Rozmnażanie płciowe to jedna z największych zagadek ewolucji. Wieloletnie próby poczynione przez biologów aby wyjaśnić fenomen płciowości potwierdzają jedynie to, że w tej kwestii istnieje zbyt wiele niejasności i pytań na które być może nigdy nie poznamy odpowiedzi[1] To, kiedy i w jakich okolicznościach pojawiło się rozmnażanie płciowe pozostanie raczej poza zasięgiem ludzkiej wiedzy, przynajmniej na chwilę obecną.


Wszelkie zatem dalsze rozważania na obecnym etapie naszej wiedzy streszczają się jedynie do sfery czystej spekulacji.  Najbardziej zaskakujący jest fakt, że proporcje płci są względnie stałe. Istnieją naturalne mechanizmy biologiczne, które kontrolują liczebności populacji i utrzymują ją w ryzach rozrodczych.

Człowiek jako jedyny gatunek na tej planecie, za sprawą swego intelektu, rozumu i ogólnego rozwoju, jest w stanie wpływać na pewne zdeterminowane przez naturę mechanizmy. Ostatnimi czasy możemy zaobserwować niepokojące tendencje zmierzające do ingerencji w ten prosty i naturalny mechanizm jakim jest rozmnażanie płciowe.

W krajach takich jak Chiny, Indie czy Albania otwarcie preferuje się jedną płeć na niekorzyść drugiej. W krajach tych obserwowany jest proces preferowania potomków płci męskiej, który czyni dzieci płci żeńskiej mniej pożądanymi. Wg danych ONZ w Albanii na 100 urodzonych dziewczynek rodzi się ok. 110 chłopców. Podobne dane można zaobserwować w pozostałych wspomnianych krajach oskarżanych o niecny proceder selekcji płci. Taki rezultat prowadzi do wniosku, że w krajach, w których występuje nadpodaż chłopców pozycja kobiety jest bardzo nikła. W społecznościach zdominowanych selekcyjnie przez mężczyzn kobiety w zasadzie nie mają żadnych praw. Ich rola streszcza się jedynie do bycia klaczą rozpłodową i dosłownie własnością swojego mężczyzny.

Jedyną instytucją, która podjęła realne kroki zmierzające do walki z tego typu polityką prokreacyjną jest Kościół katolicki, który nagłaśniał sprawy tego rodzaju do tego stopnia, że problemem zajął się ONZ. Ostry sprzeciw Kościoła nie wynika z samej bynajmniej dyskryminacji kobiet, to przede wszystkim walka o zachowanie naturalnych mechanizmów biologicznych, które kontrolują proporcje płci, a w które człowiek chce całkiem bezmyślnie ingerować.  

Na początek żeby zrozumieć z jak poważnym problemem mamy do czynienia wyjaśnijmy kilka podstawowych rzeczy. Zgodnie z rozumowaniem genetyki populacyjnej (głównie za sprawą genetyka i statystyka Ronalda Fishera) w biologii wszystkie osobniki rozmnażające się płciowo mają dokładnie jedną matkę i jednego ojca. Czemu służy seks? Konsekwencją tzw. fuzji płciowej jest przekazanie w jednej komórce materiału genetycznego pochodzącego od dwóch przodków. Nick Lane przyrównuje go do tasowania talii kart. Uczestnicy gry otrzymują nowy zestaw genów, nieistniejących wcześniej kombinacji.[2]

Rzecz jasna seks nie wprowadza do populacji nowego materiału genetycznego, on po prostu miesza te, które są już obecne. Całkowity sukces reprodukcyjny mierzony w przyszłych potomkach musi być więc taki sam dla wszystkich żyjących samców i samic. Problem nie jest jednak tak prosty jak zdawać by się mogło, bo ogólna liczba potomstwa przypadająca na populację jest dzielona nierówno a sukces reprodukcyjny dzielony jest na dwie połówki – męską i żeńską. Proporcja w ramach sukcesu rozrodczego wynika więc z obu płci.

Dlaczego zatem w warunkach naturalnych sytuacja nie rozjeżdża się, tzn. nie zmienia się drastycznie na korzyść jednej z płci? Sprawa jest dość prosta – przeciętny przedstawiciel płci będącej w mniejszości będzie cieszył się zdecydowanie większym sukcesem rozrodczym aniżeli przedstawiciel płci dominującej liczebnie. W sytuacji kiedy stosunek płci wynosi 1:1 obie płci mają równe szanse na sukces. Punkt optymalny płci pojawia się wtedy kiedy preferowany potomek np. płci męskiej znajduje się w mniejszości.

