Dlaczego tak trudno przekonać ludzi do wolnego rynku?
Alarm! Ratuj się kto żyw i kto choć trochę wierzy w przebrzydły kapitalizm, w którym wszyscy kierują się chęcią zysku i skoczą sobie do gardeł, albo jak powiedział Pierwszy Przywódca Proletariatu (PPP), sprzedadzą sznur, na którym się ich powiesi.
To nie jest degrengolada społeczna, albo coś innego z terminologii psychologicznej. To raczej gangrena, która infekuje coraz większe obszary ciała. To trucizna, która doprowadza do chorób psychicznych, majaków, paranoi.
Wyzyskiwana klasa robotnicza co prawda sama nie pogardzi dodatkowym groszem. Niektórzy grają w lotto, inni marzą o podwyżce. Oczywiście to nie czyni ich chętnymi zysku. Woli raczej stawiać się w roli ofiary, jako kompleksu poddańczego, który płynie w krwi  i genach feudalnych. Zresztą, technicznie byłoby niemożliwe utworzenie z proletariatu warstwy wyzyskującej – to jest statystycznie nie do wykonania. Siłą rzeczy więc szara masa patrzy tylko na siebie, znajduje identyfikację w roli poszkodowanego i zyskuje tym samym przychylną opinię rozmaitych kurtyzan tworzących opinię publiczną, od pisarzy do dziennikarzy. Wiadomo, że ofiara, czy to wyzyskiwany robotnik, biedny emeryt, zniewolona kobieta czy gnębiony homoseksualista, zdobędą  sympatię większości (Nawiasem mówiąc, jak większość jest przeciwko gnębieniu, to kto ich tak naprawdę gnębi? Znowu jakaś niezidentyfikowana siła).
Miałem jednak rozwinąć wątek gangreny. Rozmawiałem z Niemcem, typowy socjaldemokrata, wierzący w redystrybucję dóbr oraz inne cuda wianki i kochanki. Mówił mi, że bogatemu można zabrać milion euro, bo to dla niego nie zrobi różnicy, najwyżej będzie swój statek (jacht) do tyłu, a zresztą, po co komu jachty? Musiałem przegryźć wargi, by nie wypalić „aksamitny bolszewizm”, określenie, którym nazywam tego typu myślenie. Bastiat uczył jednak, by z sofizmatami rozprawiać się mimo wszystko, niezależnie od ideologicznego zabarwienia.
Otóż, moi drodzy socjaldemokraci, socjaliści, komuniści itp. Itd. Milioner nie kupuje samego statku. To jest wytwór dopiero wyższego rzędu. Żeby zbudować ten jacht, ktoś musiał go najpierw zaprojektować. Miesiące spędzone nad kartkami papieru technicznego, bądź też programu obróbki 3D, zrobionego przez firmę zatrudniającą 5 osób. Potem prefabrykaty – blachy, żagle i maszty lub silniki i systemy elektroniczne, w zależności o jakim jachcie mówimy. W jednym i drugim już profituje klasa średnia, zanim w ogóle jacht trafi na linię produkcyjną. Blachy musi ktoś pospawać, nawet śrubki, wkręty trzeba dostarczyć, żagiel trzeba uszyć, ktoś musi dostarczyć wymiarów, płótna, nici i igły lub maszyny. Ten statek lub jacht trzeba złożyć później, zamontować podzespoły, na koniec oblatać. Potem ten niezidentyfikowany milioner musi wykupić ubezpieczenie na tak drogą rzecz, zadokować gdzieś swój nabytek, płacić za paliwo, serwis, konserwację, za opłatę tytułem prawa do żeglugi. Nie będę nawet próbował liczyć, ile osób profituje dzięki temu, że „jakiś-tam-milioner” ma kaprys chcąc kupić sobie statek. Wielu wyzyskiwanych robotników z pewnością, bo stal muszą przygotować hutnicy przy wsparciu górników i elektryków.
Co prawda, pieniądze redystrybuowane nie giną od razu. Tylko, że całkowicie zostaje zachwiana racjonalność obiegu pieniądza. Naturalny ład znakomicie lokuje kapitał tam, gdzie jest zapotrzebowanie na usługę i dobre jej wykonanie. Tymczasem urząd socjalny jeden z drugim dadzą pijaczkowi pieniądze z tytułu zasiłku, które racjonalne wydane nie będą. To zresztą najlżejszy przykład. Najcięższym przykładem jest np. jez. Aralskie.
Niestety, wyjaśnienie stało się za długie dla mojego rozmówcy. I chyba zbyt skomplikowane. W odbiorze zdecydowanie lepszy jest wrzask demonstracji w stylu :„Żądamy płacy minimalnej! Żądamy godziwej płacy! Zasiłki dla każdego biednego!. Gdy naszła mnie ta myśl, mój rozmówca zaczął prawić elaborat na temat menedżerów, kierowników i dyrektorów, którzy przyznają sobie we własnym gronie wysokie pensje i  premie. Szybką kontrą odpowiedziałem, że prywatny kapitalista zasłużył sobie na to swoim dobrym pomysłem na biznes i że ten problem występuje tylko w państwowych „firmach”. Nawet nie chce się przypominać słynnych słów śp. Stefana Kiesielowskiego.
