Rok 1789, jest rokiem przełomowym w Europie. Wielka Rewolucja Francuska jest początkiem końca Europy takiej jaka istniała przez kilkanaście wieków. We Francji pod hasłami wolności, równości i braterstwa zostaje obalony stary porządek.
Mimo, iż uważam tę rewolucję za dojście hołoty i prostactwa do władzy to muszę przyznać, że stała się ona początkiem rozkwitu wspaniałej idei liberalizmu jak i jej zdegenerowanej formy czyli demokracji. I właśnie założeniem tej pracy jest pokazanie jak zbyt dużo wolności przekształciło liberalizm (chociaż bardziej prawidłowym słowem obecnie powinno być, demoliberalizm) w demokrację.
Liberalizm ekonomiczny i polityczny
Pierwsze z tych pojęć odrzuca wszelkie ograniczenia, które krępują wolny rozwój gospodarczy, wolną konkurencję na rynku, promuje państwo-minimum tzn. państwo ograniczające swoją działalność do zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego, zewnętrznego oraz zajmowania się sprawami, którymi nie jest w stanie zająć się prywatny kapitał.
Natomiast pod pojęciem liberalizmu politycznego mieści się wolność myśli, sumienia, wyznania, słowa, wolność do zrzeszania się, lub ogólniej rzecz biorąc, wolność do czynienia wszystkiego co tylko nie ogranicza wolności innych jednostek. Właśnie liberalizm polityczny stał się początkiem demokracji takiej jaką mamy obecnie.
Wolność
Liberalizm zawsze „stawiał” na jednostkę> Jedno z bardziej popularnych haseł tej doktryny brzmiało „Jednostka wszystkim, kolektyw niczym”. Tylko wolność pozwala rozwinąć skrzydła jednostce, która chce coś osiągnąć, wyrywa się ona spod „opieki” większości i idzie swoją drogą. Może to robić, a nawet właściwie powinna, jeśli tylko ma na to ochotę. Niestety, poszerzenie prawa wyborczego na wszystkich obywateli, o czym wspomnę za chwilę, stało się zaczątkiem „ucieczki od wolności”. Większość zdecydowała, że człowiek może czuć się wolny wtedy tylko, gdy ma pewność jakiegoś zabezpieczenia. Mam tu na myśli rozwój systemu ubezpieczeń.
Doktryna demokratyczna doprowadziła do opacznego zrozumienia liberalnego hasła bezpieczeństwa, pod którym kryło się pojęcie zabezpieczenia przez państwo prywatnej wolności oraz własności. Dla demokraty bezpieczeństwo to rozwinięty system ubezpieczeń i zabezpieczeń, dzięki któremu, jeśli tylko obywatel, będący poddanym większości danego państwa, popełni jakiś błąd, państwo ma obowiązek chronić go przed złymi skutkami swego postępowania.
Wolność do bycia ubezpieczonym zamieniła się w niewolę, co sprowadzić można do twierdzenia Friedricha Nietzschego, iż „…masy niezdolnych wieszają się u nóg zdolnych, uniemożliwiając im wzbicie się w powietrze…” Masy niezdolnych wprowadziły przymus ubezpieczeń! Wolność wyboru została zastąpiona „tyranią większości”. Norberto Bobbio w swej książeczce „Liberalizm i demokracja” zauważa, że „dobre rządy można poznać nie po liczbie współrządzących, lecz po tym, ile i co im wolno”. Liberalizm „stawiając” na jednostkę jest przeciwieństwem demokracji, gdzie najważniejsze jest państwo, społeczeństwo, a dopiero za nimi jest jednostka.
Będę to chyba powtarzał do znudzenia, ale furtką w doktrynie liberalnej, która pozwoliła i pozwala na rozwój demokracji jest liberalizm polityczny. Jednostki, które w imię wolności domagają się praw wyborczych dla wszystkich są odpowiedzialne za ten stan rzeczy.
Wolność wyboru doprowadziła do ograniczenia wolności pojedynczych jednostek, tchórzostwo większości blokuje wybitne jednostki.
Tak nawiasem mówiąc zostałem ostatnio uznany przez pewną osobę za jednostkę aspołeczną, i to tylko dlatego, iż powiedziałem, że nie interesuje mnie większość i ich problemy z ubezpieczaniem się. Muszę przyznać, że było to dla mnie wysokie wyróżnienie, a po przeczytaniu co na temat jednostek posiadających cechy aspołeczne napisał Immanuel Kant, a co zacytował w swej książce Norberto Bobbio utwierdziłem się w przekonaniu, że racja jest po mojej stronie: „Bez tych cech aspołecznych […], w jakiejś arkadyjskiej społeczności pasterskiej, w której panowałaby całkowita harmonia, skromność i miłość wzajemna, wszystkie talenty pozostałyby na zawsze ukryte w zarodku; ludzie, łagodni jak wypasane przez nich owieczki, przywiązywaliby do swej egzystencji znaczenie niewiele większe niż do egzystencji swych zwierząt.”
