Od kilku lat daje się zauważyć dość niezwykły trend. Większość satyryków i kabareciarzy jak ognia unika tematyki działań obecnej ekipy rządzącej. Najwyraźniej nie wytrzymali konkurencji z politykami. Wymiękli, jak mawiają „młodzi, wykształceni” itd. Jedynie nieliczni (np. Jan Pietrzak) trzymają fason.


Z drugiej strony ciężko im się dziwić, skoro pojawiają się pomysły na miarę projektu zmian Konstytucji RP, sygnowanego podpisem aktualnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego. Wpisuje ona na przykład do ustawy zasadniczej UE i zasadę pomocniczości. A gdzie NATO, gdzie ONZ i inne organizacje, do których Polska należy? No i jeszcze zasada pomocniczości, zgodnie z którą Unia (na mocy Traktatu z Maastricht) ma prawo ingerować w sprawy, z którymi państwo członkowskie nie jest sobie w stanie samo poradzić. Na przykład bankrutujący socjal strefy euro. Aż się prosi o zestawienie z nowelizacją Konstytucji PRL z 10 lutego 1976 r., wpisującą „przyjaźń i współpracę z ZSRR” i innymi państwami „obozu socjalistycznego”.
Do kategorii kuriozów należy zaliczyć zapisy o czynnym i biernym prawie wyborczym obywateli polskich w ramach Parlamentu Europejskiego, czy „prawo wychoda” z Unii. Jako że te kwestie regulują traktaty, będące podstawą funkcjonowania UE, a polskie władze nie mają nic do powiedzenia w tej kwestii, powstaje pytanie po co wprowadzać takie zapisy? W sumie równie dobrze można zapisać, że Polski nie obejmują swym działaniem kryzysy gospodarcze.
Plany wprowadzenia Polski do strefy euro, choć jeszcze nie spełniono kryteriów konwergencji, już dziś dalekowzrocznych wizjonerów skłoniły do zmian konstytucyjnych zapisów o NBP, który pozostając centralnym bankiem państwa będzie odtąd należeć do Europejskiego Systemu Banków Centralnych (art. 227, ust. 1). Ciekawe to, skoro artykuł 282 ust. 1 Traktatu o Funkcjonowaniu UE jasno definiuje, że „EBC i krajowe banki centralne tworzą ESBC”. Ani słowa o „należeniu do”, czyli faktycznie własności.
Jest to tym ważniejsze, że zgodnie z zapisami w proponowanej nowelizacji NBP (a więc właściwie ESBC) „zapewnia stabilność cen”. Istna reaktywacja centralnego sterowania, dzięki której społeczna gospodarka rynkowa będzie bardziej „społeczna” niż „rynkowa”. Warto też, skoro już omawiamy planowaną rolę NBP, zwrócić uwagę, że nowelizacja wykreśla z artykułu 203 ust. 1 obecnej Konstytucji (określającego zakres podmiotów kontrolowanych przez NIK) NBP, i wprowadza następujący zapis (art. 227, ust. 2) „NIK kontroluje działalność NBP z punktu widzenia legalności, gospodarności, celowości i rzetelności w zakresie, w jakim nie dotyczy to realizowania zadań i wykonywania kompetencji określonych w Traktatach stanowiących podstawę UE”. Skoro NBP będzie należeć do ESBC, „realizować zadania i wykonywać kompetencje określone w Traktatach”,  to co będzie kontrolować NIK? Unię Europejską? Szukać starych śledzi z minister Piterą? Zwłaszcza, że Prezes NBP po nowelizacji art. 198 ust. 1 nie będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu za „naruszenie Konstytucji lub ustawy, w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania”. Więc jaki sens będą miały owe kontrole NIK – u? Ale to tak na marginesie.
Proponowany w nowelizacji Rozdział Xa Konstytucji RP reguluje członkostwo Polski w UE. I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Otóż artykuł 227b stwierdza, że „RP może przekazać UE kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach” w drodze sejmowych uchwał i ustaw (dalej opis jak to przekazanie ma wyglądać plus moje ulubione zastrzeżenie „ustawą lub referendum”, tak na wypadek gdyby „przypadkowe społeczeństwo” miało akurat inne zdanie niż oświecone elity). Wszystko jest fajnie, dopóki nie zapoznamy się z proponowanym w nowelizacji artykułem 227h ust. 2, który stwierdza, że „Sejm i Senat wykonują kompetencje powierzone parlamentom narodowym w Traktatach stanowiących podstawę UE w zakresach i formach określonych w tych Traktatach”. To w końcu kto komu przekazuje kompetencje, hę? Zwłaszcza, że jak czytamy w uzasadnieniu nowelizacji związanej z wejściem Traktatu z Lizbony, który „przyczynił się do radykalnego umocnienia roli parlamentów narodowych w odniesieniu do spraw UE”. W czym zatem przejawia się to „radykalne umocnienie” – w tym, że parlamentom narodowym UE „powierzyła kompetencje”, czy że mogą je z powrotem przekazać UE?
A może chodzi o to, że od wejścia w życie nowelizacji „Rada Ministrów wnosi do Sejmu projekt ustawy wykonującej prawo UE” (art. 227i ust. 1), czyli pokornie wprowadza na powierzonym odcinku to, co mądrzejsi nakazali? Możliwe też, że chodzi jednak o to, iż zgodnie z art. 227h ust. 1 nowelizacji „Rada Ministrów prowadzi politykę RP w UE”, która przesyła jej zadania do wykonania?
Wszystko to byłoby naprawdę śmieszne, gdyby nie fakt, że to nie żarty. I tylko jedno mnie zastanawia – to zwykły bubel (żeby nie postawić dosadniejszych zarzutów pod adresem autorów), czy działanie z premedytacją?
Michał Nawrocki