Wychodzi na to, że socjalizm, etatyzm, interwencjonizm i keynesizm walczą same ze sobą. No bo dajmy na to te związki zawodowe, wspierane przez czerwonych, a obok postawmy lewackie parole – płaca minimalna oraz walka z bezrobociem. Jak walczyć z bezrobociem, gdy sytuacja na rynku pracy jest do tego stopnia spaczona? Henry Nietzsche, były poseł CDU, skwitował krótko: „Związki zawodowe mają w nosie bezrobotnych, ponieważ bronią własnych miejsc pracy przez Neukommenden (ang. newcomers – przyp. autor)”. Tak samo płaca minimalna kasuje możliwość pracy młodym i imigrantom, którzy poprzez brak doświadczenia, rozeznania i wiedzy są w stanie konkurować zazwyczaj tylko poprzez niższą cenę usług. Taka karma. Usuwając lub granicząc ten czynnik wymienione przeze mnie ideologie znowu wpadają w sprzeczność. Żeby legalnie działać z firmą budowlaną w Niemczech, trzeba zapłacić rozmaitym urzędom i izbom do 300 €. Trzeba ubezpieczyć od wypadku siebie i swoich pracowników (całe szczęście można przyjąć ich do pracy za pomocą wytrychu i zatrudnić ich jako „podwykonawców”). Ubezpieczenie zdrowotne też obowiązkowo. No i warto mieć pieczątkę od doradcy podatkowego, bo inaczej urząd finansowy ciągle będzie miał jakieś obiekcje. Już na starcie ponosi się ciężkie koszta i marnuje cenny czas, siedząc po urzędach (inna sprawa, że w Niemczech nie trzeba się użerać i ogólnie jest miło).
Wyobrażam sobie teraz świat, w którym to nie istnieje. Nagle jest prościej. Nagle mam własne pieniądze w kieszeni. Nagle mam czas na więcej pracy i/lub więcej czasu wolnego (nie muszę walczyć o 48- czy o 40-godzinny tydzień pracy). Nagle nie ściga mnie urząd finansowy i nie muszę płacić kar. Nagle zamiast brać kredyt , odkładam sumki i kupuję laptopa, pralkę czy dobrą gitarę za odłożone pieniądze. Może z samochodem byłoby ciężej – ale kto wie – czy dzięki zwolnieniu z przepisów, kontroli, inspekcji i innych ciężarów i wzmocnieniu konkurencji  poprzez nieblokowanie rynku samochody kosztowałyby tyle, co 5 komputerów? Nagle odkrywam, że mogę wybrać operatora wody, oczyszczalni, służby komunalnej, prądu i wskutek konkurencji oraz małych podatków mam jeszcze więcej pieniędzy w kieszeni. Nagle jadąc autobusem patrzę, a bilet autobusowy do centrum nie kosztuje 2 €, tylko 50 centów. Nagle odkrywam, że aby robić tanie stoły, nie muszę mieć papierka zaświadczającego, że jestem „zdolny do przybijania gwoździ”, że mogę wozić pasażerów na trasie Berlin-Szczecin bez wykupywania linii i ubezpieczeń, a benzyna jest na tyle tania, że i moi klienci płacą taniej. I może wreszcie za pieniądze podatników, zamiast na socjał, wreszcie wypłacono by GODZIWE pieniądze dla policjantów i żołnierzy, a młodym jurystom nie odmawiałoby się zawodu bez korporacyjnego obowiązku aplikacji?
No i koronny argument: Że kapitalizm wywołuje wojny. Np. Kolumbia, gdzie obecnie przy medialnej ciszy rozgrywa się drugi Wietnam. W walce z przemysłem narkotykowym zrzuca się chemiczne substancje na pola uprawne, które rykoszetem zgładziły kolumbijskie rolnictwo. I że USA broni zbrojnie kolumbijskiego rządu, bo różne jankeskie firmy, np. Coca-Cola outsource’owały się do Kolumbii. Jak dla mnie, to idealny przykład faszystowskiego korporacjonizmu, ale jak wytłumaczyć, że nie zawiódł tu wolny rynek=kapitalizm, gdy pewne symbole i powiązania siedzą aż tak głęboko w ludzkiej świadomości?
Aż ciężko wyobrazić sobie sprzężenia zwrotne, które działałyby na korzyść gospodarki, gdyby biurokracja i podatki nie ciążyły na gospodarce. Niestety, dzisiaj musimy słuchać o przebrzydłych kapitalistach, menedżerach, dyrektorach…. Mój znajomy cieszy się, że Polska będzie miała dużo większe dopłaty do rolnictwa, niż zakładano. Ponieważ mam krewki charakter, prawie wpadłem w furię. Krzycząc, zapytałem: „Czyli jak Niemiec nas okradał, to było źle, ale jak my Niemca okradniemy, to będzie cacy?! Dlaczego Niemiec nie mógłby sam kupić naszego produktu, jeśli będzie dobry i tani?! Dlaczego pieniądz nie mógłby uczciwie krążyć w Europie?!”. Rozmówca widział tylko kasę daną w łapę potomkom Jakuba Szeli.
Kamil Kisiel

3 KOMENTARZE

  1. świetny tekst, typowo bastiatowskie podejście! bez żadnych zabarwień ideologicznych, prosto i na zdrowy rozsądek, chylę czoła 🙂

  2. Bardzo dobry tekst! Pokazanie dwóch światów – tego zsocjalizowanego, pełnego ograniczeń, reglamentacji, zezwoleń, podatków, opłat i innych haraczy oraz tego, gdzie tych wszystkich elementów państwa biurokratycznego nie ma, powinno przemówić do różnych niedowiarków. Skoro jest jakikolwiek rozwój mimo tych ograniczeń, to jaki byłby, gdyby tych ograniczeń nie było!!!…
    Więcej takich tekstów p. Kamilu 🙂

Comments are closed.