Spróbujmy sobie wyobrazić dzisiejszą cywilizację, gdyby mistrz Gutenberg opatentował swój wynalazek. W zasadzie, to nie bardzo jest sobie co wyobrażać. Tymczasem XXI wiek to istna eksplozja praw autorskich, licencji, certyfikatów, koncesji i diabli wiedzą, jakich jeszcze prawnych zastrzeżeń, które jedyne co gwarantują, to wyższą cenę. Bo jakości moim zdaniem – nie.
Rozwój komputeryzacji sprawił, że dziś komputer przestał być luksusem, dostępnym dla nielicznych. Stał się powszednim narzędziem, które wszelako do działania wymaga innych narzędzi – programów. I tu zaczyna się tragedia, gdyż kompletując „legalne” oprogramowanie do naszego „blaszaka” może się okazać, że będzie ono kosztować więcej, niż samo urządzenie.

gnu
Etienne Suvas http://gnu.org

Odpowiedzią stało się Wolne Oprogramowanie, którego ideę w 1983 roku rzucił Richard Stallman ogłaszając projekt GNU. 27 lat później na każdy komercyjno – korporacyjny produkt mamy wolną odpowiedź. Systemy operacyjne, pakiety biurowe, przeglądarki internetowe, programy antywirusowe, kreślarskie, graficzne, muzyczne, księgowe, podatkowe, encyklopedie, słowniki… Wszystko na zasadach Wolnego Oprogramowania: chcesz używać – używaj, chcesz kopiować – kopiuj, rozdawaj innym, przerabiaj i wykorzystuj do czego chcesz. Twoja sprawa, twoja odpowiedzialność.
Podobnie rzecz ma się w przypadku muzyki, o czym wspomniał Adam Kalicki w swoim tekście Manifest Radia Obywatelskiego. Ponieważ nie znałem serwisu jamendo, więc wystukałem adres i… odjechałem, to chyba najlepsze słowo.

cclogolarge_cc__org
Źródło: creativcommons.org.pl

Mieszczący się w Luksemburgu serwis jamendo oferuje darmową muzykę. Gdy zajrzałem na jego stronę (po polsku!), było tam 47 402 albumy do pobrania. Wszystkie możliwe gatunki muzyczne, więc szansa, że każdy znajdzie coś dla siebie jest na prawdę duża zwłaszcza, że nie są to nagrania typu „garażowe demo”, tylko profesjonalne produkcje. I wszystko za darmo, dzięki wymyślonej przez Lawrence’a Lessig’a  licencji Creative Commons, która w odróżnieniu od powszechnie znanego „wszelkie prawa zastrzeżone” pisze „niektóre prawa zastrzeżone”, najczęściej w odniesieniu do komercyjnego wykorzystania.

jamendo_logo_2600_710
www.jamendo.com/pl

Ponieważ jestem maniakiem muzyki, bez której życia sobie nie wyobrażam, moja fascynacja jamendo wydaje się całkiem zrozumiała. Artyści z całego świata, wszystkie gatunki muzyczne, a jakby tego było mało – można sobie legalnie ściągać poszczególne utwory. Mało tego – to ja, a nie jakiś menadżer, decyduję czego akurat chcę słuchać. Podobnie jak w przypadku Wolnego Oprogramowania – mam wolny wybór.
Warto zwrócić uwagę na dwa aspekty korzystania zarówno z Wolnego Oprogramowania jak i Wolnej Muzyki. Po pierwsze w obu przypadkach działają najczystsze zasady wolnego rynku – najlepiej wynagradzani są ci twórcy i te produkty, które znajdują najwięcej nabywców, czyli zaspokajają oczekiwania konsumentów. Z drugiej strony funkcjonowanie Wolnego Oprogramowania wymusza na korporacjach i firmach „chroniących prawa autorskie” wstrzemięźliwość w drenowaniu kieszeni konsumenckich. Z tego też powodu warto wspierać twórców zarówno Wolnej Muzyki jak i Wolnego Oprogramowania również dobrowolnymi dotacjami. Najgorsze bowiem, do czego może dojść, to brak alternatywy.
Michał Nawrocki
Fot.: novakeo.com

6 KOMENTARZE

  1. Tylko że artyści robiący muzykę na jamendo używają szeregu drogich programów muzycznych i… wątpię, aby chociaż połowa miała je wszystkie legalne 😛

