Wszelka ludzka aktywność bierze się z myśli i uczuć, dlatego tak wiele wysiłku poświęca się na oddziaływanie na ludzką świadomość i emocje. Przymus fizyczny zawsze rodzi opór, a jego zwalczanie jest kosztowne i mało skuteczne. Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych.

Jego ostatecznym celem jest przejęcie pełnej kontroli nad społeczeństwem przez pozbawianie go zdolności samodzielnego myślenia i decydowania o sobie. Sztuka manipulowania ludzką świadomością narodziła się w rajskim ogrodzie, rozwinęła w starożytnych Chinach, a dziś stała się fundamentem nowego typu agresji i wojen.

Freedom of speach, czyli gwarantowana także w polskiej konstytucji wolność słowa, to fundament zachodniej cywilizacji. Rozwój technologii informacyjnych sprawił, że swoboda wypowiedzi jest dziś powszechna, natomiast możemy dostać bólu głowy od nadmiaru informacji i komentarzy. Kłamstwo w mediach stało się normą. Najczęściej przyjmuje ono formę przemilczeń, półprawd i tendencyjnych opinii, a nie rzadko jawnego fałszu, dyskredytacji, pomówienia i zniesławienia. Wyłuskiwanie prawdy z medialnego hałasu przypomina dziś przebijanie się przez radiowe zagłuszarki z okresu zimnej wojny. Dlatego umiejętność oddzielania informacyjnego ziarna od plew stała się tak potrzebna do życia, jak umiejętność czytania i pisania.

Współczesne media wyszły ze swojej tradycyjnej, kontrolnej roli wobec władzy. Zamiast reprezentować wyborców, czyli tzw. opinię publiczną w roli bezstronnego obserwatora, same stały się częścią frontu politycznej walki. Nie opowiadają się już po stronie pełnej i zobiektywizowanej informacji o faktach, ale po stronie narracji medialnej służącej ich finansowym sponsorom oraz powiązanym z nimi siłom politycznym. Prawda przestała się liczyć, a media przestały być czwartą władzą. Liczy się tylko taki przekaz informacyjny, który zwiększa szanse określonej grupy interesu na dostęp do władzy oraz związane z tym możliwości, przywileje i pieniądze.

We dzisiejszym, poprawnym politycznie i zrelatywizowanym moralnie świecie, społeczeństwa tracą swoją suwerenną podmiotowość. Pod wpływem medialnych manipulacji oraz celowego zaniżania poziomu kształcenia stają się coraz mniej świadomą swoich praw, pozbawioną godności masą prostych wyrobników. Pojęcie społeczeństwa jako suwerena staje się fikcją, a sam akt wyborów jedynie pustym rytuałem, służącym do legitymizowania zmieniających się okresowo, ale wciąż tych samych elit władzy.

Oparta na lichwie zachodnia cywilizacja osiągnęła stan, w którym świat polityki i mediów został całkowicie podporządkowany interesom wielkiego kapitału, będącego rzeczywistym animatorem wszystkich społecznych i gospodarczych procesów. W tym świecie nie ma już miejsca na prawdziwie niezależne, wolne media informacyjne. Utraciła swoją dobrą sławę rozgłośnia BBC, a stacje CNN, Russia Today, CCTV, czy Al Jazeera wiernie służą  swoim mocodawcom. Pozostaje jedynie niewielki margines wolnej przestrzeni medialnej w Internecie, w której uprawiają swoja publicystykę niezależni blogerzy i  dziennikarze, finansujący się z własnych pieniędzy lub darowizn. Jednak i ta przestrzeń jest ograniczana i zagłuszana przez płatnych agitatorów prowadzących swoją ideologiczną dysersję w blogerskich portalach, mediach społecznościowych i na listach mailingowych.

Swoistym kuriozum jest fakt, że przechodzące z rąk do rąk media rządowe każą płacić sobie haracz w formie abonamentu radiowo-telewizyjnego. Pod tym względem jest dzisiaj gorzej niż z radiofonią przewodową z połowy ubiegłego wieku, kiedy głośniki jednokanałowej, propagandowej rozgłośni – popularne „kołchoźniki” – instalowane były w mieszkaniach i świetlicach za darmo. Prywatne korporacje medialne radzą sobie inaczej. Czerpią dochody z powiązań biznesowych, albo pobierają opłaty od klientów telewizji kablowych i satelitarnych. Świat korporacji, władzy i mediów to system naczyń połączonych, w którym nieustannie przepływają wielkie pieniądze i ścierają się wpływy rozmaitych grup interesu.

W sytuacji medialnego hałasu większość ludzi przyjmuje dwojakiego rodzaju postawy; jedni zamykają się w swoich „bańkach informacyjnych”, przyswajając bezkrytycznie wizję świata oferowaną przez wybrane, spolaryzowane ideologicznie media, a inni podejmują trud poszukiwania wartościowych informacji, porównywania faktów i samodzielnego dochodzenia do prawdy. Postawy tych pierwszych zdecydowanie dominują. Wynika to najczęściej z intelektualnego lenistwa, albo z przynależności do określonego kręgu społecznego lub zawodowego.

