Któż nie pamięta buńczucznych zapowiedzi przywódców socjalizmu, iż świat należy do nich. Socjalizm, jako „najwspanialszy z ustrojów”, miał święcić triumfy i ogarniać najmniejsze nawet zakątki ziemi już po wszystkie czasy. Miał być niezniszczalny i jako „raj na ziemi” skazany miał być na wieczny sukces.
Na czym głównie opierał się socjalizm?
Przede wszystkim zasadzać się on miał na upaństwowionym przemyśle, przy całkowitej likwidacji własności prywatnej. Gospodarką zarządzać miały całe zastępy urzędników. Nawet sklepy miały być państwowe. W Polsce co prawda nigdy nie udało się tego „ideału” osiągnąć, bo zawsze gdzieś tam trafiał się jakiś prywatny warzywniaczek, czy indywidualny rolnik, niemniej w takich krajach jak Czechosłowacja czy NRD – owszem.
Całym tym „rajem na ziemi” zarządzać miała tzw. awangarda proletariatu, czyli – mówiąc potocznie – ci, którzy na fali rewolucji bolszewickiej w Rosji, bądź powojennych przeobrażeń w państwach znajdujących się w strefie wpływów Sowietów, zdołali dorwać się do koryta. Często były to zwykłe męty społeczne, które w normalnym państwie wystawałyby przeważnie pod budką z piwem. Tu natomiast wielu z nich zostało nagle awansowanych do rangi „awangardy”. Niejeden z takich „awangardowców” odreagowywał później swoje kompleksy w aparacie UB, wybijając zęby m.in. AK-owcom, WiN-owcom, NSZ-owcom, czy też antykomunistycznym harcerzom, sprzeciwiającym się jeszcze w latach 50-tych „dyktaturze proletariatu”.
Ponadto socjalizm, poprzez to, że kwestionował własność prywatną, a cały skomplikowany mechanizm gospodarczy oddawał w ręce jednego ośrodka decyzyjnego, czyli rządu, doprowadzić miał do zakwestionowania podstawowych praw ekonomii, w tym m.in. prawa popytu i podaży, określając je mianem imperialistycznych przesądów, których jedynym celem jest eksploatacja „człowieka pracy”. W miejsce ekonomii rynku, powstać miała ekonomia socjalistyczna. W największym uproszczeniu pisząc, o wielkości konsumpcji, a tym samym i produkcji decydować miały nie miliony zwykłych ludzi rozproszonych na rynku, lecz państwo za pośrednictwem sztabu biurokratów mających w „centrali” zajmować się planowaniem wszystkich procesów gospodarczych.
Cóż jeszcze charakteryzować miało system socjalistyczny? To mianowicie, iż w jego istotę wpisana była zasada państwa jako jednego wielkiego zasiłkodawcy. W socjalizmie wszystko się wszystkim należało – przynajmniej teoretycznie – no i do tego jeszcze miało być za darmo. Właściwie żyć nie umierać!
Co więc się stało, że ten „najwspanialszy z ustrojów” w końcu jednak zdechł i to zdechł wcale nie tak późno od momentu swojego powstania, bo po zaledwie kilkudziesięciu latach?
Wersja o tym, że to „skok przez płot” Lecha Wałęsy doprowadził do zawalenia się socjalizmu jest tylko dla naiwnych. Także rola „Solidarności” okazała się śladowa w obalaniu systemu. W takim ZSRS, NRD czy Czechosłowacji prawie w ogóle nie było antykomunistycznej opozycji, a system socjalistyczny też w końcu się padł. Sprawa wydaje się prosta. O śmierci tego ustroju zadecydowały względy ekonomiczne. Socjalizm okazał się po prostu niewydolny. Ustrój pozbawiony racjonalnej ekonomii opartej na rynku, nie zaś na centralnym planowaniu, nie ma prawa przetrwać. Istnieją dziś jeszcze enklawy socjalizmu, takie jak Kuba, Korea Północna, czy jakieś tam państewka afrykańskie, niemniej i w nich socjalizm wcześniej czy później przejdzie do historii. A jeśli nawet nie zdechnie całkowicie to przynajmniej doprowadzi do wielkiego chaosu, po którym nastąpi okres bezładu, który, choć wiele będzie w nim ludzkiej krzywdy, trudno będzie nazwać klasycznym socjalizmem, z jakim mieliśmy do czynienia przez kilkadziesiąt lat we wschodniej Europie. Będzie tam trochę własności prywatnej, jednak cieniem na rozwoju tych państw zawsze kłaść się będzie wciąż olbrzymia rola państwa w gospodarce. Czyż nie podobnie jest m.in. właśnie w dzisiejszej III RP? Śmiem twierdzić, że to w wyniku trwania tego niedookreślonego ustroju, Polacy tęsknią dziś, co też wykazują wyniki różnych sondaży, za socjalizmem klasycznym. Ciekaw jednak jestem, czy któryś z tych, co to dziś pod niebiosa wychwalają socjalizm, zdecydowałby się wyjechać np. do Korei Północnej, gdyby dać mu taką możliwość? Ja za nikogo tu na to pytanie nie odpowiem, niech każdy sam to przemyśli.
Socjalizm niszczy wszelką ludzką inicjatywę, zabija przedsiębiorczość, pomysłowość … Składnia ludzi do zachowań takich, jakimi brzydziliby się, gdyby żyli w normalnym praworządnym państwie. Dziś, priorytetowym celem naszej klasy politycznej jest wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej. Euroentuzjaści twierdzą, że to dla naszego kraju ogromna szansa. Owszem, mogłaby to być dla nas ogromna szansa, gdybyśmy dziś byli krajem bogatym, który mógłby „namieszać” na europejskim rynku, bądź też gdyby sama Unia była nieco inna. Dzisiejsza Unia Europejska coraz bardziej brnie w kierunku centralnego planowania, dotacji, koncesji, subwencji, zasiłków, wszechogarniającej władzy swoistej awangardy socjalizmu, tzn. urzędników, czyli w stronę tego wszystkiego, co kojarzy się niestety z socjalizmem. A ten, wcześniej czy później, musi zbankrutować, gdyż staje się ekonomicznie niewydolny. I podobnie będzie z Unią Europejską jeśli w porę nie zacznie się zmieniać. Fakt, iż chociażby europejskie rolnictwo, niemiłosiernie dotowane przez państwo, jest na świecie coraz mniej konkurencyjne, stanowić powinien sygnał ostrzegawczy, że system już zaczyna się walić i że „nie tędy droga”. Nie bez przyczyny zresztą coraz częściej w UE przebąkuje się o tym, że czas najwyższy odejść od dotacji. Czy jest więc jeszcze jakaś nadzieja …?
Paweł Sztąberek
kapitalizm@poczta.onet.pl