  2. Ekhm, zasadniczo to artyści używają instrumentów. Oprogramowanie, faktycznie do najtańszych się nie zaliczające, wykorzystywane przy nagraniach i miksowaniu, to kwestia studia nagraniowego, którego wyposażenie różni się niż wyposażenie sali prób. A jeżeli już żyć bez tego nie może, to jest przecież Wolne Oprogramowanie. Przecież nikt do jazdy samochodem nie musi mieć własnego warsztatu 😛
    W przypadku muzyki na jamendo jest to forma inwestycji – wykładamy kasę na nagrania (dla 4-5 osób nie są to kwoty zaporowe) i usiłujemy sprzedać. W tym przypadku istotne jest coś innego – forma ochrony praw autorskich.
    I jeszcze jedna refleksja, która naszła mnie już po opublikowaniu artykułu – jak w przypadku Creativ Commons zmienia się definicja „piractwa”, z którym wszak walka trwa zajadła. Warto też o tym pomyśleć.

  3. studio to sporawy wydatek, jest masa artystów solowych i zespołów garażowych… zresztą, do studia, dla oszczędności, często wchodzi się mając ileśtam gotowych ścieżek, albo nawet wysyła inżynierom dźwięku gotowe ścieżki do obróbki, mixu i masteringu. Zresztą, wystarczy zobaczyć na oprogramowanie, którego używają artyści i nie ma tam ani jednego nieużywającego komercyjnych programów. I na finał, specyfika muzycznych programów, banków dźwięku powoduje, że nawet jeśli używa się darmowych wtyczek, to otwiera je się zupełnie niedarmowym programem (cubase, protools, fruity loops – 90% muzyków na świecie używa właśnie tych trzech). na koniec: jakość darmowych wtyczek waha się między poziomem znośności i żałosności.

  4. Wszystko zależy od tego, co i w jakim celu nagrywamy. A także jaką metodą. No i wreszcie kwestia zasadnicza – jaki rodzaj muzyki. W przypadku tzw. muzyki elektronicznej rzeczywiście duże znaczenie odgrywają wykorzystywane programy, a nie jakość instrumentów, przetworników, kabli, strun, przesterów, efektów, nagłośnienia, odsłuchów, mikrofonów itd.
    Przynoszenie gotowych ścieżek do obróbki ma o tyle sens, o ile są one porządnie nagrane. Wtedy można zasadniczo samemu zgrać wszystkie ścieżki (w studio dodać ewentualnie perkusję, bo do jej nagrania potrzeba naprawdę niezłego sprzętu) i zamówić sam mastering. Wszystko zależy od tego, co chcemy uzyskać.
    Rzecz jasna końcowy efekt zawsze zależy również od wyłożonych nakładów finansowych. Niemniej nie jestem przekonany, czy inwestowanie przez zespół w np. cubase’a i następnie bieganie z tym do studia to dobry pomysł, szczególni gdy się policzy ile sam program kosztuje (a „blaszak” wykorzystujący w pełni jego możliwości też piechotą nie chodzi). Trochę to tak, jakby każdy kto chce publikować w internecie musiał napisać własny program do edycji tekstów. Oczywiście można, tylko po co?

  5. wie Pan, że instrumenty, kable, a zwłaszcza efekty dobrej jakości można zrobić samemu? sam miałem gdzieś projekt efektu leslie. lutownica, potrzebne części i można się bawić.
    oczywiście, że ma sens, po to człowiek interesuje się muzyką, aby poniósł wyrzeczenia, kupił dobry sprzęt i nagrywał ścieżki jak należy. muszę też Pana objaśnić, że perkusja często jest nagrywana poprzez… zastąpienie dźwięków nagrywanych poprzez odpowiednio zaprogramowany algorytm dźwięku w programach. drum from hell -> w tym programie dowolnie stroi się instrumenty perkusyjne, jak i reguluje dynamikę, przy dużej ilości brzmień elementów, nie ma szans, by nie można było zagrać coś, czego nie można byłoby odtworzyć dfh. studio o tym wie i tych programów używa.
    nie wiem jak z cubasem. wiem, że Linkin Park nagrał Hybrid Theory EP z ówczesnego protools (!!!) i jakość tego jest dużo lepsza niż studyjne albumy Kazika i w ogóle, całej innej niż metalowa sceny muzycznej w Polsce. Crossfade cały swój album, GOTOWY i zrobiony w domu, przesłała wytwórni, która była tak zachwycona, że bez ceregieli od razu album wydała. „No Giving Up” czy „Cold” doczekały się wideoklipu. Teraz słucham ich drugi album, zrobiony przy udziale wytwórni i … kaszana totalna, szok.

Comments are closed.