Rozumowanie Fishera nie wyczerpuje jednak całego zagadnienia, do układanki trzeba dodać coś jeszcze. Jeśli dobór naturalny nie reguluje bezpośrednio proporcji płci to co? Odpowiedzią Fishera był stopień rodzicielskiego poświęcenia. Owo rodzicielskie poświęcenie oznacza nakład jaki rodzice gotowi są poświęcić na wychowanie potomstwa jednej bądź drugiej płci, tym nakładem może być np. zdobycie pokarmu, pomoc finansowa itd. Pytanie zatem jakie się pojawia brzmi następująco: czy lepiej mieć potomka płci żeńskiej czy męskiej?  Ekonomia podpowiada nam, że w sytuacji wyboru najlepiej opowiedzieć się za płcią, która znajduje się w mniejszości w danej populacji.  

Jak się wówczas szacuje istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przypadnie jej wówczas większy udział w liczbie potomstwa danej populacji.  W krajach takich jak wspomniane już Indie wybór płci kierowany jest restrykcyjną polityką kastową, która ukierunkowuje schemat reprodukcji na określone tory. Biolodzy zauważyli, że jeśli proporcje płci wykazują stosunek 1:1 wówczas wybór lub też preferowanie określonej płci nie ma sensu dla sukcesu mierzonego we wnukach[3]. Taki stosunek, zgodnie z tym co proponował John Maynard Smith, określa się mianem  ESS tj. ewolucyjnie stabilnego [4].

W rezultacie jeżeli nie ma przewagi którejkolwiek z płci to nie ma wartości optimum. Sytuacja ulega zmianie kiedy jedna płeć wykazuje większą śmiertelność od drugiej, wówczas pytanie, które zadaliśmy wcześniej o to czy lepiej mieć syna czy córkę należy zastąpić pytaniem – czy lepiej mieć syna czy DWIE córki. Jeżeli poświęcony czas na odchowanie syna wystarczy aby odchować dwie córki w takiej sytuacji strategia ESS zaproponowana prze Maynarda Smitha oznaczałaby stosunek 1:2  niemniej jednak jeśli do owej proporcji dodamy miarę rodzicielskiego poświęcenia wówczas proporcja wraca do stosunku 1:1. Jeżeli zatem męskie potomstwo umiera częściej taka strategia zdaje się być pożądana aby uzyskać równowagę.

Samo rozmnażanie płciowe jest jedną z największych zagadek biologicznych, na chwilę obecną jedynym satysfakcjonującym wyjaśnieniem na jego pojawienie się jest fakt, że osobniki rozmnażające się płciowo zdecydowanie szybciej przystosowują się do zmieniających się warunków aniżeli osobniki rozmnażające się bezpłciowo. Rezultatem płciowości jest rekombinacja genetyczna a więc sposób na naprawę uszkodzonych kwasów nukleinowych. Jeżeli jest tak jak sugerował genetyk Ronald Fisher czyli, że seks umożliwia szybki przekaz nowych mutacji do nowych osobników tylko po to aby dobór naturalny mógł przetestować ich potencjalny zysk to z kolei oznacza, że za sprawą płciowości owe mutacje mogą rozprzestrzenić się w populacji przyspieszając ewolucję i powodując lepsze przystosowanie organizmów do życia [5].

populacja

Powyższy schemat przedstawia ewolucję w populacjach płciowych i bezpłciowych. Po raz pierwszy opisał je genetyk Hermann Muller. A, B i C są określeniem korzystnych mutacji, które gdy zestawimy do poszczególnych procesów rozmnażania otrzymamy inne korzyści. U osobników rozmnażających się płciowo owe mutacje mogą spotkać się razem bardzo szybko, w przypadku osobników bezpłciowych do takiego spotkania nie dojdzie. Innymi słowy dwie korzystne mutacje np. A i B, występujące u różnych osobników rozmnażających się płciowo zostają przekazane jednemu osobnikowi-potomkowi. John Maynard Smith aby wyjaśnić ten mechanizm posłużył się analogią konstruowania samochodu, różne części do jednego modelu.[6]

Z powyższego schematu wynika również, że rozmnażanie płciowe może również eliminować mutacje szkodliwe. W przypadku populacji bezpłciowej owa eliminacja jest trudna do uzyskania. W niewielkiej populacji – jak sugeruje Nick Lane – nie ma ucieczki przed tzw. nagłym spadkiem dostosowania.[7]

Jeżeli w populacji nie dojdzie do mutacji powrotnej spadek dostosowania całej populacji będzie nieunikniony czego konsekwencją będzie degeneracja materiału genetycznego i ostateczne wymarcie całej populacji. Proces ten nazywa się zapadką Mullera i jest on w pełni uzależniony od prawdopodobieństwa i rozmiaru populacji.

