Wszystkie argumenty na rzecz wolnego rynku można podzielić na dwie grupy – pierwsza to argumenty ekonomiczne, te mają zwykle charakter teoretyczny (patrz np. artykuły p. Mateusza Machaja), drugą grupę stanowią argumenty etyczne (czy szerzej filozoficzne) – te są natury ogólniejszej (pomiędzy tezami ogólnymi a teoretycznymi zachodzi taka różnica jak – odpowiednio – pomiędzy prakseologią Tadeusza Kotarbińskiego, a prakseologią w ujęciu Ludwiga von Misesa). W tym eseju skupię się na tych drugich.
Nie ma we wszechświecie takiej siły, która potrafiłaby uzasadnić życie kosztem drugiego człowieka, który nic nam nie zawinił. Nie ma takich idei, które potrafiłby uzasadnić niewolnictwo – a czymże jest państwo rządzone przez ekspertów ekologicznych ?
Stąd, analizując artykuł Pani Patrycji Szyszko Od państwowych lasów wara! czytamy:
„Jako ekonomistka wiem, iż w naukach ekonomicznych eksperymenty nie są możliwe”
Moim zdaniem eksperymenty w ekonomii są możliwe i to zarówno po stronie czystej teorii (ekonomia eksperymentalna, teoria gier itd.) jak i działania – przykład Chile i Milton Fiedman lub izraelski Kibuc (czymże to jest jak nie eksperymentem ?)
„W przyrodzie owszem są”
Tutaj z kolei eksperymenty właśnie nie są możliwe (oczywiście na myśli mam samą naturę – czy natura eksperymentuje?). Natomiast z analizy dalszej treści artykułu wynika, że chodzi Autorce właśnie o eksperymenty ekonomiczne (polegające na operowaniu własnością). W tym miejscu należy zrozumieć, że gdy stwierdzam: prywatne działa lepiej – to oczywiście nie zawieram w tym równoważniku zdania sposobu, w jaki należy przeprowadzić prywatyzację. W latach 90-tych w Polsce też wiele się prywatyzowało (efekty są fatalne…), ale po pierwsze, (o czym pisałem) licytacja to zła metoda (co nie oznacza, że prywatyzowano w Polsce w ten sposób). Właściwa metoda to rozparcelować las (nie należy tego procesu mylić z ogradzaniem !), obdzielając fragmentami osoby bezpośrednio z lasem związane – mieszkańców (czyli leśników) oraz sąsiadów, w dalszej kolejności innych obywateli Rzeczpospolitej (mieszkańców miast), prawdopodobnie duża cześć lasów zostanie bez właściciela (wolny rynek tworzy tak wiele możliwości, że nie każdy z miejsca porzuci wszystko by czerpać zyski z lasu, czy żyć na łonie przyrody – pamiętać należy, że w Polsce większa część populacji żyje w miastach) – te obszary będą mogli dołączyć do swoich leśnicy, lub jeżeli tylko będą chcieli zaopiekują się nimi miłośnicy ekologii (jak Pani Szyszko). W takiej sytuacji, jeżeli w danej miejscowości społeczność ogołoci las (tak było np. w Anglii w czasie Rewolucji Przemysłowej – tylko, że wtedy wycinały kartele przemysłowe – co na wolnym rynku nie będzie miało miejsca (zobacz: Review of Austrian Economics, T. DiLorenzo, The Myth of Natural Monopoly, http://www.mises.org/journals/rae/pdf/rae9_2_3.pdf ) to zyska jednorazowo, ale w procesie długofalowym jednak straci. Sąsiednie miejscowości (lub pojedyncze jednostki) wyciągnął z tego odpowiednie wnioski. Zresztą dobrze obrazuje to zjawisko katalaksji – nie żadne mityczne siły wprowadzają rynek w równowagę, tylko konkretne działania ludzi tak się dopasowują do siebie, że rynek – ogół działających jednostek (nie żadna „wolna ręka”) w pokojowy sposób zaczyna współpracować ze sobą. Niszczenie zasobów, destrukcja, wojna – te rzeczy i wolny rynek z natury wykluczają się (zobacz np. E. Burke – A Vindication of the Natural Society). Rzecz w tym nie żeby prywatyzować, ale robić to mądrze.
„Dziś w Europie Zachodniej nie ma już lasów naturalnych”.
