Oglądając dzisiejsze (popisy) naszej futbolowej reprezentacji pomyślałem sobie o wątpliwym geniuszu naszych związkowych włodarzy, którzy wolą rozgrywać zawody sportowe nazwijmy to umownie…gdzieś na świecie, a nie u siebie w kraju. Doprawdy nie przekonują mnie argumenty o tym, że…gdzieś na świecie reprezentanci naszego kraju mają ciszę i lepsze warunki do treningu. Wychodzę bowiem z założenia, że piłkarze powinni poczuć atmosferę wielkiego, domowego turnieju i przebywać w ojczyźnie. W innym wypadku, będą oderwani od rzeczywistości oni oraz sami sympatycy piłki kopanej, którzy i tak systematycznie ogłupiani są medialnym walcem propagandowym.



Nie o tym jednak chciałem napisać w części głównej mojego wywodu. Tematem, który rzuca się w oczy aż nadto jest rozgrywanie meczów reprezentacyjnych na opustoszałych obiektach w Austrii, na Cyprze, w Hiszpanii, czy po prostu…gdzieś na świecie! W dobie wielkiej budowy stadionów w Polsce i to nie tylko tych z najwyższej europejskiej półki, jak w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku, ale i Kielcach, Lubinie, Ostrowcu Św. itp, itd nabijamy kasę obcym menedżerom i agentom, zapominając o naszych rodzimym społeczeństwie. Przykładów o co konkretnie chodzi można mnożyć i mnożyć bez liku.
Przejeżdżam bowiem w ostatnim czasie dosyć często przez wspomniany wyżej Ostrowiec i moim oczom ukazuje się ładnie wykończony obiekt, który zawsze jest pusty i nigdy na nim nic się nie odbywa. Takich miejsc w Polsce mogę wskazać więcej, gdzie popyt na reprezentacyjnych zawodników byłby spory, a i finansowa korzyść pokaźna. Tymczasem wszystko stoi bez klimatu, ładu i składu. Pompujemy sztucznie atmosferę czegoś, co przechodzi w zdecydowanej większości obok nas. Wydaliśmy wiele publicznych pieniędzy na coś, czego kompletnie nikt nie używa. A proszę pomyśleć, jak wiele radości w mniejszych miasteczkach spowodowałby przyjazd chłopców Smudy i ich kontakt osobisty ze zwykłymi ludźmi? Nie trzeba być odkrywcą, aby wiedzieć, że wiele! Niestety dla Laty i jego giermków temat budowania atmosfery święta jest obcy…To ludzie z innej bajki…
Norbert Gałązka

1 KOMENTARZ

  1. Teoretycznie mozna sie z takim wywodem zgodzic. Praktycznie w takiej sytuacji lepiej pojechac do wioski w Austrii niz do Ostrowca, bo a) mecz w Ostrowcu oznacza rowniez koszty organizacji i ochrony plus gwizdy i wyzwiska a po nim prace oprocz masazysty ma takze kilku psychologow stawiajacych rozbitkow na nogi b) pobyt w PRL-bis to hordy namolnych gryzipiorkow szukajacych zaczepienia i zaczepki, czego nie ma na austriackiej wiosce bo im za daleko i za drogo c)zmiana miejsca jest psychologicznie wskazana i dlatego majace w domu super warunki druzyny jada 100 km dalej, zeby oderwac sie emocjonalnie od skojarzen, jakie nie zawsze sa pozytywne na miejscu, mimo iz lozko wygodniejsze i jajecznica smaczniejsza. Kto byl lub jest sportowcem wyczynowym dobrze rozumie o czym w a,b i c mowa.

Comments are closed.