W artykule „Bezdroża pesymizmu” przywołałem przekonania Shumpetera, po to by wywołać głębszą refleksję nad tendencjami, które ujawniają się w działaniach większości demokratycznych rządów. Jeśli chcemy dyskutować o koncepcjach wykonalnych w najbliższej przyszłości, musimy z rozważań wykluczyć projekt libertariański a nadto wszelkie pomysły na rządy autorytarne, jako zbyt radykalne i pozbawione większego zaplecza politycznego. Pozostają nam rozważania wokół koncepcji państwa opartego na rządach prawa (Hayek, Rawls, Habermas). Ale do rządów prawa pretendują co najmniej trzy modele:
a. liberalny, podporządkowany  metaprawnym regułom chroniącym prawa jednostek,
b. republikański gdzie prawo formułuje władza za zgodą większości (celem jest dobro
wspólne-tyrania większości),
c. socjalny (opiekuńczy), gdzie swoboda jednostki jest uwarunkowana oceną jej
dojrzałości społecznej (troskliwe państwo jak w przedszkolu, by przeciwdziałać
wszelkim zagrożeniom, określa w co można się bawić a nadto śledzi przebieg zabawy).
Model c. będzie jakimś rozszerzeniem modelu b., ale nie dającym się pogodzić z a.
Wprawdzie Hayek w „Konstytucji wolności” stara się wykazać, że nie ma sprzeczności między modelem liberalnym a pewnymi funkcjami państwa opiekuńczego, jednak w moim przekonaniu jest mało przekonywujący.
Wielokrotnie podkreśla, że państwo ma obowiązek dostarczyć usługi, które z różnych powodów nie są dostarczane przez wolny rynek (z powodu efektów zewnętrznych, pieczeniarstwa), z drugiej strony pisze „wolne społeczeństwo wymaga nie tylko, żeby państwo miało monopol przymusu, lecz także, żeby był to jedyny monopol”. Jeśli tak, to usługi państwa muszą być poddane konkurencji wolnego rynku, ale jak to zapewnić, gdy są to usługi z założenia nie podejmowane przez rynek, tego Hayek już nie pisze. Z jednej strony dostrzega konieczność przymusu z drugiej podkreśla wynikające stąd zagrożenia.
Przyjmując, zaproponowaną przez Hayeka,definicję wolności jednostki jako brak przymusu ze strony innych ludzi, możemy z tej perspektywy zaakceptować usługi państwa pod warunkiem, że nie są one przymusowe, a to oznacza jakiś wybór.
Wybór z definicji musi być oparty na porównaniu, ono zaś zakłada wartościowanie. A więc państwo musi dokonać jakiejś wyceny usługi po to, bym mógł ustalić, czy za tę cenę nie  warto dokonać innego wyboru (czy to mi się opłaca). Jeśli odrzucimy redystrybucję jako sposób na zapewnienie dostępności usług dla najbiedniejszych, to wycena sprowadzi się do zwykłej kalkulacji kosztów, ale co zrobić, gdy większość społeczeństwa popiera model finansowania usług „darmowych”… Utrwalanie się takiej większości jest konsekwencją stałego wzrostu kategorii pracowników najemnych. Ludzie ekspansywni, pełni inwencji i wiary we własne siły, będą preferować wolne zawody, pracę na swoim. Pozbawieni tych cech nawet gdy wybiorą zawód lekarza lub prawnika, będą szukać bezpiecznej posady w jednostkach zarządzanych przez innych. Współczesne szkolnictwo w swej masie tłoczy do głów nieaktualną już historię wiedzy, ćwiczy zespołową pracę opartą na bezpiecznych procedurach i zasadach poprawności politycznej, zamiast uczyć jak przełamywać schematy i radzić sobie z ryzykiem. Bo i przemysł zamiast kapryśnych geniuszy woli zespoły fachowców, którymi można dowolnie komenderować (dzięki temu najzdolniejsi zmuszeni są zakładać małe szybko rozwijające się firmy napędzane ich szalonymi z pozoru pomysłami). Czy wobec powyższego jest sposób na to, by godząc się z wolą większości nie zniewolić mniejszości, która bez poczucia wolności, zamiast twórczo uczestniczyć w rozwijaniu gospodarki, stanie się źródłem stałego fermentu .
Jeżeli bez szkody dla gospodarki można wyznaczać strefy ekonomiczne, to można rozszerzyć ich formułę, tak by mogły w niej zamieszkać osoby, które rezygnują z określonego pakietu usług państwowych. Ponieważ wtedy osoby te będą musiały  opłacać pełną wartość tych usług na wolnym rynku, powinny otrzymać zwrot podatku w kwocie równej wartości usług z których zrezygnowały. Jest to tylko przykład, bo można sobie wyobrazić całą gamę  innych rozwiązań szczegółowych, których zaprojektowanie i dyskusję nad nimi pozostawię czytelnikom w ramach debaty.
Każde rozwiązanie jest do przyjęcia, o ile zagwarantuje wybór między opieką państwa, a ryzykiem łagodzonym przez ewentualne dobrowolne ubezpieczenie.
Wojciech Czarniecki