Ale czy Europie Zach. (wliczając w to nawet ordoliberalizm) – istniał w XX wieku wolny rynek ? (o ile pamiętam to na przełomie wieków w Austrii Eugeniusz von Boehm Bawerk jako minister finansów wprowadzał standard złota – jednak były to chyba ostatnie tchnienia i historycznie jeszcze XIX wiek)
„Autor tego artykułu nie tylko nie ma szacunku do własności prywatnej, ale popełnia błąd logiczny za błędem. Cytuję: „Poza tym decentralizacja daje gwarancję, że lasy nie zostaną wykupione przez jednego właściciela (choćby z tego powodu, że – [tu autor jest łaskaw mnie zacytować] >>Las jest źródłem dochodów także lokalnej społeczności (grzyby, jagody), pozwala utrzymać się wielu rodzinom na wsi<<), a także z tego powodu, że łatwiej kupić jest ziemię w jednym kawałku, niż od kilkuset właścicieli. Jeżeli chodzi o dewastację lasu, to także w rękach prywatnych będzie on bezpieczniejszy – bo kto, na co dzień niszczy swoją własność !!?.” – Jaka to może być własność skoro każdy może sobie wejść i nazbierać grzybów ile wola ???? Czy Autor wtargnąłby w czyjś zagon kapusty i wyrwał sobie kilka?”
Język ludzki nie jest precyzyjny i odpowiada za większość nieporozumień niż się powszechnie sądzi (obecnie w filozofii – filozofia języka jest polem intensywnych badań). Jednak, gdy pisałem powyższe słowa, podobnie jak teraz, gdy czytam je kolejny raz, nie wydaje mi się, aby powyższy fragment zawierał jakieś sprzeczne ze sobą tezy. Jeżeli coś jest czyjąś własnością, to nie oznacza, że nikt inny nie może z danej rzeczy korzystać (eksploatować jej). Jeżeli posiadam drogę polną to automatycznie nie oznacza, że nikt inny nie może nią jeździć. Z faktu posiadania własności wynika jedynie, że mogę zgłaszać takie roszczenia (ale czy to się opłaci i czy będzie możliwe to już inna sprawa). Należy zrozumieć, co jest moralne – moralna jest współpraca i dobrowolna wymiana – niemoralny jest przymus.
„Pan Przemysław Zonik nie wie, że las to nie tylko drewno. Żyją tu również zwierzęta, które niewiele sobie robią z „perswazji”. Jak zdaniem Autora, będą żyły bobry i wilki, kto będzie za nie płacił?”
W zamierzchłej przeszłości lasy w Rzeczpospolitej chronione były przez Królów, jednak pomimo zakazu polowania na Tury, wybito doszczętnie ten gatunek. Dlaczego ? Przecież był zakaz ? – Otóż gdyby las był prywatny istniałoby większe prawdopodobieństwo, że Tur przeżyje (nie twierdzę wcale, że na 100 % ten gatunek przetrwałby) wiąże się to właśnie z tym, że tylko nieliczni niszczą własność.
„Ciekawam jak by Pan autor wytłumaczył bobrowi, żeby nie wchodził mu w szkodę, lub dzikowi by nie buszował w zagonie ziemniaków, czy wilkowi, by nie pustoszył stada owiec. Czy prywatny właściciel nie wystrzela tych „prawowitych właściciel” lasu, by nie płacić odszkodowań rolnikom?”
W swojej polemice zarzucała mi Pani, że kieruję się informacjami publicystycznymi. A przecież to właśnie telewizja twierdzi, że istnieje jakieś (konkretnie nazywa się to pozytywizm prawny) prawo, według, którego słusznym jest, że tzw. Państwo Polskie wypłaca rolnikom, którzy ponieśli szkody, pewne kwoty pieniędzy odebrane siłą innym, w tym mnie, Pani oraz naszym Czytelnikom. Na wolnym rynku działają tak zwane umowy dwustronne i one regulowałyby zilustrowaną przez Panią sytuację.
„Ale od lasów państwowych WARA”.
Las państwowy jest niemoralny, bo niemoralna jest sama instytucja państwa (lub przynajmniej jego większa część, załóżmy, że państwo minimum można zaakceptować). Jeżeli Pani twierdzi, że działania ludzi muszą być nadzorowane przez innych ludzi, to tak jakby tych pierwszych utożsamiała Pani z bydłem, a drugich z pasterzami. Dlaczego pragnie niewolić Pani ludzi w imię swojego ekologicznego bożka ? (Pewnie dodatkowo wierzy Pani jeszcze w efekt cieplarniany – nieprawdaż ?)
„Przepraszam bardzo, ale jeśli ktoś chce inwestować w las, no to chyba po to, by czerpać z niego zyski. A jak inaczej będzie je generował???”
Zysk tak jak wartość jest czymś subiektywnym – może nim być obcowanie na łonie przyrody, wspominane zbieranie jagód, grzybów czy suchych gałęzi na opał jak i wyrąb (najlepiej gdy częściowo się wycina a częściowo obsadza – w perspektywie długo falowej ma to największy sens, oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wycięcie 100 letniego drzewa i posadzenie na jego miejsce 100 innych nie wyrówna straty w sensie ekologicznym – jednak znaczenie tego jest drugorzędne w stosunku do etyki i prawa naturalnego). Nie ma, co liczyć, że jak ludzie dostaną lasy, to zaraz się rzucą żeby je wycinać. Na wolnym rynku jest wiele innych możliwości zarobku. W Pani eseju wspomnia Pani, że las pełni wiele funkcji – jeżeli tak jest (w tej materii ufam w to – większość ludzi nie jest idiotami i zastosuje się do porad eksperta – musi tylko Pani im w tym pomóc, ale priorytetowe jest wprowadzenie rynku.
