„Postulaty gospodarcze” czy „emocjonalne hasła”? Przedwojenna polemika polskiego księdza z prorynkowym polskim konserwatystą

Dr. Bobrzyński ma rację, gdy w swoim odczycie wykazuje konieczność silnej gospodarczo Polski dla ubezpieczenia jej przyszłości. Nie ma jednak racji, gdy silną i trwałą Polskę widzi w „podporządkowaniu” wszystkiego postulatom życia gospodarczego. Mianowicie nie ma racji ze stanowiska katolickiej nauki

1
Jarosław Kaczyński (etatyzm III RP) i Józef Piłsudski (sanacyjny etatyzm II RP) - Foto.: Prokapitalizm.pl

W styczniu 2019 roku opublikowaliśmy na naszym portalu fragmenty artykułu przedwojennego polskiego konserwatysty Jana Bobrzyńskiego (1882-1951) „Czy Polska jest państwem sezonowym?” ( Czy Polska jest państwem sezonowym? O tym jak przeżarta doktryną Marksa i etatyzmem sanacja prowadziła kraj do klęski ). Esej Bobrzyńskiego ukazał się w wydawanym przed wojną magazynie „Przegląd Powszechny” (tom 181 z 1929 roku). Dziś zamieszczamy polemikę z tym artykułem napisaną przez księdza Jana Piwowarczyka (1889-1959) „Zastrzeżenia do tez Dra J. Bobrzyńskiego” („Przegląd Powszechny”, Tom 182, kwiecień – maj – czerwiec 1929 rok). Wiemy, z jakich pozycji wielu współczesnych duchownych katolickich poddaje krytyce wolnorynkowe podejście do gospodarki, tym bardziej interesujące, jak księża krytykowali antysocjalistyczne poglądy przed wojną.

Przy okazji możemy zobaczyć, jak kwitło w przedwojennej Polsce życie intelektualne i jakie emocje wywoływało. Podejście do gospodarki stanowiło – jak widać – jeden z centralnych punktów polemicznych sporów. Przypominając sobie artykuł Jana Bobrzyńskiego i czytając polemikę z jego tezami pióra katolickiego księdza, można chyba ocenić, który z dyskutantów miał więcej racji… Zapraszamy do lektury! (zachowana oryginalna pisownia).

* * *

Zastrzeżenia do tez Dra J. Bobrzyńskiego

Odczyt Dra J. Bobrzyńskiego p.t. „Czy Polska jest państwem sezonowym” („Przegląd Powszechny”, marzec, 1929 rok, str. 274-287) nasuwa szereg zastrzeżeń ze stanowiska katolickiego.

Zastrzeżenia te odnoszą się naprzód do zasadniczej myśli odczytu, którą Dr. Bobrzyński ujmuje w zdaniu, że warunkiem siły państwa (polskiego) jest „podporządkowanie się postulatom gospodarczym”, a zerwanie z wszelkiemi „emocjonalnemi” hasłami. Zastrzeżenia te odnoszą się także i do wniosków, które Dr. Bobrzyński z powyższej zasady wysuwa, a które formułuje w następujący sposób: „usunięcie z ustroju i nastroju naszego tego wszystkiego, co może tamować zdrowy rozwój życia gospodarczego i kumulację kapitału”.

Dla poparcia tych swoich poglądów powołuje się Dr. Bobrzyński na mechliński „Kodeks społeczny”, jakoby o te same oparty założenia.

Dr. Bobrzyński ma rację, gdy w swoim odczycie wykazuje konieczność silnej gospodarczo Polski dla ubezpieczenia jej przyszłości. Ma ją także jeszcze wtedy, gdy wskazuje na mnogość naszych haseł i programów polityczno-emocjonalnych jako źródło gospodarczego impasu Polski. Jak jednostka każda – według trafnego wyrażenia św. Tomasza – potrzebuje do swego istnienia „materji”, tak i warunkiem życia państwa jest gospodarcza siła potrzebna do spełnienia zadań spoczywających na niem.

Nie ma jednak racji, gdy silną i trwałą Polskę widzi w „podporządkowaniu” wszystkiego postulatom życia gospodarczego. Mianowicie nie ma racji ze stanowiska katolickiej nauki.

Katolicyzm uznaje potrzebę hierarchji w świecie wartości i potrzebę podporządkowywania wartości niższej rangi wartościom stopnia wyższego. Hierarchję tę jednak tworzy w sposób wręcz przeciwny żądaniu p. Dra Bobrzyńskiego. P. Dr. Bobrzyński powołuje się na „Kodeks społeczny”. Owszem! Zaglądnijmy do niego.

W artykule 6-8 znajdujemy właśnie to, o co nam chodzi, mianowicie określenie stosunku wartości materjalnych, gospodarczych, do wartości niematerjalnych, duchowych. „Między ekonomią a etyką istnieją związki konieczne; obie nauki przenikają się wzajemnie. Stosunki ludzkie bowiem, któremi zajmuje się ekonomja polityczna… nie są wolne od kontroli i moralnej oceny sumienia… Kościół, jako stróż moralności, sprawuje uzasadniony nadzór nad życiem ekonomicznem”.

Wynika więc z tego, że jeśli o „podporządkowywaniu” mowa, to nie ekonomji i nie postulatom życia gospodarczego, ale moralności winno się wszystko podporządkowywać. Wynika dalej, że wartości gospodarcze nie zajmują najwyższego stopnia w hierarchji wartości, ale go zajmują wartości moralne.

Z pewnością i p. Dr. Bobrzyński zgadza się na tę katolicką zasadę, skoro się powołuje na „Kodeks społeczny”. Szkoda jednak, że jej nie podkreślił, i że ją pominął. Wiadomo jednak, że krasomówstwo nie sprzyja precyzyjności poglądów.