Bubel czy premedytacja?

Od kilku lat daje się zauważyć dość niezwykły trend. Większość satyryków i kabareciarzy jak ognia unika tematyki działań obecnej ekipy rządzącej. Najwyraźniej nie wytrzymali konkurencji z politykami. Wymiękli, jak mawiają „młodzi, wykształceni” itd. Jedynie nieliczni (np. Jan Pietrzak) trzymają fason.

Z drugiej strony ciężko im się dziwić, skoro pojawiają się pomysły na miarę projektu zmian Konstytucji RP, sygnowanego podpisem aktualnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego (http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wiadomosci/art,1523,prezydent-zglaszam-pierwsza-inicjatywe-ustawodawcza.html). Wpisuje ona na przykład do ustawy zasadniczej UE i zasadę pomocniczości. A gdzie NATO, gdzie ONZ i inne organizacje, do których Polska należy? No i jeszcze zasada pomocniczości, zgodnie z którą Unia (na mocy Traktatu z Maastricht) ma prawo ingerować w sprawy, z którymi państwo członkowskie nie jest sobie w stanie samo poradzić. Na przykład bankrutujący socjal strefy euro. Aż się prosi o zestawienie z nowelizacją Konstytucji PRL z 10 lutego 1976 r., wpisującą „przyjaźń i współpracę z ZSRR” i innymi państwami „obozu socjalistycznego”.

Do kategorii kuriozów należy zaliczyć zapisy o czynnym i biernym prawie wyborczym obywateli polskich w ramach Parlamentu Europejskiego, czy „prawo wychoda” z Unii. Jako że te kwestie regulują traktaty, będące podstawą funkcjonowania UE, a polskie władze nie mają nic do powiedzenia w tej kwestii, powstaje pytanie po co wprowadzać takie zapisy? W sumie równie dobrze można zapisać, że Polski nie obejmują swym działaniem kryzysy gospodarcze.

Plany wprowadzenia Polski do strefy euro, choć jeszcze nie spełniono kryteriów konwergencji, już dziś dalekowzrocznych wizjonerów skłoniły do zmian konstytucyjnych zapisów o NBP, który pozostając centralnym bankiem państwa będzie odtąd należeć do Europejskiego Systemu Banków Centralnych (art. 227, ust. 1). Ciekawe to, skoro artykuł 282 ust. 1 Traktatu o Funkcjonowaniu UE jasno definiuje, że „EBC i krajowe banki centralne tworzą ESBC”. Ani słowa o „należeniu do”, czyli faktycznie własności.

