No i proszę, tak się człowiek przyzwyczaił do wytykania absurdalnych pomysłów polityków, że jak trzeba napisać coś pozytywnego, pochwalić, że mądrze wymyślili – to nie wiadomo jak zacząć. A napisać trzeba, bo jest o czym. I to nie jeden pomysł, ale od razu dwa!

Oto Minister Pracy i Polityki Socjalnej Jolanta Fedak zaproponowała, by uczestnictwo w OFE było… dobrowolne. Co ciekawe mieli ją w tym poprzeć związkowcy z OPZZ.
Jakże pięknie brzmią dla katowanych codziennie socjalistyczną propagandą równości i sprawiedliwości społecznej uszu słowa Pani Minister: „Tylko indywidualna decyzja obywatela w gospodarce wolnorynkowej wymusi efektywność na funduszach. Co do tego, że są inne metody, niestety już złudzeń nie mam. Prosiłam towarzystwa (OFE – PAP) o obniżenie opłat, nie odniosło to rezultatu. Uważam, więc, że przynajmniej w sferze tego kapitałowego inwestowania trzeba koniecznie zastosować mechanizmy wolnego rynku”. I choć Jolanta Fedak nie odważyła się powiedzieć wprost, że ustawowy obowiązek inwestowania w „prywatne” fundusze to, delikatnie mówiąc, nieporozumienie, ale i tak należą się jej brawa za odwagę. Tym bardziej, że między wierszami powiedziała, iż w Polsce mechanizmy wolnego rynku nie funkcjonują. Trochę szkoda, że konieczność ich zastosowania widzi tylko w sferze kapitałowego inwestowania, ale niech tam – na początek dobre i to. I choć trudno mieć złudzenia, że pomysł zostanie wcielony w życie, warto zwrócić uwagę na wyłom w lewackiej propagandzie, jaki właśnie został uczyniony – okazuje się, że mechanizmy wolnego rynku są lepsze od państwowych regulacji. I nawet politycy wiedzą o tym.
Drugi kapitalny pomysł zawdzięczamy Ministerstwu Spraw Zagranicznych pod światłym przewodem Radosława Sikorskiego. No, gwoli ścisłości trzeba powiedzieć, że sam pomysł w zasadzie to zawdzięczamy Komitetowi do spraw Europejskich i jego „Wytycznym dotyczącym polityki komunikacyjnej polskiej Prezydencji w Radzie UE w 2011 roku”, ale jak polskie MSZ wspaniale wyczuło klimat.
Otóż w przywołanym dokumencie, regulującym kwestie polskiej prezydencji w Radzie UE, znalazły się zapisy o należnych upominkach i prezentach, które będą wręczane uczestnikom podczas spotkań organizowanych przez Polskę. Cóż, kryzys kryzysem, ale suweniry się należą. Zresztą mniejsza z tym, ważniejsze bowiem jest, że owymi prezentami, wybranymi przez nasze MSZ będzie 6200 drewnianych, ręcznie malowanych bączków. Jak czytamy w uzasadnieniu, wręczane przy różnych okazjach bączki mają ważkie zadanie – „niosą sobą przekaz Prezydencji i jednocześnie przyczyniają się do promocji Polski”.
Zanim zaczniemy dyskusję o kosztach i absurdalności pomysłu, trzeba jednoznacznie powiedzieć, że urzędnicy MSZ wybrali najlepszy z możliwych symboli „przekazu Prezydencji” i promocji Polski, a zwłaszcza jej polityki i polityków. Bo czyż może być lepszy symbol polskiej polityki, niż kojarzący się z beztroską, kręceniem na potęgę i puszczaniem bączków?
Michał Nawrocki

3 KOMENTARZE

  1. Jaki jest kolejny etap wcielenia po paranoji? Bo wlasnie zblizamy sie do tej ostatniej. Ale co po niej?

  2. Koncepcja gospodarcza PiS mia a…Dyskusja o programie gospodarczym toczy a si na marginesie…dostrzegaj w tych pomys ach refleks koncepcji…te i o wzrost gospodarczy. …Andrzej Lepper specjalizowa si w pomys ach gospodarczych sprzecznych z konstytucj prawem…Andrzej Lepper specjalizowa si w pomys ach gospodarczych sprzecznych z konstytucj prawem…oczywi cie chwalebny – wsparcie rozwoju gospodarczego kraju.

Comments are closed.