Kraj, o którym w zasadzie nikt nic nie potrafi powiedzieć, gdyż reżim zapoczątkowany przez Kim Ir Sena w 1953, a skutecznie podtrzymywany przez jego syna Kim Dzong Ila, jest maksymalnie izolowany przed wszelkimi kontaktami ze światem zewnętrznym – przynajmniej oficjalnie. Ludzie żyjący w demokratycznych społeczeństwach nie potrafią wyobrazić sobie trudu i cierpienia mieszkańców północy półwyspu koreańskiego. Najgorsze jest również to, że tego koszmaru nie wyobraża sobie wielu Północnych Koreańczyków, którym brakuje po prostu odniesienia do…innego życia poza tym, które znają.
O polityce prowadzonej przez Phenian dowiadujemy się niemal wyłącznie wtedy, gdy Kim Dzong Il grozi światu kolejnymi atakami zdobytą w tym celu bronią nuklearną. Oczywiste wydaje się to, że światowi politycy boją się prowadzić większych kampanii skierowanych przeciw reżimowi, który wielokrotnie stwarza wrażenie wręcz nieobliczalnego. Wszystko przemawia za tym, że rozwój wypadków rozpocznie się wewnątrz samej Północnej Korei, której społeczeństwo pomimo obozów pracy za najmniejsze nawet przewinienie, będzie zdecydowane aby odwrócić i skończyć z teraźniejszą i smutną rzeczywistością. Pytanie brzmi: czy jako przedstawiciele demokratycznych wartości, podkreślających na każdym kroku przywiązanie do wolności – jesteśmy w stanie pomóc i coś zrobić, czy wstydzimy się własnej bezsilności i odwracamy głowę? Jakże kojące w obliczu tego pytania są opowiadania zbiegłego z Północnej Korei byłego tłumacza Kim Dzong Ila, który w swoich wspomnieniach podkreśla „normalność” Wielkiego Wodza i swego rodzaju strach przed użyciem najgorszej z możliwych broni wyprodukowanej przez człowieka. Podobno  ma on świadomość ogromu zniszczenia…delikatnie mówiąc.
Wielce ciekawe jest to, że świadkowie, którzy zdecydowali się opowiadać o życiu w tym kraju wspominają o jednostkowych incydentach buntowniczych wśród wysoko postawionej generalicji. Był przypadek, że planowano dokonać przewrotu, jednak sieć agentów udowodniła swoje oddanie „Wielkiemu Wodzowi” i ludzie ci rozpłynęli się… Nie może dziwić to, że ludzie wysoko postawieni w reżimie Kim Dzong Ila, posiadający przecież służbowe kontakty z przedstawicielami innych narodowości mają świadomość zła czynionego przez władze w Phenianie i ich tok rozumowania jest zupełnie inny od kogoś, kto jest zakładnikiem własnego państwa, choć akurat zakładnikami są wszyscy z wyjątkiem Kim Dzong Ila. Dodając do tego masowe wręcz migracje Północnych Koreańczyków przeważnie do Chin w poszukiwaniu chleba obrazują jakieś niepokoje w sterroryzowanym państwie. Nie przypadkowe są głośne, ambitne wielkomocarstwowe opnie wiernych reżimowi, którzy wyłącznie w ten sposób mogą rozładować napięcia będące symptomem pewnych i nieodwracalnych zmian, do których prędzej czy później dojść musi. Efekt tych działań jest taki, że indoktrynowani od dzieciństwa Północni Koreańczycy widząc zagrożenie ojczyzny szczerze i oddanie wypełniają rozkazy Wodza, który odwraca w ten sposób ich uwagę od głodu, zacofania i katastrofalnej sytuacji gospodarczej kraju, który prawie nic nie jest już w stanie wyprodukować.
W obliczu powyższych aspektów, niczym bumerang wraca pytanie niosące zarazem odpowiedz. Czy jako przedstawiciele żyjący w demokratycznym społeczeństwie powinniśmy coś zrobić? Odpowiedz jest tylko jedna – to nasz obowiązek!
Norbert Gałązka

7 KOMENTARZE

  1. Dziwne rzeczy Pan wypisujesz, a kogo obchodzą te miliony Koreańczyków z północy półwyspu? Korę Pólnocną i jej problemem oraz rozwiązaniem tego problemu muszą się zająć państwa bezpośrednio zainteresowane, a nie jakaś Polska czy inne państwo z Południowej Ameryki, Afryki czy tak dalej. Bezpośrednio zainteresowani to Rosja i Chiny, które swego czasu pomogły komuszemu reżimowi i nadal pomagają politycznie, a prawdopodobnie cichutko również inaczej oraz zagrożone Korea Południowa, Japonia i ich sojusznik Stany Zjednoczone. Walnąć bombkę atomówkę w magazyny i zakłady produkcji rakiet i atomów w Korei Północnej i po sprawie. Przecież mają wszystkie zainteresowane strony satelity szpiegowskie i wiedzą gdzie są magazyny i gdzie się produkuje północnokoreańską atomową broń. Jednoczesnie przeprowadzić wspólną inwazję połączonych wojsk: rosyjskich-chińskich-amerykańskich-japońkich-południowkoreańskich(tych najmniej, żeby rodacy mogli sie później dogadać) pod flagą ONZ lub innego jakiegoś międzynarodowego aliansu i tyle. Kto z komunistów przeżyje to darować im życie, przyłączyć do Korei Południowej i niech będzie jeszcze większa konkurencja azjatyckiego tygrysa. Jest to problem nie do rozwiązania przy obecnych układach politycznych i ekonomicznych. Przecież w ten sposób Korea stałaby się jeszcze jedną potęgą w Azji, a to nie jest na rękę ani Rosji, ani Chinom, ani Japonii, może trochę dla Ameryki, lecz nie pod obecnym rządem. Chyba, że przeprowadzić jakąś wewnętrzną poruchawkę i jakąś koreańską odmianę Magdalenki czy innego okrągłego stołu przeprowadzić, tylko jak to zaproponować Kimowi i jak zagwarantować mu życie, podobnie jak Jaruzelowi czy Honekerowi albo Żiwkowi czy innemu Pkoreańskiemu Putinowi. W Azji nie szczypią się jakimiś fanaberiami prawoczłowieczymi i za zbrodnie Koreańczycy wzajemnie pomordowaliby się, a możę to i dobrze, przecież jest na świecie przeludnienie i od któregoś kraju trzeba zacząć je ograniczać.

