Foto. pixabay.com

Covidizm to polityczna religia posiadająca swoje własne rytuały, kapłanów, pseudosakramenty, tabu i koncepcję świeckiego zbawienia.

Jako taka służy ona upowszechnianiu zachowań depersonalizacyjnych, dystansujących od innych (tak fizycznie, jak i psychologicznie), hipochondrycznych i mizantropicznych, nadając im sankcję „rozsądnej profilaktyki zdrowotnej” i „obywatelskiego obowiązku”. Ponadto jest to bezprecedensowy eksperyment psychologiczny testujący to, w jakim stopniu w erze powszechności wirtualnej komunikacji możliwe jest masowe kształtowanie opinii i urabianie trwałych nawyków społecznych przy pomocy wszechobecnego astroturfingu, gaslightingu, clickbaitingu, „gotowania żaby” i kultywowania syndromu sztokholmskiego (zwłaszcza w wydaniu pop-scjentystycznym).

Jako że nie ma tego złego, co by na dobre wyjść nie mogło, warto wykorzystać okres intensywnego krzewienia owej politycznej religii jako wielką i kluczową lekcję z zakresu praktycznej epistemologii, czyli rozpoznawania, kiedy, w jakim stopniu i w jaki sposób rzekomo obiektywne dane medyczne są manipulowane i przefiltrowywane w celu podporządkowania ich opisywanym wyżej celom socjotechnicznym.

Nie jest to zadaniem prostym, gdyż uzyskanie w tym kontekście stosownych umiejętności poznawczych wymaga zdobycia odpowiedniej wiedzy z całego szeregu dyscyplin, żadnej z których – będąc laikiem – nie da się opanować w trybie przyspieszonym na poziomie specjalistycznym. Nie ma jednak innego sposobu na pogłębianie mądrości praktycznej, bez której zawsze będzie się ofiarą adeptów sztuki „ojca kłamstwa”.

Jakub Bożydar-Wiśniewski

Artykuł ukazał się na FB Autora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here