Napisałem już dwa felietony o Andrzeju Czumie, nie chcę pisać trzeciego. Cóż zresztą mógłbym napisać? Tłucze mi się tylko po głowie sławne zdanie z Gogola: „jeden u nas uczciwy człowiek, prokurator, ale po prawdzie to i on świnia”. Tak jakoś od lat w tej naszej biednej Polsce jest, że jak ktoś choć na chwilę uwierzy w jakiegoś polityka, to zaraz wychodzi na idiotę.
Napiszę więc o czymś innym. Czy wiedzą Państwo, że od czasu głośnego ukraińskiego kryzysu gazowego Polska wciąż nie dostaje zakontraktowanej ilości tego surowca? Że tak, jak Rosjanie przykręcili przed ponad miesiącem kurek o jedną czwartą – tak trzymają przykręcony? Innym odpuścili, a Polaczkom nie. Niech się trochę pogimnastykują, niech dzwonią, proszą, a co tam, jak swego czasu z tym embargo na mleko i produkty rolne. Zapewne Państwo o tym nie wiedzą, bo z niewiadomych przyczyn o sprawie jest cicho, rząd nie chce interweniować, twierdząc, że sprawę powinno się załatwić na poziomie PGNiG–Gazprom, no a skoro nasz rząd udaje, że nic się nie dzieje, to i przyjaciele z Europy chętnie korzystają z okazji, żeby nic nie zauważać. Pamiętają Państwo to zdjęcie z Davos? Rozparty butnie w fotelu Putin, a przed nim przycupnięty na skraju krzesełka, w pozycji petenta, Tusk? Tak właśnie to wygląda.
Nie tylko w relacjach ze wschodem zresztą. Rosyjsko–niemiecka rura pod Bałtykiem kosztować ma około czternastu miliardów euro, niemal w całości na koszt podatnika niemieckiego (bo rosyjska część wkładu gwarantowana jest przez niemieckie banki, które z kolei otrzymały gwarancje niemieckiego rządu). Pociągnięcie takiej samej rury lądem, przez Estonię, Łotwę, Litwę i Polskę, kosztowałoby około trzech miliardów. Mimo kryzysu nic nie słychać, aby ktokolwiek w Niemczech kwestionował sens wydatkowania tak ogromnych pieniędzy na to tylko, aby ominąć cztery państwa należące wszak do Unii Europejskiej. Trudno o bardziej wymowny przykład rozziewu między oficjalnymi frazesami o europejskiej solidarności a praktyką. Ale można pokazać i sporo mniejszych, jak zamykanie przed Polakami niemieckiego rynku pracy i utrudnienia w prowadzeniu biznesu, choć Polacy od dawna nie zamykają swojego rynku przed niemieckimi towarami ani firmami.
Prezydent Francji wzburzył naszych południowych sąsiadów, zapowiadając francuskim firmom samochodowym, że te z nich, które chcą produkować w Czechach, będą za to karane finansowo. Oczywiście, Sarkozy’emu nie chodziło konkretnie o Czechów. Równie dobrze mógłby powiedzieć „u jakichś tam małp ze środkowej Europy”. Fakt, że owe małpy od pewnego czasu należą do tej samej europejskiej wspólnoty, nie ma znaczenia: prezydent Francji będzie strzegł interesów swego kraju, a innymi gardzi. Podobnie jak pozostali przywódcy silnych krajów unijnych. Cała reszta to było tylko gadanie, które w dobie kryzysu możemy sobie potłuc o kant d… No cóż, w sumie można to zrozumieć. Tylko dlaczego nie rozumie tego rząd i chóry euroklakierów?
Rafał A. Ziemkiewicz
Źródło: www.temi.pl

1 KOMENTARZ

Comments are closed.