Stanisław Michalkiewicz w artykule Kara śmierci i chrześcijanie trafnie zauważył, że brutalny gwałt na polskiej turystce w Rimini wywołał wiele komentarzy nie tylko na temat „uchodźców”. O. Grzegorz Kramer SJ zareagował bardzo emocjonalnie na słowa ministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który na Twitterze napisał, że okrutni sprawcy powinni być skazani na karę śmierci. Jezuita odpisał: „Kara śmierci to jest zabicie, nie »środek zaradczy«”.

P. Jaki od dawna miał taki pogląd na karę główną i nie zmienił go pod wpływem emocji z powodu dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na włoskiej plaży. W ubiegłym roku przedstawiając sylwetkę młodego polityka Gazeta Wyborcza napisała, że jest obrońcą życia, ale tylko tego konkretnie nienarodzonego i dziwiła się, że w Roku Miłosierdzia opowiada się za karą śmierci dla terrorystów i zbrodniarzy. W Europie nic mnie już nie zdziwi, skoro Unia Europejska zakazała stosowania kary śmierci nawet w czasie wojny.

Argumentu S. Michalkiewicza za karą śmierci przeczytałem już bardzo dawno temu i widzę, że nic się u niego nie zmieniło. Podobnie jest w nauczaniu Kościoła katolickiego. Katechizm Kościoła Katolickiego został wydany w 1992 r., a w 1998 r. zostały wprowadzone poprawki m.in. w części dotyczącej kary śmierci (KKK 2267). Podkreśla się, że może zaistnieć sytuacja, w której odebranie życia przestępcy jest jedynym, ostatecznym środkiem obrony ludzi. Należy jednak dochować starań, aby znaleźć za wszelką cenę inne środki zapobiegawcze. Katechizm dodaje na zakończenie, że konieczność usunięcia winowajcy występuje bardzo rzadko, „a być może już nie zdarza się wcale”.

Pozostawia to pewne pole do interpretacji, ale KKK nigdy nie stwierdził, że kara śmierci jest zabójstwem, o czym na swoim blogu napisał o G. Kramer SJ. Kiedy sięgniemy do książki innego jezuity, o. Tadeusza Ślipko SJ (+2015), który opowiadał się za karą śmierci, to znajdziemy w niej dogłębną etyczną analizę tej kary, jej celowości i dopuszczalności zgodnie z nauczaniem Kościoła (Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia, WAM 2000). Podobny sposób argumentacji znajdujemy u prawnika S. Michalkiewicza. Nie może być inaczej, gdyż Kościół musiałby przyznać, że w przeszłości się mylił, a tego do tej pory nie uczynił. Papieże, począwszy od św. Jana Pawła II, w swoim nauczaniu zwyczajnym nawołują, aby nie korzystać z kary główniej, ale to jednocześnie nie zaprzecza temu, co jest zawarte w KKK.

Roger Scruton, brytyjski filozof i autor m.in. książki Intelektualiści nowej lewicy, uważa, że ilekroć zezwalamy, by przestępstwo nie zostało właściwie ukarane, to stajemy po stronie zła. Są różne morderstwa. W niektórych przypadkach możemy okazać miłosierdzie, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie mówi, że Hitler nie zasługiwałby na karę śmierci, gdyby sam sobie nie odebrał życia. W swoim rozumowaniu za stosowaniem kary głównej angielski filozof twierdzi, że to sam zabójca ściąga na siebie karę, ponieważ kiedy mordował, to znał prawo. Wymierzana mu kara jest więc jego decyzją. Nie jest morderstwem, gdyż to on jest mordercą. To nie społeczeństwo, ale on sam jest autorem swojej śmierci. R. Sruton dodaje, że naszym obowiązkiem jest być pewnym ponad wszelką wątpliwość o jego winie i pozwolić mu umrzeć z godnością. Angielski pisarz należy do nielicznych filozofów europejskich, którzy widzą jeszcze różnicę między morderstwem, a wykonaniem za nie kary i na karę patrzą w perspektywie sprawiedliwości. 

Przy okazji dyskusji nad słowami wiceministra sprawiedliwości widzę, że sprawdzają się słowa Antoniego Gramsci’ego (+1937), włoskiego marksisty, który w swojej książce Listy z więzienia zasugerował, że na nowy proletariat będą się składać również kryminaliści. Emocje nie są nigdy dobrym doradcą i szkoda, że o karze śmierci rozmawiamy najczęściej przy okazji takich dramatycznych wydarzeń jak to we Włoszech. Odnoszę ostatnio wrażenie, że robimy to coraz częściej…

O. Jacek Gniadek

O. Jacek Gniadek SVD test misjonarzem werbistą i doktorem teologii moralnej (ur. 1963). Pracował przez wiele na misjach w Afryce (Kongo, Botswana, Liberia i Zambia). Mieszka w Warszawie (Fundacja Ośrodek Migranta Fu Shenfu, Stowarzyszenie Sinicum im. Michała Boyma). Tekst pochodzi ze strony jacekgniadek.com.

1 KOMENTARZ

  1. Dekalog rozróżnia (choć już kościół nie) pojęcia zabić i zamordować. Dekalog mówi nie morduj, a nie nie zabijaj – jak tego naucza KK. Zatem mamy prawo zabić w obronie własnej jeżeli ktoś następuje na nasze życie. Morderca następuje/nastąpił na ludzkie życie więc zostaje zabity zgodnie z prawem bożym/ prawem uniwersalnym: co zasiejesz, to zbierzesz. Powstrzymanie się od obrony i niezabicie oprawcy w sytuacji gdy nastaje na nasze życie, jest samobójstwem, co jest sprzeczne z prawem bożym. Podsumowując z punktu widzenia prawa bożego człowiek ma obowiązek się bronić i może zabić, by chronić swoje życie. Jeżeli tego nie robi, to tak jakby popełniał samobójstwo.

Comments are closed.