Jest to tym ważniejsze, że zgodnie z zapisami w proponowanej nowelizacji NBP (a więc właściwie ESBC) „zapewnia stabilność cen”. Istna reaktywacja centralnego sterowania, dzięki której społeczna gospodarka rynkowa będzie bardziej „społeczna” niż „rynkowa”. Warto też, skoro już omawiamy planowaną rolę NBP, zwrócić uwagę, że nowelizacja wykreśla z artykułu 203 ust. 1 obecnej Konstytucji (określającego zakres podmiotów kontrolowanych przez NIK) NBP, i wprowadza następujący zapis (art. 227, ust. 2) „NIK kontroluje działalność NBP z punktu widzenia legalności, gospodarności, celowości i rzetelności w zakresie, w jakim nie dotyczy to realizowania zadań i wykonywania kompetencji określonych w Traktatach stanowiących podstawę UE”. Skoro NBP będzie należeć do ESBC, „realizować zadania i wykonywać kompetencje określone w Traktatach”, to co będzie kontrolować NIK? Unię Europejską? Szukać starych śledzi z minister Piterą? Zwłaszcza, że Prezes NBP po nowelizacji art. 198 ust. 1 nie będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu za „naruszenie Konstytucji lub ustawy, w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania”. Więc jaki sens będą miały owe kontrole NIK – u? Ale to tak na marginesie.

Proponowany w nowelizacji Rozdział Xa Konstytucji RP reguluje członkostwo Polski w UE. I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Otóż artykuł 227b stwierdza, że „RP może przekazać UE kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach” w drodze sejmowych uchwał i ustaw (dalej opis jak to przekazanie ma wyglądać plus moje ulubione zastrzeżenie „ustawą lub referendum”, tak na wypadek gdyby „przypadkowe społeczeństwo” miało akurat inne zdanie niż oświecone elity). Wszystko jest fajnie, dopóki nie zapoznamy się z proponowanym w nowelizacji artykułem 227h ust. 2, który stwierdza, że „Sejm i Senat wykonują kompetencje powierzone parlamentom narodowym w Traktatach stanowiących podstawę UE w zakresach i formach określonych w tych Traktatach”. To w końcu kto komu przekazuje kompetencje, hę? Zwłaszcza, że jak czytamy w uzasadnieniu nowelizacji związanej z wejściem Traktatu z Lizbony, który „przyczynił się do radykalnego umocnienia roli parlamentów narodowych w odniesieniu do spraw UE”. W czym zatem przejawia się to „radykalne umocnienie” – w tym, że parlamentom narodowym UE „powierzyła kompetencje”, czy że mogą je z powrotem przekazać UE?

A może chodzi o to, że od wejścia w życie nowelizacji „Rada Ministrów wnosi do Sejmu projekt ustawy wykonującej prawo UE” (art. 227i ust. 1), czyli pokornie wprowadza na powierzonym odcinku to, co mądrzejsi nakazali? Możliwe też, że chodzi jednak o to, iż zgodnie z art. 227h ust. 1 nowelizacji „Rada Ministrów prowadzi politykę RP w UE”, która przesyła jej zadania do wykonania?

Wszystko to byłoby na prawdę śmieszne, gdyby nie fakt, że to nie żarty. I tylko jedno mnie zastanawia – to zwykły bubel (żeby nie postawić dosadniejszych zarzutów pod adresem autorów), czy działanie z premedytacją?

Michał Nawrocki

2 KOMENTARZE

  1. Jest już po wyborach do samorządów(samych rządów?)i amok kampani wyborczej minął. Czy można już zająć się poważnymi i bardzo podstawowymi sprawami – suwerenność Państwa Polskiego i w związku z tym rozprawą przed Trybunałem Konstytucyjnym o zgodności polskiego prawa czyli Konstytucji z Traktatem Lizbońskim? Pan poseł Antoni Macierewicz nie bardzo się zachował w czasie pierwszego posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego. Zawalił sprawę, przefajnował i zdaje się, że już mamy pozamiatane i będziemy(my już nie!)czekać tak około 123 lat pod zaborem brukselskim na niepodległość własnej ojczyzny. Do dzieła.

  2. Pan Macierewicz zawsze tak kończy. Proszę pokazać choć jedną powierzoną Mu sprawę zakończoną sukcesem. A może wiedział, że lada chwila zostanie zgłoszona nowelizacja Konstytucji i już sprawa zostanie „załatwiona” bez Jego osobistego udziału? Moim zdaniem,trzeba nad tym pomyśleć.

Comments are closed.