Płciowość oczywiście rozwiązuje ten problem ponieważ potrafi odtworzyć genotyp bez powielania błędów. Ewolucjoniści uważają więc, że seks jest niczym mechanik samochodowy, który z dwóch uszkodzonych aut potrafi skonstruować jeden nowy, całkiem dobry.

Wracając jednak do równowagi liczbowej. U ssaków liczbowy stosunek płciowy zdeterminowany jest przez chromosomy płciowe, czyli ma uwarunkowanie genetyczne. W przypadku kiedy dokonuje się selekcji płci na zasadzie eugenicznej albo uwarunkowanej kulturowo, może dojść do zachwiania tej naturalnej równowagi. Dzięki Fisherowi poznaliśmy już odpowiedź na pytanie czy lepiej mieć syna czy dwie córki. Darwinowski dobór naturalny utrzymuje w ryzach nie liczbę rodzących się osobników danej płci a koszt rodzicielski ponoszony przy wychowaniu.

W Indiach gdzie imperatyw genetyczny zostaje naruszony przez tradycję kulturową wspieraną jeszcze dodatkowo przez państwowy establishment musi oznaczać poważne konsekwencje społeczne. Nawet tak skrajni ateiści jak Richard Dawkins przyznają, że obawiają się konsekwencji takich politycznych rozwiązań, za sprawą których jedna płeć spychana jest na margines niechęci rodzicielskiej [8].

Kościół katolicki słusznie protestuje. Czyżby biskupi i duchowni kościoła zdawali sobie lepiej sprawę z tego faktu niż politycy? To oczywiste, że naturalne mechanizmy biologiczne bardzo szybko mogą doprowadzić do należytej równowagi. Jedynie pośrednia kontrola darwinowskiego doboru naturalnego może przywrócić constans, ale i ona na niewiele się zda jeśli proporcja będzie regulowana np. ustawowo przez organy administracyjne, państwowe czy rządowe.  Oczywiście żadne z państw (poza jakimiś nieludzkimi postulatami Talibów) nie przyznaje się otwarcie do propagowania tego rodzaju wybiórczej selekcji płci.

Niemniej jednak praktyka urzędowania i pewne administracyjne przyzwolenie na wybiórczą aborcję zdają się być dostrzegalne. Taka polityka doprowadziła do sytuacji, że jak podają eksperci w Azji na 100 dziewczynek przypada 130 chłopców, w skali kontynentalnej brak kobiet szacuje się tam na ok. 120 milionów. Rzeczywiście skala zjawiska może być porażająca, może ona wynikać również z samego traktowania kobiet w tych krajach. Pozycja kobiety streszcza się tam do bycia zwyczajnym towarem przetargowym w rodzinnych klanach.

Jeżeli zatem diagnostyka prenatalna warunkuje lub też umożliwia wybiórczą aborcję to rzeczywiście problem wymaga głębszej refleksji. Widać też dobitnie, że sam zakaz aborcyjny nie rozwiązuje problemu bo zwyczajnie nie działa, w większości tych państw aborcja ze względu na płeć jest przecież surowo karana.

Jeżeli rzeczywiście mamy do czynienia z selekcją płci i wybiórczą aborcją to są one rezultatem niekorzystnych regulacji państwowych i nieefektywnych rozwiązań po stronie administracyjnej, która tylko z pozoru stara się penalizować to zjawisko. Naprawić sytuację może jedynie deregulacja tzn. zniesienie kontroli urodzeń jaką prowadzi się podczas diagnostyki ciążowej. Tutaj odniesienie do Chin zdaje się być nieuniknione. Rozjechane proporcje są do zrównoważenia, zrobi to pośrednio dobór naturalny, ale trzeba pozwolić mu działać. W chwili obecnej tendencja rzeczywiście jest niepokojąca, nie należy jednak uprzedzać faktów. Czas przecież pokaże jak rozwinie się sytuacja i jak rozwinie się owa eugenika pośrednio stosowana przez wymienione powyżej kraje.

Karol Mazur

Literatura:
[1] N. Lane, Największe wynalazki ewolucji, Prószyński i s-ka, s. 154-186.
[2] Tamże, s. 165.
[3] R. Dawkins, Rzeka genów, CIS, s. 160.
[4] J. M. Smith, Problemy biologii. PWN, s.51.
[5] A. Łomnicki, Ekologia ewolucyjna, PWN, s. 104-108.
[6] J.M. Smith, Problemy biologii, PWN, s. 51-52.
[7] N. Lane, Największe wynalazki ewolucji, Prószyński i s-ka, s. 168.
[8] R. Dawkins, Sex selection and the shortage of women: is science to blame?
http://boingboing.net/2011/06/18/richard-dawkins-sex.html (dotęp 15.08.2015)