„Las pełni także wiele funkcji społecznych. Z natury rzeczy lasy prywatne nie mogą pełnić ww. funkcji. Polskie lasy to narodowy majątek”.
A właśnie – powinna Pani poczytać encykliki Leona XIII lub przynajmniej pracę Piotra Kropotkina Mutal Aid the Factor of Evolution. Istnieje pewna idea zw. kooperatyzmem, która z powodzeniem działała i będzie działać na wolnym rynku. Część tez zaprezentowana przez Panią, syci się mitami przedstawionymi przez Marksa – kapitalizm w jego ujęciu to system, w którym wszyscy gonią za zyskiem, człowiek jest traktowany jedynie jak środek do celu. Trzeba jasno powiedzieć – TAK NIE JEST – wolny rynek to przede wszystkim wartość etyczna, gdzie każdy może żyć w taki sposób, jaki uzna za stosowny, dopóki nie wyrządza innym osobom krzywdy. Jeżeli niszczenie lasów (szerzej: przyrody) jest wyrzadzaniem krzywdy innym, to stosunki między ludźmi muszą ułożyć się w sposób najwłaściwszy – ludzie nie chcą wojny pragnął żyć w pokoju.
Na temat wykładu z ekologii, nie będę się wypowiadał, gdyż już to zrobiłem (patrz mój artykuł: Rynek kontra ekologia )
„A tak na marginesie, to „w łapę” może Pan Zonik dać urzędnikowi w gminie, (którego notabene sam sobie wybiera). Przecież urzędnik swoją funkcję pełni z woli wyborców (bezpośrednio lub pośrednio). Na całe szczęście w Lasach Państwowych nie decyduje lud (nie ma tu miejsca na demokrację). W tym miejscu zacytuję wielkiego polskiego uczonego: „Przyroda nie znosi Demokracji”.”
Z natury tam gdzie istnieją rządy biurokracji (pewna biurokracja jest niezbędna nawet w państwie minimum – jednak wtedy nie mówimy o jej rządach) musi istnieć korupcja. I nie ważne czy jest to gmina czy las.
Każdy ustrój autorytarny jest zły, w tym także demokracja.
„Znów na marginesie, nie przypominam sobie by Mises, czy Hayek mówili coś o wprowadzeniu zasad wolnego rynku do świata przyrody. Tu nie rządzą prawa rynku, tylko prawa przyrody”.
Proszę przeczytać dokładnie Rynek kontra Ekologia – myli Pani pole działania Ekonomii z Ekologią. Być może nie mówili – ale czy twierdzili, że lasy powinny być w jakiejkolwiek mierze własnością państwa ? Ludwig von Mises był klasycznym liberalem i zwolennikiem państwa minimum (z bardzo niskich podatków utrzymujemy jedynie armię i policję). Natomiast zespół poglądów Hayek jest momentami dość niespójny, dlatego trudno wskazać, co dokładnie twierdził w tej mierze, ale z pewnością nie napisał nigdzie, że lasy powinny być we władaniu państwa w 30 %. Główna myśl wolnego rynku jest taka, że ludzie działając swobodnie nie wyrządzą sobie krzywdy.
O demokracji po raz ostatni.
Dwukrotnie określiła mnie Pani jako demokratę. Demokracja to rządy ludu – ja jestem zwolennikiem libertarianizmu – czyli rządów jednostki. Natomiast Pani jest zwolenniczką rządów określonej grupy „ekspertów” – czyli zwolenniczką oligarchii. Radzę natychmiast przeczytać Politykę Arytotelesa (świetna ksiażka !).
„Stan środowiska naturalnego jest skorelowany ze stanem gospodarki. Im bardziej rozwinięta gospodarka, tym bardziej odkształcone środowisko naturalne”.
Co Pani rozumie przez pojęcie rozwiniętej gospodarki ? Wolny rynek to decentralizacja, wielki przemysł to socjalizm.
„Na zakończenie radzę Panu zrobić to samo co ja. Kupić sobie las”
Proszę Pani, ależ ja posiadam ziemię, na której rośnie las. I mimo Pani gróźb gdybym to ja spotkał Panią w moim lesie, chętnie oprowadziłbym Panią po nim, a nawet moglibyśmy po podglądać wspólnie Czarne Bociany (!), które obozują u mnie, co roku.
Żeby jednak nie przesłodzić to:
„Tym samym udowodniłam, że mam większy szacunek dla własności niż Szanowny Pan Autor”.
…tak właśnie popierając oligarchię i kradzież moich i Czytelników pieniędzy na utrzymanie państwa…
Przemysław Zonik
(17 maja 2004)