Manifestowanie swoich prawdziwych poglądów nie jest popularne, ponieważ rodzi ryzyko marginalizacji, a nawet całkowitej utraty podstaw biologicznej egzystencji. Od dawna przecież wiadomo, że lepiej jest trzymać się starej rosyjskiej mądrości ludowej: – Tише едешь, дальше будешь – Ciszej będziesz, dalej zajedziesz. Pojawiają się jednak sytuacje, w których staje się konieczne publiczne zamanifestowanie określonego światopoglądu, jako wyrazu lojalności wobec swojego środowiska. Z jednej strony wynika to z walki między zwolennikami starego i nowego porządku, a z drugiej z celowego antagonizowania społeczeństwa przez specjalistów od inżynierii społecznej, którzy planują kolejne akty polityczno-medialnych igrzysk zgodnie z klasycznymi zasadami: – Panem et circenses! – Chleba i igrzysk! – Divide at impera! – Dziel i rządź!

Ostry, dwubiegunowy podział w polityce i mediach nie odpowiada jednak rzeczywistym poglądom większości społeczeństwa. Można przekonać się o tym choćby po bardzo niskiej frekwencji, jaka towarzyszy kolejnym wyborom. Większość ludzi nie chodzi na wybory, bo nie wierzy w czystość intencji i racje ani starego, ani nowego partyjnego establishmentu podejrzewając, że w polityczno-medialnym spektaklu chodzi jedynie o stworzenie alibi dla okresowej wymiany kadr korzystających z dostępu do atrybutów władzy i stosownych źródeł dochodów.

Jedyną alternatywą dla dużych ośrodków medialnych są liczne, niezależne źródła internetowe oraz nieliczne rzetelne tytuły prasowe, które nadal heroicznie walczą o prawdę, wysoką jakość swojego dziennikarstwa i … przetrwanie. Internet w coraz większym stopniu zastępuje radio i telewizję. Jego podstawowe zalety to ogromna swoboda wyboru informacyjnych źródeł oraz możliwość korzystania z nich w dowolnym miejscu i czasie. W domowych pieleszach lub niewielkich studiach telewizyjnych tworzą swoje internetowe dzienniki i programy publicystyczne ci, którzy z rozmaitych przyczyn nie realizują swojej dziennikarskiej pasji i misji w dużych tytułach prasowych – bardzo często z powodu zaszczepionego przez tradycyjne wychowanie poczucia przyzwoitości i uczciwości. Internetowi influencerzy (blogerzy, vlogerzy, youtuberzy, obywatelscy dziennikarze) rosną w liczbę i siłę medialnego oddziaływania i coraz bardziej liczą się z nimi politycy na całym świecie. To daje pewną nadzieję, ale rodzi również obawy przed nałożeniem na Internet administracyjnego nadzoru.

Polaryzowanie nastrojów bardzo dobrze służy inżynierom i animatorom społecznego życia, ponieważ dzieli i utwierdza zantagonizowane strony w przekonaniu, że po jednej stronie jest czyste dobro, a po drugiej jest czyste zło. Na ekranach telewizorów widać wyraźny podział na dwie zwalczające się frakcje, jednak za kulisami funkcjonowania dużych medialnych organizacji ten podział zanika podobnie, jak w kuluarach Sejmu i w wielu ważnych, sejmowych głosowaniach. Media bardzo często wykorzystywane są do odwracania uwagi społeczeństwa od ważnych wydarzeń i kreowania fałszywego obrazu świata, co z kolei prowadzi do utraty kontaktu społeczeństwa z rzeczywistością, błędnych wyborów, narastania konfliktów oraz pogłębiania się chaosu w życiu publicznym i strukturach państwa. I być może o to właśnie chodzi, bo w mętnej wodzie… Wiadomo.

Pluralizm mediów informacyjnych jest rzeczą dobrą, ale tylko wtedy, gdy media są rzetelne i trzymają się wysokich dziennikarskich standardów. Mnogość źródeł informacyjnych i komentarzy oferuje możliwość lepszego poznania rzeczywistości, ale tylko wówczas, gdy jest z czego wybierać – gdy informacje i opinie opierają się na bezstronnie przedstawionych faktach. Sztuka manipulowania informacją i socjotechniczne techniki doprowadzone zostały do perfekcji, a skuteczność ich stosowania wspierają rozwinięte technologie informacyjne. To ciemna strona ery społeczeństwa informacyjnego, w którą właśnie wkraczamy. Jeśli uporządkowanie zdewastowanej rzeczywistości moralnej, medialnej i mentalnej w ogóle jest jeszcze możliwe, to konieczne będzie wykonanie pacy nie mniejszej, niż praca Herkulesa w stajni Augiasza. Na Herkulesa pewnie nie możemy już liczyć, więc pozostaje dobrze zorganizowany zbiorowy wysiłek i nadzieja.

Hieronim Laskowski

Foto.: pixabay.com

Artykuł pochodzi ze strony Info.Peritusnet.eu