Wywiad z Prezydentem Republiki dla Czeskiego Radia
Panie Prezydencie, jak ocenia Pan szczyt NATO w Strasburgu, gdzie przewodził Pan delegacji Republiki Czeskiej?
Szczyt NATO był dla nas przede wszystkim szansą, aby spotkać się z prezydentem amerykańskim i spędzić z nim godziny na posiedzeniach zamkniętych. Było to swego rodzaju wstępne przygotowanie do wizyty w Pradze i myślę, że z tego punktu widzenia to się powiodło. Przez pół roku myślałem, że szczyt będzie w Strasburgu. To był jednak dziwny szczyt. Francja nie mogła z Niemcami uzgodnić, gdzie on będzie. Ostatecznie był w obu krajach. Główne spotkanie odbyło się w Baden-Baden, gdzie spędziliśmy też noc, potem parę godzin w Strasburgu. W ogóle to był chaos. Były tam niesamowite manewry policji, chyba największa liczba żołnierzy czy policjantów w tym rejonie od czasu I wojny światowej. Myślę, że spotkania na szczycie powinny wyglądać inaczej. Niestety, cały szczyt był w zasadzie sprowadzony do debaty o tym, kto będzie sekretarzem generalnym, i muszę uczciwie powiedzieć, że inne kwestie w zasadzie poważnie nie były rozpatrywane. Tureckie blokowanie Rasmussena to znana sprawa a przeszło to jako specjalny kompromis. Niektórzy politycy byli tam po raz pierwszy. Siedziałem obok chorwackiego prezydenta Mesića, który był zupełnie rozczarowany. Myślał, że będzie się rozmawiać o wielu podstawowych sprawach, a ostatecznie sprowadziło się to do debaty o sekretarzu generalnym.
Zatem pewne rozczarowanie także dla Pana?
Nie wiem, czy rozczarowanie. Zadaniem tych szczytów jest, że ludzie się widzą, spotykają się, rozmawiają ze sobą. Podczas przerwy, przy obiedzie, na koncercie. To jest o wiele ważniejsze niż formalne przemówienia. Tam jest 28 krajów, każdy ma kilka minut i już krzyczą na niego, że w rzeczywistości mówi dłużej niż powinien. Niektórzy prezydenci lub premierzy nie potrafili całkiem odetchnąć – ja z tym problemu nie miałem. Ważne jest to spotykanie się, angielskie networking, które w tym sensie jest dobre.
Wkrótce po tym szczycie przyjął Pan na Zamku Praskim amerykańskiego prezydenta Baracka Obamę. Jak podobała się Panu jego mowa? I czy może według Pana przejść do historii pod nazwą ‘mowa praska’?
Ładnie to Pani nazwała – mowa praska – nawet nie przyszło mi to na myśl, ale będę tego używał. Muszę powiedzieć, że ta mowa była dość niespodziewanie praska i niespodziewanie czeska. Nie była to mowa kosmopolityczna, w której by prezydent Obama wykorzystał sylwetkę Pragi, aby dać ogólne przesłanie. Zadziwiające jest, co zapewne wszyscy zauważyli, jak długo mówił o Pradze i o historii. On mówił o tym także przy wszystkich naszych spotkaniach. Dopytywał, jak to było w roku 1968, jak w roku 1989. W tym sensie była to mowa praska i nie jest prawdą, że była to mowa w związku ze szczytem UE. To jest dla nas zdecydowanie dobra rzecz. Prezydenci i premierzy rządów później na posiedzeniu kiwali wszyscy głowami i mówili: to się Wam powiodło.
Jeśli możemy jeszcze pozostać przy Zamku Praskim, Panie Prezydencie, czy to prawda, że podczas posiedzenia u Pana mówiło się głównie o klimacie, jak wspominali niektórzy politycy, a konkretnie Marcin Bursík i Karol Schwarzenberg?
Nie słyszałem pana Schwarzenberga, ale myślę, że próbuje coś przekręcić na swoją modłę. Nawiasem mówiąc, wczoraj oglądałem niektóre stacje telewizyjne a te mówiły, że prezydent Obama był tu 15 czy 20 minut. To jest zabawne. Jest to walka polityczna, która się rozgrywa i debatuje się o tym, z kim, kto, jak długo mówił. Z ponad pełnej godziny naszych obrad, na których wszystkich byłem, niektórzy byli na części z nich. Pan Bursík był na małej części z nich. Mówiło się tam o zmianie klimatu może trzy minuty z tej ponad godziny, a dla pana Bursíka musiał to być zimny prysznic. Amerykański prezydent okazał się być człowiekiem o daleko szerszych poglądach, niż się go czasem przedstawia. Gdy pan Bursik zapytał go, czy Ameryka obejmie przywództwo w tej sprawie, więc to dla niego musiał być zimny prysznic, kiedy powiedział: Pierwszą rzeczą, którą musimy wziąć pod uwagę, są realia ekonomiczne i kryzys gospodarczy. Wierzę, że pan Bursik próbował tego nie dosłyszeć, ale to było właśnie pierwsze zdanie, które teraz podaję do publicznej wiadomości. Drugie zdanie było, że dopóki mówimy o tym, co muszą uczynić kraje rozwijające się, to znaczy Chiny, Indie itd., zatem muszą przede wszystkim dostać szansę na rozwój, a my nie powinniśmy im tego zablokować. Uważam, że to jest ważna informacja. W trzecim zdaniu powiedział: także Ameryka jest w tym rozdarta. Na obu wybrzeżach – zachodnim i wschodnim, przeważa pogląd, że walka z klimatem jest sprawą główną, ale w środkowej części Ameryki ludzie w ogóle w to nie wierzą. Te oto trzy zdania powiedział pan prezydent Obama, a potem czwarte, że on oczywiście czuje swoją odpowiedzialność i Ameryka będzie w tym odgrywać produktywną i pozytywną rolę. To, że panowie Bursikowie zinterpretowali to w sposób, w jaki zinterpretowali, jest uderzające i nie wiem, czy nie mają w sobie krzty wstydu, że w ogóle na coś takiego sobie pozwalają.