Równość
Słowo to, z punktu widzenia liberała i demokraty, ma dwa różne znaczenia. Liberalizm pod pojęciem równośći widzi równość szans jakie wszyscy mamy na „starcie” naszego życia, równość wobec prawa, a także równouprawnienie. W XIX wieku większość liberałów była przeciwna powszechnemu prawu wyborczemu, uważając, że podejmowanie decyzji mających wpływ na państwo powinno być ograniczone do osób, które osiągnęły już jakiś status społeczny, a tym samym posiadają wykształcenie pozwalające im na świadome podejmowanie decyzji politycznych. Jednakże liberalizm już od samego początku zawierał w sobie zalążek samozagłady, gdyż to właśnie pod hasłami wolności prawa wyborcze były poszerzane na coraz szersze grupy społeczne, przekształcając się w ten sposób w obecną demokrację.
Demokracja pod pojęciem równości zawiera w sobie egalitaryzm, traktując wszystkie jednostki jako równe sobie. Obecnie doszło do tego, że czynne prawo wyborcze posiada już osoba, która ukończyła 18 lat. Jest to jedyny wymóg pozwalający na podejmowanie decyzji o tym, kto będzie wybrany do parlamentu, a przez to powodujący, że w parlamencie zasiadają ludzie, którzy ukończyli zaledwie szkołę podstawową, nie dająca przecież wystarczającej wiedzy do tego by podejmować świadome decyzje dotyczące np. prawa. Jednakże chciałbym tutaj zaznaczyć, że bardzo często nie daje jej nawet szkoła wyższa!
Prawa wyborcze jakie były dane społeczeństwu pod hasłami wolności, stały się zalążkiem upadku prawdziwej wolności! Gdyż w demokracji decyzje podejmowane przez większość są uznawane za dobre, słuszne. Jednak należy pamiętać, że w dalszym ciągu demokracja traktowana jest instrumentalnie np. w Polsce większość ludzi chce aby do kodeksu karnego znów została wprowadzona kara główna, czyli kara śmierci, na co nie godzi się mniejszość uważająca, że większość nie ma racji! Gdyż nie ma pojęcia o pewnych rzeczach, nie posiada odpowiedniej wiedzy na to, by podjąć decyzję o odebraniu komuś życia.
Ta sama mniejszość uważa, że ludzie mają odpowiednią wiedzę na to, by decydować w referendum czy przyjąć konstytucję uchwaloną przez parlament! Tutaj tkwi źródło klęski liberalizmu i powolnego przekształcania się go w demokrację.
Braterstwo
Demokracja uznaje wszystkich obywateli tworzących państwo za jedno ciało, natomiast liberalizm uznaje państwo za zbiór jednostek, które poprzez kontakty między sobą tworzą społeczeństwo, a następnie państwo. Skąd się wzięły tak dwa różne stanowiska?
Demokracja w swojej naiwności uznaje wszystkich ludzi za równych sobie, a więc przez to tworzących jednolitą całość, w demokracji jednostki będące istotami wolnymi nie będą podejmowały decyzji, które będą szkodzić swoim członkom.
Jednakże obecnie widać, iż Jan Jakub Rosseau mylił się. W czasach pełnego rozkwitu liberalizmu, a więc w XIX wieku, jednostki miały prawo do myślenia tego, o czym tylko chcą, do głoszenia tego, czego chcą i nie były przez to karane. Scedowanie wolności do podejmowania decyzji przez niewielką grupę ludzi na rzecz wszystkich jednostek spowodowało, że nie ma dzisiaj „braterstwa” a jest tyrania większości, czego przykładem może być dzisiejszy terror politycznej poprawności.
Demokracja to jakby odbicie w krzywym lustrze liberalizmu, to wolność która przekształciła się w niewolę, to traktowanie ludzi jak małych dzieci, które nie potrafią o siebie zadbać, demokracja zawsze będzie rządami „większości tchórzy” i równaniem w dół, podczas gdy liberalizm to wolność do bycia tchórzem i wolność do bycia bohaterem! Demokracja dzieli, liberalizm łączy.
Rozwój demokracji był możliwy tylko i wyłącznie dzięki – co jest paradoksem – zbyt dużej wolności.
Tomasz Pąpka
(24 stycznia 2005)
(Autor artykułu redaguje stronę www.tpapka.republika.pl)