Z tego samego też pewnie powodu nie znajdujemy w jego odczycie pewnych zastrzeżeń odnośnie do „postulatów gospodarczych”, – zastrzeżeń, które katolicyzm stawia.

Postulaty te traktuje p. Dr. Bobrzyński jako jakieś absolutne i niezmienne prawo, którym się opierać ani można ani wolno. Lecz właśnie „Kodeks społeczny”, na który się p. Dr. Bobrzyński powołuje przestrzega przed przypisywaniem „prawom gospodarczym” jakiegoś absolutnego charakteru. W art. 57-59, podkreśla, że jak i zjawiska gospodarcze, któemi rządzą, są te prawa wytworem człowieka i myśli ludzkiej. A równocześnie odróżnia od nich prawa fizyczne, a więc te prawa, które związane są z istotą materji i z niej wynikają. Te są tylko niezmienne, wszystkie inne zaś podlegają ewolucji i dają się opanowywać.

Jednym z tych praw jest prawo żywego człowieka do życia, do utrzymania się, do jedzenia, odzienia it.d. Ono dominuje nad całem życiem gospodarczem. Ono w gruncie rzeczy, zaspokojenie potrzeb ludzkich, jest naczelnem prawem uzasadnieniem życia gospodarczego.

Nie w tym jednak kierunku idą dalsze wywody p. Dra Bobrzyńskiego i jego żądanie „usunięcia tego wszystkiego, co może tamować zdrowy rozwój życia gospodarczego i kumulację kapitału”.

Jest to formuła starego „klasycznego”, liberalizmu ekonomicznego. Formuła, jak się pokazało, sprzyjająca jedynie bogaceniu się pewnych jednostek i pewnych warstw w społeczeństwie, a przeciwna naturalnemu celowi życia gospodarczego, zaspokojeniu potrzeb wszystkich ludzi… Z chwilą, kiedy tę formułę zrobiono podstawą politycznego ustroju, zrodziły się z niej największe wstrząśnienia społeczne XIX w., bo warstwy ludowe, a rozżalone i zrozpaczone nędzą, w przewrocie ujrzały jedyny dla siebie sposób wydobycia się z nędzy.

Pod presją dopiero chwili zeszło państwo nowoczesne ze stanowiska przestrzegania „wolności gospodarczych” i „laissez-faireyzmu”. Zaczął się okres w życiu państw nowy, okres interwencyj w życie gospodarcze na korzyść warstw ekonomicznie słabych, okres „polityki społecznej”. Nie bez wpływu na te zmiany było stanowisko katolicyzmu. Już od r. 1848, grupa ks. Lacordaire’a, zwłaszcza, zaś od r. 1871 „kółka” hr. de Mun, potem „Unja fryburska”, domagały się zerwania z bezczynnością państwa w życiu gospodarczym. A jak Leon XIII na tę sprawę się zapatrywał, wystarczy wskazać parę ustępów z enc. Leona XIII „Rerum Novarum”.

Jedną z przyczyn „kwestji społecznej” widzi Leon XIII w tem, że się dokonał „niepomierny przyrost dostatków u szczupłej liczby osób, ubóstwa zaś u ogółu” (oto niekontrolowana kumulacja kapitału). Stąd smutna rzeczywistość, że „produkcja i handel stały się niemal monopolem niewielu, a w ten sposób garstka bogaczów nałożyła jarzmo prawie niewolnicze stanowi pracującemu”… Cóż proponuje Leon XIII dla zmiany tych stosunków, dla wstrzymania tej niezdrowej ewolucji?

Wysuwa współdziałanie trzech czynników: Kościoła, państwa i organizacji. I po niem spodziewa się załagodzenia konfliktów społecznych. Szczególnie znamiennem jest to, co pisze o obowiązkach państwa w tej dziedzinie. „Bogaci – pisze – dostatkami jakoby wałem ochronnym otoczeni nie tyle potrzebują opieki władz; przeciwnie gmin ubogi, pozbawiony tego zabezpieczenia, jakie daje majątek, głównie skazany jest na pomoc państwową. Z tej przyczyny powinno państwo osobliwszą mieć pieczę i staranie o robotnikach”. Naetępnie podaje Leon XIII przykładowo parę zadań społecznych państwa, jak: ograniczenie czasu pracy, kontrola umów o pracę, odpoczynek świąteczny, pomoc państwa przy nabywaniu własności i t. d.

Cóż to jest innego, jeśli nie zachęta państwa do interwenjowania w procesie życia gospodarczego i w procesie kumulacji kapitału na korzyść warstw ekonomicznie słabszych?

Polska cierpi, bardzo cierpi, z powodu nadmiaru „emocjonalnych” haseł i programów w życiu politycznem. Nie będzie jednak lekarstwem nawrót do liberalizmu gospodarczego, potępionego przez historję wieku XIX i odrzuconego przez katolicyzm.

Na dnie „emocjonalnych” programów, które Polską wstrząsają, są pewne zdrowe i naturalne tendencje, – są to „prawa fizyczne”, o których „Kodeks społeczny” mówi, – są prawa warstw ludowych do godnych człowieka warunków życia. I próżna będzie papierowa walka z „emocjonalnemi” programami. Zabić je może tylko i wyniszczyć przemiana gruntowna w zakresie podziału wytwarzanych wartości gospodarczych. A nie ulega wątpliwości, że najważniejsza rola w tym zakresie przypada właśnie państwu z racji środków, któremi ono tylko rozporządza. Dlatego rady, które daje p. Dr. Bobrzyński, nie wydaja mi się słusznemi.

Ks. Jan Piwowarczyk

Przegląd Powszechny”, Tom 182, kwiecień – maj – czerwiec 1929 rok.

1 KOMENTARZ

Comments are closed.