Czy możliwy jest świat bez podatków? Zapewne tak, jednak „(…) opodatkowanie, w takiej czy innej formie, było cechą cywilizowanego życia przez 5000 lat lub dłużej i nie wykazuje oznak zaniku”.

Choć powyższa, opinia sformułowana przez Roberta G. Kennedy’ego, nie napawa raczej optymizmem, to jednak stanowi punkt wyjścia do rozważań na temat katolickiego podejścia m.in. do kwestii podatków. „Moim celem jest rozważenie kwestii sprawiedliwości w odniesieniu do opodatkowania przez pryzmat katolickiej tradycji społecznej” – pisze Kennedy w artykule opublikowanym na portalu acton.org. Autor stara się wykazać, czego – w kwestiach społecznych – uczy nas, a czego nie uczy ta tradycja.

Na wstępie Kennedy zauważa, że każdy katolik winien angażować swój rozum, swoje zdolności i energię na rzecz współpracy z innymi ludźmi, winien tak ukierunkowywać swoje działanie, by nie być obojętnym na los swoich bliźnich. Katolik nie może kierować się jedynie egoistycznym dążeniem do pomnażania własnych zysków. Państwo może tu pomóc jako strażnik prawa, który dba o to, by wszyscy ludzie mieli równe szanse, jednak nie może „wyrównywać szans” poprzez kontrolowanie jednostek, poprzez naruszanie autonomii rodziny czy poszczególnych grup społecznych. Już ta powinność państwa powinna stanowić ogranicznik odnośnie wysokości nakładanych podatków.

Zgodnie z katolicką tradycją, jednostki i rodziny mają prawo do posiadania własności. „Bogactwo społeczeństwa jest w dużej mierze zbiorem bogactwa posiadanego prywatnie przez poszczególne osoby i rodziny” – pisze Kennedy. I choć o bogactwie tym nie stanowią zasoby państwa, to państwo rości sobie prawo do czerpania swoich dochodów z części tych majątków. Ludzie mają obowiązek wspierać „dobro wspólne”. Jedną z form takiego wsparcia jest współudział w płaceniu podatków. Katolicka tradycja nie kwestionuje tego obowiązku. Problem jednak w szczegółach…

Jak stwierdza Kennedy, katolicka tradycja społeczna zwraca uwagę na to, że ciężar opodatkowania powinien być „proporcjonalny do zdolności osób i gospodarstw domowych do ich płacenia”. Na pozór mogłoby się wydawać, że zachęca to do progresji podatkowej – że bogaci muszą płacić więcej. Jeśli jednak zważymy na to, że tradycja katolicka kładzie duży nacisk na działalność dobroczynną, skala tego opodatkowania musi uwzględniać ten fakt – ludzie muszą zachowywać przy sobie więcej po to, by móc się dobrowolnie dzielić z bliźnimi. Katolicka tradycja społeczna zwraca również uwagę na to, że to ludzie sami powinni decydować, jakie kompetencje przekazywać władzy publicznej, a sami są w stanie wykonać. Oznacza to automatycznie, że im więcej władzy w rękach społeczności, tym mnie w rękach państwa. To zaś z kolei powinno warunkować skalę opodatkowania. Im tej władzy w rękach państwa mniej, tym podatki powinny być niższe.

A czego katolicka tradycja społeczna nas nie uczy? Na pewno nie tego, że wszystkie problemy ludzi powinny być rozwiązywane przez rząd. Rząd winien pełnić wyłącznie funkcje pomocnicze i wkraczać z interwencją dopiero wówczas, gdy społeczność wolnych ludzi nie radzi sobie z jakimś problemem i o taką interwencję prosi. Kościół przestrzega przed nadmierną ingerencją rządu i zauważa, że ingerencja taka powinna się zakończyć, gdy kryzys, który ją uzasadniał, zostanie zażegnany. Przedłużanie się ingerencji może w ostateczności doprowadzić do trwałego przejęcia przez rząd kompetencji posiadanych dotąd przez społeczeństwo.

„Katolicka tradycja społeczna nie uczy nas, że bogactwo powinno być redystrybuowane przez opodatkowanie” – stwierdza Kennedy i pisze dalej: „Kluczem jest przyjęcie koncepcji powołania. Oznacza to, że każda osoba jest wezwana do wniesienia wkładu w społeczność, aby służyć pewnym celom. Jedną z funkcji Kościoła jest uporczywe przypominanie ludziom o ich obowiązkach wobec społeczeństwa. Wykorzystanie opodatkowania jako napędu do dystrybucji jest jednak zaniedbaniem tego wymiaru. To, że bogaci mają zasoby, to jedno; to, co robią ze swoimi zasobami, to coś zupełnie innego – i naprawdę jest to ważne. Dla Kościoła celem nie jest wyrównywanie bogactwa w społeczeństwie, ale zachęcanie do wykorzystywania tego bogactwa – zazwyczaj z inicjatywy prywatnej – dla dobra wspólnego”.

Nigdzie też nie jest napisane – zdaniem autora acton.org – że potrzeby ubogich mają, w budżetach rządowych, pierwszeństwo przed wszystkimi innymi kwestiami. „Każdy dolar z budżetu państwa, który wydamy na biednych, to dolar nie wydany na edukację, infrastrukturę, policję, zdrowie publiczne lub jakąś inną istotną funkcję. Katolicka tradycja społeczna wymaga od państwa wspierania dobra wspólnego jako całości; nie wymaga od państwa podporządkowania wszystkich sił żadnemu pojedynczemu problemowi – nawet sytuacji osób ubogich” – pisze Kennedy.

„Polityka podatkowa i podatki są nieuniknioną częścią cywilizowanego życia. Tradycja społeczna Kościoła podkreśla obowiązek obywateli, aby wspierali swój rząd, ale także obowiązki władzy publicznej, by mądrze rządziła i szanowała prawa własności osób i rodzin. Celem tego wszystkiego jest budowa dobra wspólnego, która wymaga ostrożności i równowagi. Nie jest to łatwe do osiągnięcia i podtrzymania, ale warto o to walczyć” – stwierdza na koniec autor artykułu na acton.org.

K

Foto.: pixabay.com