej książce o krakowskim tygodniku. Permanentną inwigilacje dziennikarzy i czytelników prasy lokalnej opisał: Przemysław Wójtowicz w swoim tekście „Służba Bezpieczeństwa wobec bydgoskich dziennikarzy w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku”, Piotr Kardela w tekście „Służba Bezpieczeństwa wobec olsztyńskich mediów prasowych, radiowych i telewizyjnych w latach 1970–1990”, Katarzyna Chmielowiec w artykule „ Aparat bezpieczeństwa wobec dziennikarzy na Podkarpaciu w latach osiemdziesiątych XX wieku Zarys problematyki”. Ciekawe informacje o współpracy Ryszarda Kapuścińskiego z organami bezpieczeństwa PRL zamieścił w swoim tekście „Załamanie na froncie ideologicznym: o Nadzwyczajnym Zjeździe Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich 29–31 października 1980 roku” Daniel Wicenty.
„Weryfikacji dziennikarzy w okresie stanu wojennego” poświęcony był tekst Grzegorza Majchrzaka. Po wprowadzeniu stanu wojennego komisje weryfikacyjne składające się z aktywistów PZPR, żołnierzy LWP, pracowników cenzury, usuwały z mediów dziennikarzy nie podzielających dogmatów komunistycznych (o kierowniczej roli PZPR w życiu społecznopolitycznym, gospodarce i mediach, sojuszu z ZSRR, szkodliwości opozycji). Dziennikarzy ZSL weryfikowali aktywiści ZSL, dziennikarzy z SD aktywiści SD. Weryfikowano na indywidualnych spotkaniach. Skutkiem akcji weryfikacyjnej było usunięcie z mediów nie komunistycznych dziennikarzy. Z radia i telewizji zwolniono 513 osób, z prasy 30% dziennikarzy [warto pamiętać że dzisiejsze gwiazdy mediów swoją karierę zbudowały na fundamencie lojalności dla komunistycznej tyranii]. W nagrodę za zwalczanie Solidarności weryfikacji uniknął współpracownik SB Krzysztof Teodor Toeplitz, współpracownik SB Daniel Passent, oraz Andrzej Krzysztof Wróblewski.
Pracę operacyjną bezpieki wśród emigrantów opisał Witold Bagieński w tekście „Przyczynek do historii emigracyjnej prasy „pro krajowej””. By zdezorganizować emigracje na zachodzie i uniemożliwić jej oddziaływanie na rodaków w kraju komunistyczna bezpieka wspierała emigracyjne czasopisma pro krajowe. Czasopisma te skłócały emigrantów, kompromitowały emigracje, sugerowały bezsens oporu, przejaskrawiały spory, ujawniały wstydliwe epizody z przeszłości emigrantów. Komunistycznej bezpiece sprzyjało zachowanie samych działaczy emigracyjnych „angażujących się w zażarte kłótnie o rzeczy nieraz błahe” dzięki czemu można było głosić pod ich adresem szyderstwa i kpiny. Na kartach prasy pro krajowej nagłaśniano „wszelkie inicjatywy mające na celu zbliżenie z” PRL, publikowano artykuły o rozwoju PRL i wzbudzano sentyment za krajem.
Niestety wśród współpracowników PRL znaleźli się też i narodowcy. Płatny agent bezpieki Jan Matłachowski i wydawany przez niego „Tygodnik” . Wydawca i księgarz Bolesław Świderski. Uzależnione od PRL było też czasopismo „Horyzonty” Witolda Olszewskiego. Publicystą „Horyzontów” był Jędrzej Giertych. Czasopismo akceptowała uzależnienie PRL od ZSRR, ale żyło złudzeniami że możliwa jest stopniowa dekomunizacja ustroju społecznego PRL. Olszewski za kasę z PRL (prenumeratę 200 egz) zgodził się: zaprzestać krytyki PRL, krytykować RFN i nieprzejednaną emigracje. W sumie od 1966 do 1970 roku Olszewski od PRL dostał 5500 dolarów (bez wsparcia PRL pismo przestało się ukazywać). Bezpieka zaakceptowała zachowanie katolickiego i narodowego charakteru pisma by nie wzbudzać podejrzeń francuskiego kontrwywiadu. Współpraca jednak układała się niezbyt dobrze, Olszewski nie wypełniał wszystkich poleceń i dążył do niezależności. Problemem dla SB był Jędrzej Giertych który z jednej strony radował komunistów bzdurną krytyką protestów robotniczych w PRL, a z drugiej strony martwił swoim przywiązaniem do katolicyzmu. Na sympatię „Horyzontów” i jego publicystów z awersją reagowały oficjalne struktury narodowców. W 1960 roku z Stronnictwa Narodowego wyrzucono publicystów pisma, w tym i Olszewskiego i Giertycha.
Temat inwigilacji emigracji przez bezpiekę kontynuował Paweł Ziętara w tekście „Aparat bezpieczeństwa PRL wobec londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” w latach 1955–1970”.
Anna Maria Jackowska w niezwykle interesującym tekście „Działania Służby Bezpieczeństwa wobec Sekcji Polskiej Radia Francuskiego. Zarys problematyki” przybliżyła czytelnikom w prace polskich emigrantów w francuskim kontrwywiadzie po II wojnie światowej. Podczas II wojny światowej na terenie Francji działała sieć wywiadowcza Stronnictwa Narodowego o kryptonimie F2. Szpiegowała ona na rzecz aliantów. Po II wojnie światowej weszła w skład 7 sekcji. Sekcja 7 realizowała dla kontrwywiadu francuskiego zadania mające na celu zwalczanie agentów komunistycznych.
Pracę „Dziennikarze władzy, władza dziennikarzom” kończą teksty: Tadeusz Wolsza „Aparat bezpieczeństwa wobec polskich dziennikarzy wizytujących w 1943 roku miejsce sowieckiej zbrodni w Katyniu. Przypadek Władysława Kaweckiego” (opisujący współpracę tego publicysty z prasą gadzinową a potem w PRL z bezpieką), Pawła Szulca „„Przełomowy okres” w Polskim Radiu Szczecin. Sprawa Władysława Daniszewskiego” i Andrzej W. Kaczorowski „Jerzy Ślaski – redaktor naczelny „WTK” i „Słowa Powszechnego” w materiałach Służby Bezpieczeństwa”.
Jan Bodakowski