Jeśli chodzi o krajową scenę polityczną; cztery partie parlamentarne porozumiały się wczoraj odnośnie do kształtu nowego rządu. Panie Prezydencie, czy zaskoczyło pana to porozumienie i co Pan na to powie?

W zasadzie jestem tym porozumieniem zupełnie usatysfakcjonowany. Nie chcę z góry wypowiadać definitywnych wniosków, dlatego że partie będą z tym dzisiaj niewątpliwie zwracać się do gremiów politycznych, a tam różni niezadowoleni radykałowie, niezwiązani, że się o nich zapomniało, mogą jakoś porozumienie utrudniać i zakłócać. Nie chcę mówić nic triumfalnego, ale dobrze wszyscy wiecie, że chciałem porozumienia. Nie chciałem, aby partie polityczne ze sobą nie rozmawiały, aby potem jedna drugiej ukradła jednego tzw. zdrajcę. Ostatecznie skłócone ze sobą partie przekonały się, że przecież tylko usiąść, a rzeczywistość zmusiła je, aby ze sobą rozmawiały. Od wyborów 2006 nieustannie do tego wzywam i wciąż gotów jestem rozwiązać tę sytuację. W zasadzie jestem zadowolony. Wczoraj w tej wrzawie całkiem umknęło, że po południu spotkałem się na prywatnym godzinnym spotkaniu z panem przewodniczącym Komisji Europejskiej Barosso, który chciał wiedzieć, jak to u nas dalej będzie, jak sobie poradzimy z prezydencją. Godzinę siedzieliśmy tylko my dwaj, delegacje czekały w przedpokojach. Zapewniłem go, że bez wątpienia dalej sobie poradzimy i że przygotowany jestem w razie potrzeby do tego w pewien sposób przystąpić. Także to chcę powiedzieć jako zapewnienie.
Panie Prezydencie, a czy jest Pan zadowolony też z Jana Fischera, szefa ČSÚ*), który miałby stać na czele tego rządu ekspertów?

Przyznam się, że gdy padały najróżniejsze nazwiska, akurat to nazwisko do mnie nie dotarło. Naprawdę dowiedziałem się o tym wczoraj wieczorem. Znam inżyniera Fischera, myślę, że spotykaliśmy się już kiedyś w latach osiemdziesiątych podczas jakichś statystycznych debat i konferencji. Ja jako ekonomista, on jako statystyk. W tym sensie znamy się z pewnością 30 lat. Nie, żebyśmy chodzili ze sobą na piwo, ale się znamy i nawet myślę, że ma domek gdzieś niedaleko od nas. Spotykaliśmy się tam w jednej miłej restauracyjce w Bystřicy u Benešova, kiedy wszyscy przyjeżdżaliśmy w sobotę na dacze. Myślę, że to człowiek rozważny, który nigdy nie był politycznie w żaden sposób radykalnie zorientowany po jednej czy po drugiej stronie. Jeśli pyta Pani, czy mieliśmy nawzajem do siebie telefony komórkowe, to znów jak dotychczas nie.
Zapytałam, czy jest Pan zadowolony i może Pan z nim współpracować?
Myślę, że na pewno. Jeśli tak wypadnie, to z pewnością tak.
Panie Prezydencie, ostatnie pytanie. Kiedy jest Pan gotów powołać nowy rząd i będziemy go mieć – ten rząd ekspertów, 9 maja?
Chce Pani, abym polemizował z określeniem rząd ekspertów. Nie znam nawet z daleka tych wszystkich nazwisk, ale nie są to eksperci wzięci z nieba, z Marsa, którzy mają zarządzać tymi resortami. Niektóre nazwiska to kluczowe osobistości, wiceministrowie, ewidentnie związani z tą czy ową partia polityczną. Ten nie jest żadnym ekspertem, ale po prostu człowiekiem, którego w nominacji przeskoczył inny kolega, a on się krzywił dlatego, że od dawna chciał być ministrem. Takie nazwiska określiłbym jako zastępcy niezadowoleni, że nie są ministrami. Wtedy bym ich nie nazywał rządem ekspertów, bo to są normalni politycy, którzy przy tejże politycznej transpozycji zyskali pewną nową szansę i myślę, że ją wykorzystają.
Prezydent Republiki Wacław Klaus w ekskluzywnym wywiadzie dla Czeskiego Radia. Panie Prezydencie, dziękuję.
Mogę powiedzieć jeszcze słówko? Zanim Pani zadzwoniła, rozmawiałem przez telefon ze słowackim prezydentem Gašparovičem. To może być także informacja dla Waszego radia. Rozmawiałem z nim po raz pierwszy po jego wyborze. Uzgodniliśmy niektóre kolejne projekty. Myślę, że to jest informacja dla naszego społeczeństwa.
Milada Richterova, Český rozhlas – Czeskie Radio,
6 kwiecień 2009
Tłum. Krystyna Greń
http://fronda.pl/tatra/blog