Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało złożenie konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska. „Tak, chcemy odwołać ten rząd” – podkreślają politycy tej partii. Jasne, kto by nie chciał. Jednak czy na chciejstwie aby się nie skończy?



Jarosław Kaczyński zabrnął w ślepą uliczkę. Niestety, ten „fantastyczny” taktyk, strateg tak się w swoich planach zamotał, że sam już zaczyna się o te swoje strategie potykać i tylko chyba potrzeby (socjalne) otaczającego go aparatu partyjnego sprawiają, że jeszcze się nie potknął. PiS i jego lider stracili pomysł na to, jak przejąć władzę w III RP, nie wiedzą już tak naprawdę jak, mimo pozorowania przeróżnych działań w postaci konferencji tematycznych, premierów technicznych itp. akcji, ruszyć z miejsca.
Obecny pomysł – zapowiadany już zresztą kilka miesięcy temu – konstruktywnego wotum nieufności, wydaje się kompletnie kuriozalny. Rozumiem, że Jarosław Kaczyński niejako zmuszony jest zrealizować coś, co już dawno zapowiedział, wszak premier techniczny gnuśnieje nadal gdzieś na zapleczu, jednak moment jaki został do tego wybrany wydaje się najgorszy z możliwych.
Po pierwsze, w tej kadencji sejmu opozycji nie udało się odwołać żadnego ministra. Po drugie, jak Jarosław Kaczyński ma odwoływać rząd skoro jeszcze kilka dni temu trzymał za Donalda Tuska kciuki, gdy ten wypuszczał się na żebry do Brukseli? Można by wręcz rzecz, że zawiązała się dość osobliwa koalicja żebraków ponad podziałami. „Dla dobra Polski” – ma się oczywiście rozumieć. Skoro obaj panowie postrzegają dobro Polski w ten sposób, że Polskę trzeba wciąż zadłużać i zadłużać i coraz bardziej oddawać ją w ręce zagranicznych lichwiarzy, z własnych obywateli czyniąc przy tym coraz większych niewolników, to tym bardziej trudno zrozumieć motywacje Jarosława Kaczyńskiego, by właśnie teraz odwoływać rząd. No bo jak to, odwoływać rząd, który odniósł właśnie wszechgalaktyczny sukces, za który trzymało się kciuki? Donald Tusk już chyba ze sto razy podkreślił, że przez 40 godzin na nogach twardo negocjował, że kawa, napoje energetyczne (dopalacze?), no i adrenalina (pewnie największa odkąd Donald Tusk ostatni raz wisiał na kominie). Już nawet orędzie do narodu wygłosił… I teraz mamy ich odwoływać? Takich dobrodziejów?
Za chwilę zapewne ukażą się najnowsze sondaże badania opinii, gdzie poparcie dla Platformy skoczy o parę punktów. Działania PiS-u tym bardziej okażą się dla ludzi niezrozumiałe, właśnie teraz…
Jedyny powód, dla którego Jarosław Kaczyński wrócił do pomysłu „obalenia” rządu, jaki mi się nasuwa, to chęć skończenia wreszcie szopki z tzw. premierem technicznym. Prof. Gliński ciąży prezesowi PiS chyba już od dość dawna i obecnie planowana akcja to jedyny sposób na to, by ten balast wreszcie zrzucić. Konstruktywnego wotum nieufności nie da się oczywiście przeprowadzić, ale przynajmniej misja „premiera” Glińskiego zostanie zakończona. A Jarosław Kaczyński, poza  Smoleńskiem, będzie mógł się skupić na zwalczaniu wyrastającego mu poza parlamentem, antyestabliszmentowego Ruchu Narodowego, który przynajmniej do tej pory deklaruje, że chce całą tą polityczną szopkę z ulicy Wiejskiej rozpędzić na cztery wiatry.
Paweł Sztąberek