  2. Zamiast Pańskiego toku rozumowania, że należy walnąć atomem w atom(sic!) pisząc tekst miałem raczej na myśli działania bardziej pokojowe, które zaczną wywoływać swego rodzaju presję na reżim. Jeśli pół świata dałoby dowód tego, że sprzeciwia się Kimowi i poszłyby jakieś zdecydowane czyny, działania, obietnice dla wojskowych, ale i zwykłych obywateli, to możliwe, że coś by drgnęło. Dziś Kim udowodnił, że można z nim jakoś pertraktować i wprowadził ideę z 2000r. w myśl której otwarta zostanie granica dla rozłączonych przed laty rodzin. Oczywiście przy okazji trzeba było wciąż podkreślać, że zaczynające się niebawem manewry morskie USA i Korei Płd. mogą stać się początkiem strasznych rzeczy. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że Kim choć sprawia wrażenie szaleńca wcale tym szaleńcem nie jest…

  3. Proszę przeczytać mój tekst do końca ze zrozumieniem Panie Norbercie Gałązka! Piszę, że w niczyim interesie nie leży rozwiązanie tego problemu. Nawet sposób okrągłostołowy, jak w Polsce czy aksamitnej rewolucji, jak w Czechosłowacji nie jest rozwiązaniem. Dla mocarstw jest dobrze jak jest, zupełnie tak jak za Hitlera i Stalina w latach 1920 – 1939. Politycy nie są dalekowzroczni, zwłaszcza politycy w demokracji, gdzie ich horyzont myślowy obejmuje góra dwie czteroletnie kadencje w sejmie. A ci co widzą ciu dalej nie są dopuszczani do głosu i do decyzji. I tyle. Po prostu sprawa północy koreańskiego półwyspu będzie się ślimaczyć do śmierci Kima i walki różnych frakcji w Komuszej Partyji Koreańskiej, chyba, że komusz odbije i odpali guziczek. I tylko tyle.

  4. Rzeczywiście Antydemokrato masz rację (niestety) z tym, że wszystko rozegra się po śmierci Kima. Dla większości znaczących polityków, którzy myślą podobnie do Ciebie Antydemokrato- Korea Północna nie daje żadnych wymiernych korzyści…brak tam ropy, złota, technologi (poza atomem) itp. Jednak kraj ten pomimo ucieczek wielu tysięcy ludzi wciąż zamieszkuje ponad 20mln osób, które chciałyby pomimo wszystko uwolnić się spod opieki Kima, a wkrótce jego syna…Co do powtórki Magdalenki, o której wspomniałeś, to wcale pomysł nie jest taki głupi…wszak w 2000r. Kim zdecydował się na pewną turę rozmów ze swoim odpowiednikiem z południa. Tak czy owak światowa opinia publiczna powinna w bardziej znaczący sposób zainteresować się sprawą Korei Płn. po to, aby ratować ludzkie życie…

  5. Kochany Panie Norbercie Gałązka! Jest Pan jak czytam, jeszcze bardzo młodym człowiekim i wierzy w takie jakieś mrzonki jak ludzkie życie, wolność jednostki i demokracja w państwie. Cynicznie napiszę, że politycy zajmuja sie tylko i wyłacznie forsą i władzą albo na odwrót, to co im przynosi korzyść. 20 milionów co to jest? Pozwolili Rosji Bolszewickiej i Niemcom Hitlerowskim rozwinąć się i na jeszcze wieksze straty zycia ludzkiego i nic im za to. Własnie politykom światowych i demokratycznych mocarstw.

  6. Wydaje mi się, że w przekonaniach o „forsie” jest dużo racji, ale ktoś musi zrobić „utopijny?” początek i powiedzieć, że kasa to nie wszystko! Nawiasem mówiąc tak się składa, że istnieje jakaś piękna myśl koreańska, bowiem w zdemilitaryzowanej strefie po obu stronach granicy buduje się tory, autostradę i dworzec, który docelowo obsługiwać ma linię Seul- Phenian. Wszystko to robione jest w przekonaniu o zjednoczeniu.

  7. Problem polega na odpowiedzi na złożone pytanko – co lepsze wolność gospodarcza bez wolności politycznej czy lepsza wolność polityczna bez wolności gospodarczej czy brak wolności politycznej wraz z gospodarczą czy absolutna wolność i gospodarcza i polityczna, ze wszystkimi konsekwencjami tych kombinacji, ich wpływu na kulturę, naukę, media, moralność, prawo i religię? Czy ktoś odpowie?

Comments are closed.