Nad bramą niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz (dawniej Oświęcim) zamocowane jest hasło, które można by przetłumaczyć „Praca  czyni wolnym”. A faktycznie, kogo ciężka praca i głodowe racje żywności nie zabiły, ten mógł liczyć na komorę gazową. Nie lepiej było w Mauthausen, innym niemieckim obozie koncentracyjnym, do którego wywożeni byli między innymi Polacy na przymusowe roboty.

  
Przypomnienie niechlubnej niemieckiej  historii wywołał niejaki Martin Schulz przy okazji połajanek, jakich nie szczędził Polakom w Parlamencie Europejskim. Skąd wziął się taki „mędrzec”? Okazało się, że prócz braku matury może jeszcze „poszczycić się” tatusiem, byłym esesmanem w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen, do którego trafił również mój ojciec po Powstaniu Warszawskim. Teraz ktoś z takim rodowodem i brakiem wykształcenia śmie pouczać nas, Polaków na czym polega demokracja i praworządność. Niemiecka hipokryzja jest bez granic, jak widać.
   
A może zacznijmy brać przykład z niemieckiej pragmatyki? Ustalmy jaki procent obcego kapitału dopuszczamy w bankach i mediach na teren Polski. Zacznijmy też bojkotować niemieckie wyroby. Przy obfitości towarów w sklepach omijanie tych niemieckich nie jest trudne. Proponowałabym też bojkot polskojęzycznej niemieckiej prasy kolorowej, ale z tym może być już nieco trudniej. Panie czytające niniejszy felieton do miłośniczek tabloidów mogą nie należeć, a czytelniczki brukowców pewnie nie są moimi czytelniczkami.

Małgorzata Todd

Autorka prowadzi swojego bloga Internetowy Kabaret…

4 KOMENTARZE

  1. Raczej będzie trudne bojkotować niemieckie produkty, handel i usługi. W czasach powszechnej globalizacji wszystkich i wszystkiego trudno stwierdzić co jest i co nie jest niemieckie, francuskie, amerykańskie itd. itd., zwłaszcza, że tak lekko licząc 80% produkcji jest w krajach azjatyckich: Chinach Ludowych, Chinach Narodowych=Tajwan, Singapur, Tajlandia, Malezja, Indonezja, Wietnam, Indie, Bangladesz, Japonia, Birma, Kambodża=Kampucza, do tych krajów zaczynają dołączać państwa Ameryki Południowej. To jeden problem, drugi: to która firma jest właścicielem której firmy, gdy wykupują się wzajemnie w różnych ilościach procentowo akcje i udziały, czy kryterium właścicielskie to miejsce siedziby kierownictwa firmy czy gdzie się rozlicza i płaci podatki, a może skład narodowościowy i rasowy będzie określał firmę z jakiego jest państwa, a to również będzie raczej trudne, gdyż kierownictwa te są międzynarodówką jak Komintern. I jeszcze jeden problem – Marcin Schulz to niemiecki Żyd lub jak kto woli żydowski Niemiec, więc jak jego ojciec mógł być eSeSmanem w III Rzeszy Niemieckiej? Proszę wyjaśnić czytelnikom wątpliwości i odpowiedzieć na powyższe pytania przez kogoś mądrego i oblatanego w tych różnych międzynarodowych i gospodarczych zawiłościach.

  2. Bojkot niemieckich wyrobów jest nie dość, że krótkowzroczny, gdyż w jakiejś tam części powstają one dzięki polskiemu przemysłowi, to z czysto moralnego punktu widzenia jest nieetyczny, jest typową realizacją zasady odpowiedzialności zbiorowej, jakże typowy dla nazistów czy komunistów.

  3. Pani Todd myli okreslenie niemiecki i Niemcow z gosciem o zupelnie innym pochodzeniu. Niemcami rzadzi chazarska mafia a bohater z Brukseli jest jej przedsstawicielem. Przybral sobie niemieckie nazwisko i wszystko co powie idzie na konto Niemiec. Podobny model zreszta dziala i w Polsce. Polskobrzmiace nazwiska a za nimi zupelnie inna zdegenerowana populacja. Pani Todd powinna jako bystra obserwatorka rzeczywistosci zaczac logicznie myslec. Wtedy nie bedzie sadzic bykow.

  4. Przepraszam, że pytam: czy autor artykułu mógłby podać źródło z którego zaczerpnął informacje o Schulzu ?

Comments are closed.