Zastanawiające jest jak łatwo świat ulega socjalizacji. Co sprawia, że kapitalizm jest tak znienawidzony przez intelektualistów i od początku wbrew faktom, uznawany za coś nieludzkiego, co zmuszeni jesteśmy tolerować do czasu aż oświecona ludzkość znajdzie bardziej „humanitarne” sposoby zapewnienia wszystkim dobrobytu. Od dwustu lat obserwujemy jak w kolejnych krajach, niczym na królikach doświadczalnych, sprawdzane są warianty socjalnych porządków, a gospodarka światowa dryfuje ku totalnej regulacji istniejących jeszcze enklaw wolnej wymiany.
Przyczynę tego stanu rzeczy starał się zgłębić Josepha A.Schumpeter. Będąc blisko „szkoły austriackiej” poszedł własną drogą, budując teorię cyklu gospodarczego wokół innowacji i jej  realnego nośnika – przedsiębiorcy. Nie był on krytykiem kapitalizmu, choć wielu socjalistów wybiórczo sięga po jego argumentację (np.: John K.Galbraith teoria konwergencji), tylko obserwując zaznaczające się już wtedy trendy, próbował znaleźć optymalny wariant dla gospodarki planowej, gdy „duch” przedsiębiorczości zostanie wyparty przez kolektywizm. Był zwolennikiem autokratycznych rządów „technicznej arystokracji”. Demokrację uznawał za rządy motłochu, które zaspokajając nadmierne oczekiwania grup nacisku, muszą zakończyć się gospodarczą katastrofą. Jego pesymizm brał się z przekonania, że kapitalizm niszczy własne podstawy – etykę kapitalistyczną i strukturę rynku, na którą składają się: optymistyczni, pełni energii przedsiębiorcy, niskie bariery wejścia a nade wszystko swoboda zawierania umów i brak szczegółowych regulacji. Dominacja koncernów zarządzanych przez płatnych menedżerów staje się źródłem inercji, niechęci do pokonywania trudności i podejmowania ryzyka. Twórcze właściwości kapitalizmu, zostaną wyparte przez zbiurokratyzowane, kolektywistyczne instytucje. Jedynym ratunkiem będzie wg. Schumpetera, przejęcie przez państwo roli stymulatora innowacyjności w gospodarce, bowiem zaniknie efekt „twórczego niszczenie” pod wpływem, wprowadzanych przez przedsiębiorców, innowacji.
Nie da się rozpiąć parasola  bezpieczeństwa nad działalnością gospodarczą, bez naruszenia fundamentów przedsiębiorczości. Kontraktowi  dyrektorzy są  przeciwieństwem przedsiębiorcy. Preferują bezpieczną ewolucję, popartą uchwałami rad nadzorczych, które już dawno przestały dbać o interes rozproszonego akcjonariatu. Wykupywane patenty nie służą rozwojowi, lecz są bronią  blokującą swobodę ruchu konkurencji a giełda stała się kasynem gry dla finansowych cwaniaków. Twórcza księgowość służy ukrywaniu stagnacji i braku kompetencji. Kondycja przedsiębiorstwa bardziej zależy od poprawnych relacji ze związkami zawodowymi i administracją rządową niż od siły konkurencji lub preferencji nabywców.
Te „proroctwa”, poczynione przez Schumpetera prawie dziewięćdziesiąt lat temu, spełniają się na naszych oczach. Widoczny spadek tempa rozwoju gospodarek UE i USA na tle zarządzanej autorytarnie przez partyjnych technokratów (wykorzystujących mechanizmy rynkowe) gospodarki Chin, potwierdza w szczegółach diagnozę  Schumpetera. To, że demokratyczny socjalizm nie ma szans przetrwania, dotarło nawet do elit UE, dlatego za parawanem demokratycznych wyborów krystalizuje się stopniowo realna autokratyczna władza w postaci komisji europejskiej.
Wygląda na to, że demokratyczny eksperyment mógł się utrzymać tylko jako forma nadbudowana nad kapitalistycznym społeczeństwem, składającym się głównie z pracowitych, przywiązanych do wolności drobnych właścicieli (sklepikarzy, rzemieślników, przedsiębiorców, rolników, zwariowanych wynalazców).
Czy istnieje alternatywa dla tej pesymistycznej perspektywy ?
Hans-Herman Hoppe w „Demokracja bóg, który zawiódł” proponuje krańcowo odmienne rozwiązanie – minimalizacja i urynkowienie władzy w oparciu o bezwzględnie poszanowanie prawa własności. Człowiek jako istota pozbawiona instynktownych zachowań prospołecznych, może panować nad swoim zachowaniem w dwojaki sposób: albo pod wpływem lęku przed karą przewidzianą przez prawo albo na drodze samokontroli wynikającej z głęboko wbudowanego systemu norm moralnych. Dla władzy totalitarnej, strona etyczna jest bez znaczenia – „róbta co chceta” byle zgodnie z przepisami. Model libertariański musi w całości opierać się na systemie moralnym wspierającym bezwzględne poszanowanie prawa własności i wolności każdej jednostki, o ile jej zachowania nie naruszą powszechnie uznanych norm. Pierwszy model posłuży się tresurą (stawia na automatyzm reakcji podświadomych, zwykle podbudowanych strachem), drugi posłuży się wychowaniem w zastanej kulturze (musi kształtować samoświadomość z całościowym oglądem świata).
Wolne społeczeństwo może funkcjonować bez aparatu represji i więzień (np.: beduini), całkowicie wystarczą różne formy zadośćuczynienia lub wykluczenia. Ale wątpię czy stać nas na rezygnację z uczestnictwa w gangach walczących o ochłapy z państwowego rabunku i powiedzenie dość tego! – odmawiam udziału w wyborach, w których nie ma nic godnego do wybrania, odmawiam informowania co sądzę o .. bo władza w ten sposób sprawdza skuteczność manipulacji, wykonuję przepisy dokładnie tak jak zapisano.. by władza na własnej skórze, przekonała się jakie prawo ustanawia, odmawiam udziału w wyścigu szczurów, bo szczęście jest ukryte wśród  bliskich, więc dla nich bezwzględnie muszę znaleźć czas.
Jeśli ktoś powie, że z tym narodem to się nic nie da zrobić!- należy zapytać, a próbowałeś?.
Wojciech Czarniecki