3 KOMENTARZE

  1. jednak trzeba kupić kilka sztuk broni palnej krótkiej i długiej oraz worki z granatami obronnymi(odłamkowymi), zaczepnymi(dużo huku, mało krzywdy) i przeciwpancernymi(wiadomo). bardzo mnie zaniepokoił tez niewinny zwrot tyrania większości czyli demokracja może i na pewno już się staje tyranią dla jednostki, bo większośc chce ograniczyć liberalizm jednostki czy dobrze rozumiem? to jednak monarcha jest lepszy, zawsze może go zastąpić inny władca. te wszystkie polityczne, społeczne i ekonomiczne „izmy” są diabła wynalazkami i niczego dobrego nie dadzą, juz nie dają.

  2. 1) Propozycja getta dla normalnych? A ja myślałem, że zwariowałem – a tu się okazuje że ze mną wszystko w porządku. Świat zwariował
    Jeżeli bez szkody dla gospodarki można wyznaczać strefy ekonomiczne, to można rozszerzyć ich formułę, tak by mogły w niej zamieszkać osoby, które rezygnują z określonego pakietu usług państwowych
    2) Pisanie o demokracji to mocne nadużycie. Teraz banki prowadzą miliardy operacji dziennie i jakoś to hula, a głosowania przez Internet się nie da.
    3) problemem nie jest szkoła (a właściwie nie tylko ona) ale system wokół niej. Każdy, kto wie jak powstają ustawy i tzw. wolne zawody to wie jak to chodzi. Po co łamać schematy skoro to nic nie da na wszystko koncesja – chyba, że łamanie schematu to na przykład wprowadzenie monarchii (jakieś tam) ale na takie nauczanie w publicznej szkolebym nie liczył
    4) co do samej książki „konstytucja Wolności” – nie czepiałbym się Hayek – gdy to pisał był pod duża presją (oczekiwaniami) na skuteczność różnych socjalizmów.

  3. Pan ukrywający się pod „julia” emocjonalnie zareagował na propozycję stref wolności, określając ją jako getto. Przykładowa (przyznaję trochę prowokacyjna) moja propozycja, jednak nie gwarantuje tej niezależności, którą gwarantowała żydom formuła getta.Tylko dzięki gettom, będąc w mniejszość zagwaranotali sobie pełnę samorządność, zachowując kulturę i sądownictwo zgdodne z nakazami ich wiary. Liczyłem, że zaproponuje Pan jakieś inne pozytywne a realne rozwiązanie, wykonalne w ramach reguł demokratycznych.Jeśli nie chcemy przekonywać większości do naszych racji to pozostaje przewrót i pytania: kto? i w jaki sposób? moze go wykonać w centrum Europy.A jeśli mamy zdać sie na wolę większości to należy uwzględnić w argumentacji ich interes w tym by uwazględnić interes mniejszości. A zgodzi się Pan zapewne ze mną, że zwolenników państawa minimum jest naprawdę niewielu.
    Co do Hayeka -którego bardzo cenię- zgadzam się z Pańskim wyjaśnieniem, niemniej wielu Keynesistów chętnie się na niego powołuje właśnie w tym zakresie.

Comments are closed.