Kilka dni temu podczas swojej ostatniej wizyty w Meksyku Papież Franciszek stwierdził, że Donald Trump, pretendent na urząd prezydenta USA, „nie jest chrześcijaninem”, skoro chce wybudować mur wzdłuż granicy amerykańsko-meksykańskiej. D. Trump natychmiast odpowiedział, że kwestionowanie czyjeś wiary w ustach religijnego przywódcy jest rzeczą haniebną.


Po powrocie do Rzymu rzecznik Watykanu, ks. Federico Lombardi, po raz kolejny musiał długo tłumaczyć dziennikarzom, co papież miał na myśli. Według ks. F. Lombardi słowa papieża nie były w żadnym wypadku osobistym atakiem na D. Trumpa lub próbą wywarcia nacisku na przebieg prezydenckiej kampanii. Wypowiedź papieża należy odczytywać w szerszym kontekście jego nauczania, w którym zachęca do budowania mostów między ludźmi różnych ras i religii, a nie murów.

Gdyby Franciszek to samo miał na myśli także w sprawach dotyczących ekonomii, to mielibyśmy pierwszego prawdziwego wolnorynkowego papieża. Liberałowie też brzydzą się granicami. Są różne rodzaje zewnętrznego zniewolenia, ale do największego ograniczenia wolności dochodzi dzisiaj w sferze ekonomicznej. Dzieje się tak, gdyż państwa posiadają monopol na użycie przemocy w celu ochrony swoich interesów. 

Żyjemy dzisiaj w świecie, w którym zewnętrzna wolności jest zagrożona. Według D. Trumpa nielegalni imigranci, których najwięcej pochodzi z Meksyku, sprowadzają do Stanów Zjednoczonych narkotyki i przestępstwa. Problemem nie są jednak meksykańscy imigranci, a sam amerykański rząd, który ogranicza ludzką wolność poprzez wprowadzanie w życie idei państwa opiekuńczego.

Ron Paul, libertariański polityk, który cztery lata temu ubiegał się o republikańską nominację na prezydenta, uważa, że imigranci, którzy łamią prawo powinni zostać ukarani, ale jest przeciwny pomysłowi budowaniu ogrodzeń z drutu kolczastego na granicach. R. Paul za problemy gospodarcze Ameryki obarcza polityków, a nie szuka kozłów ofiarnych wśród imigrantów. Rozwiązanie wszelkich problemów gospodarczych widzi w powrocie do gospodarki wolnorynkowej.

Swobodny przepływ ludzi i towarów jest zasadniczym wyznacznikiem wolności. Jedynym mechanizmem kontrolującym imigrację powinna być własność prywatna. Imigranci powinni mieć swobodę poruszania się po miejscach publicznych, które są „ziemią niczyją”. Anthony de Jasay, węgierski anty-etatystyczny filozof i ekonomista, trafnie zauważa, że na „ziemię niczyją” w państwie można spojrzeć również w inny sposób, jako na przedłużenie własności prywatnej, która została zbudowana przez pokolenia jego mieszkańców z ich podatków. Na gruncie libertariańskiej doktryny nie ma więc w pełni zgody na to, że w imię wolności można pozwolić wszystkim imigrantom na wjazd do danego kraju.

Dzisiaj żyjemy w świecie, w którym o stawianiu muru na granicy myśli nie tylko amerykański kandydat na prezydenta D. Trump, ale ma to miejsce również w Europie. Norwegia przygotowuje się na rozpad i totalny chaos po upadku szwedzkiego państwa opiekuńczego. W tym celu premier Erna Solberg chce zmienić norweskie prawo, które uniemożliwi szwedzkim uciekinierom staranie się o azyl w Norwegii. Jest to odpowiedź na realne zagrożenie, jakie niesie ze sobą kryzys imigracyjny w Europie i idea wielokulturowości.

Świat bez granic – intuicja papieża jest dobra. Każdy z nas marzy o takiej wolności. Trudno byłoby jednak cieszyć się wolnością, jeżeli nie byłoby jej w sferze ekonomicznej. To tutaj każdego dnia dokonujemy najwięcej wyborów. Szkoda, że papież nie idzie w swoich rozważaniach w tym kierunku. Może dlatego, jak wyznał to w innym wywiadzie udzielonym na pokładzie samolotu, że ekonomia nie jest jego najmocniejszą stroną.

Należy przyznać rację Franciszkowi, że człowiek, który wznosi mury między ludźmi nie jest chrześcijaninem. Czy jest nim D. Trump, który pragnie bronić Stany Zjednoczone przed skutkami błędnej polityki swoich poprzedników? Czy powiedzielibyśmy to samo o Ernie Solberg, która próbuje ochronić się  przed realnym zagrożeniem, jaki może nadejść w wyniku rozkładu sąsiedniej Szwecji? Z pewnością nie i nie to miał papież na myśli.

Ale takim człowiekiem jest socjalista, który pragnie budować społeczeństwo w oparciu o zniesienie własności prywatnej. Pius XI przyznał, że socjalizm, podobnie jak wszystkie inne błędne teorie o społeczeństwie, zawiera pewne „źdźbło prawdy”, to jednak nie można go pogodzić z chrześcijaństwem: „Nikt nie może być jednocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą” (Quadragesimo anno, nr 120).

Jacek Gniadek SVD

O. Jacek Gniadek SVD – misjonarz ze Zgromadzenia Słowa Bożego, doktor teologii moralnej, obecnie ewangelizuje w Zambii. Publikuje na stronie www.jacekgniadek.com .

3 KOMENTARZE

  1. Jacek Gniadek jakimiś słownymi wygibasami próbuje bronić niemądrych wypowiedzi obecnego papieża. Nie idź tą drogą Jacku Gniadku.

  2. Socjalista nie może być dobrym chrześcijaninem ograniczając wolność wyboru swoim obywatelom do korzystania z swojej WŁASNOŚCI!!

  3. Na początku była rodzina (żadnych dwóch tatusiów).
    Plemię – składające się z wielu rodzin odwołujących się do wspólnych przodków – dawało większe możliwości obrony życiowych interesów.
    Szczep, czy jak kto woli grupa etniczna kojarząca wiele plemion – to już przedsionek narodu i jego organizacji w państwo.
    Upatrywanie w państwie wroga jego współuczestników – to aberacja.
    Jeżeli państwo wymyka się spod kontroli jego współuczestników, to należy je naprawiać.
    Sabotowanie państwa, to jak sranie we własne łóżko.
    Stwierdzenie : „Imigranci powinni mieć swobodę poruszania się po miejscach publicznych, które są „ziemią niczyją” –
    jest idiotyzmem.
    W państwie nie ma ziemi niczyjej, a o imigrantach decydują gospodarze domu-państwa. Imigranci mogą być traktowani jako goście, lub jako intruzi. Intruzów się nie wpuszcza, a jeżeli już wleźli – to się ich wyrzuca.

Comments are closed.