3 KOMENTARZE

  1. Wydaje mi się, że nienawiść do kapitalizmu wynika z niezrozumienia historii XIX wieku i przemian społecznych towarzyszących rewolucji przemysłowej (wyłączając przypadki złej woli i chore ambicje, wtedy nie ma czego rozważać). Otóż nawet ci rzekomi intelektualiści słysząc „kapitalizm” widzą oczyma wyobraźni grubasa z wielkim wąsem i jeszcze większym cylindrem na głowie, który laską zapędza brudne, wychudzone dziecko do kopalni. Zapominają zupełnie o ówczesnych realiach.
    Prawda jest taka, że wielu ludzi uciekało ze wsi do pracy w fabrykach. Dokonywali mniej lub bardziej świadomego wyboru kierując się własnym interesem. Ich zła pozycja przyczyniająca się do przywołanego wyżej obrazu miała kilka przyczyn. Podstawową była wielka nadpodaż robotników. Musiało minąć sporo czasu zanim wytworzyły się grupy wykwalifikowanych pracowników, których pozycja zgodnie z rynkowym mechanizmem stała się wyraźnie silniejsza.
    Drugą przyczyną słabej pozycji ówczesnych robotników był analfabetyzm, z którym tak silnie (oczywiście dla swoich interesów) walczyli wszelkiej maści socjaliści (nie tylko oni, ale chyba ich osiągnięcia są na tym polu największe). Będąc niepiśmiennym trudno zawrzeć umowę gwarantującą cokolwiek i egzekwować w sądzie jej postanowienia. Znów musiało minąć ileś lat zanim prawnicy dostrzegli w robotnikach klientów (i znów socjaliści z organizacjami związkowymi wykazali się większą szybkością i skutecznością).
    Moim zdaniem w ten właśnie sposób można wytłumaczyć niechęć/nienawiść do kapitalizmu. Przy rewolucyjnej zmianie nie mogło się obyć bez ofiar. Nałożyły się na to bardzo silne w tamtych czasach podziały stanowe ściśle wiążące się z dostępem do wiedzy. Tylko na takim gruncie mógł wyrosnąć socjalizm.
    Współcześnie, gdy poziom alfabetyzacji jest w krajach zachodnich bardzo wysoki, a dostęp do usług powszechny (cyfryzacja przyniosła kolejną rewolucję) nie znajduję z punktu widzenia robotnika korzyści jakie może przynieść jakakolwiek forma „socjalnej ochrony”. Zwyczajnie nie wyobrażam sobie scenariusza, w którym współcześni pracownicy najemni w państwie zachodnim mieliby spaść do poziomu robotnika z XIX wieku (w ogóle cokolwiek utracić).

  2. Taaak! Wszystko słusznie Panie Tadeuszu – tylko dlaczego socjalizm na zachodzie ma takie wielkie poparcie, czy z umiejętnego kłamania w mediach przez socjalistów czy z wiedzy, która jest nie całkowita, szczególnie w dziedzinie historii. Okazuje się, że wykształcenie to nie wszystko, jest potrzeba samodzielnego myślenia i odporności na wszelkie manipulacje w szkolnictwie i masmediach

Comments are closed.