Jak chińscy komuniści walczyli z wróblami…

Socjalistycznemu centralnemu planowaniu w Chinach towarzyszyło hasło Mao zbudowania od nowa nie tylko gospodarki, ale i samej natury. Chiński dyktator wiedział, że aby tego dokonać, trzeba zbudować także nowego człowieka

1

“Raj na ziemi”, “Najwspanialszy z ustrojów”… To tylko niektóre z określeń mających definiować komunizm. Przez wiele lat od zakończenia wojny wmawiano nam, że jego budowa jest dla nas najważniejszym celem. “Program partii programem narodu” – to hasło gdzieniegdzie można jeszcze w naszych miastach spotkać. Zwłaszcza wśród ruin dawnych fabryk. Czy aby nie za szybko zapomnieliśmy, czym był komunizm? Czy niekiedy nadal nie pociągają nas idee, które – opakowane w pięknie brzmiące hasła – nie wiedzieć kiedy mogą obrócić się przeciwko nam, wbrew naszym, motywowanym szlachetnością, intencjom?

Wielu z nas doświadczyło komunizmu na własnej skórze. Były zbrodnie, tortury, wieloletnie więzienia, niedobory podstawowych artykułów niezbędnych do życia, pałowania przez ZOMO, rewizje w mieszkaniach, plany centralne, wyrabianie norm narzuconych przez państwo… Można powiedzieć, że było wszystko co złe, i czego nie chcielibyśmy znów doświadczyć. Do zbrodniczego totalitaryzmu prowadzić może wiele czynników, a jednym z nich jest na pewno ludzka pycha, przekonanie o wielkości własnego rozumu, o tym, że można poprawiać naturę, że można zanegować to, co wielu uznaje, za Boże dzieło. Tak robili komuniści w Związku Sowieckim czy w PRL. Także w Chinach, gdzie budowa “Nowego Wspaniałego Świata” przybrała wyjątkowo ekstremalny charakter. I o Chinach jest właśnie ten tekst.

Matt Kibbe, prezes organizacji Free the People, przeprowadza wywiad z Li Schoolland, urodzoną w 1958 roku w Chinach, dziś pracującą w amerykańskim Acton Institute. Schoolland, która zamieszkiwała w Chinach przez 26 lat, na własnej skórze doświadczyła komunizmu w wersji “rewolucji kulturalnej”. Krótko po urodzeniu odesłana została do szkoły z internatem, rodzice zaś oddelegowani zostali do pracy przy produkcji stali oraz do prowadzenia działalności politycznej. Ponieważ rodzice byli bardzo zajęci, nie mogli zajmować się Li. W internacie spędziła ona 8 lat, po czym rozpoczęła naukę w szkole.

“Moje pierwsze doświadczenie z komunizmem to oderwanie od rodziny” – wspomina Li Schoolland. Li nie dane było doświadczyć miłości rodzicielskiej. “Była ona zakazana” – twierdzi.

Lata 1960-1962 przynoszą wielką falę głodu. Li oraz jej rodzina również jej doświadczyli. Mao twierdził, że Bóg stworzył świat niedoskonałym i dlatego człowiek musi go naprawić. Masowa produkcja stali miała być jednym z warunków naprawy tego świata. W całych Chinach budowano tysiące pieców hutniczych, w których topiono metalowe garnki, pokrywki i inne przedmioty, byleby tylko wypełnić narzucone przez rząd normy.

Innym kuriozum – wspomina Li – był rozkaz dla komunistycznego wojska, by wytępiło wszystkie wróble w Chinach. Tłumaczono to tym, że jeśli wyginą wszystkie ptaki, to nie będą wyjadać ludziom ziaren. Wówczas zniknie problem głodu. Ludzie masowo wchodzili na dachy czy na drzewa, aby dręczyć i przepędzać wróble. Zadanie komunistów udało się w dużym stopniu wykonać, jednak plony niszczone były później przez szarańcze.

Trzyletnią erę głodu rząd tłumaczył przyczynami naturalnymi. W rzeczywistości był to skutek decyzji o wytępieniu ptaków.

Już pierwsze lata Li Schoolland w Chinach to zderzenie się z katastrofalnymi skutkami centralnego planowania. “Mao głosił, iż człowiek podejmie walkę z naturą i że na pewno zwycięży. W rzeczywistości oznaczało to walkę z Bogiem. Jeśli bowiem Bóg stworzył świat niedoskonałym to człowiek musi podjąć walkę w celu poprawienia go”.

Li wspomina pewną chińską wieś, której cała egzystencja związana była z przepływającą przez nią rzeką. Czerpano z niej wodę do picia, mycia i do nawadniania pól. Rzeka była kręta. Pewnego dnia rząd uznał, że zajmuje ona zbyt dużo powierzchni i że trzeba ją wyprostować. Rozpoczęto kopanie nowego koryta i gdy – po długiej mozolnej pracy – już to zrobiono, wszyscy byli szczęśliwi. Rzeka popłynęła nowym korytem. “Jak się okazało, ziemia w nowym korycie była tak sucha, że woda zaczęła w niej znikać, wsiąkała w nią. Dno starego koryta było natomiast piaszczyste i nie nadawało się pod uprawę. Tym sposobem cały region został pozbawiony dostępu do wody. Musieliśmy kopać studnie, jednak ziemia bogata w minerały zabarwiała gotowany w wodzie ze studni ryż na szaro lub zielono. Ludzie pili tę wodę, mimo że się do tego nie nadawała, a potem umierali” – opowiada Li Schoolland.

Inną absurdalną, z gospodarczego punktu widzenia, decyzją Mao, było polecenie przeniesienia upraw ryżu na wzgórza. Li tłumaczy, że zbrylająca się tam ziemia, w połączeniu z wodą, stawała się gliniasta, co uniemożliwiało uprawę. Trzeba było zatem dostarczać na wzgórza ziemię i formować ją w tarasy. “Dziś wygląda to może malowniczo, ale wtedy okupione to było morderczą pracą. Nie tylko formowanie tarasów, ale jeszcze ciągłe wnoszenie na wzgórza wody. Ryż rośnie w wodzie i cały czas, na plecach musieliśmy tę wodę tam wnosić” – mówi Li. Skala upraw i tak nie zadowalała rządu, który uważał, że plony są zbyt niskie i nie przyjmował tłumaczeń, że w takich warunkach glebowych nie da się osiągnąć więcej. Odpowiedzią rządu na zbyt twardą glebę był rozkaz, by ludzie, zwłaszcza dzieci, udeptywali tę ziemię dotąd aż stanie się miękka. Nie przynosiło to jednak pożądanego rezultatu.

“Z racji tego, że normy produkcji rolnej ustalał rząd centralny, rolnicy fałszowali dane produkcji na koniec roku tak, żeby wyglądały na absurdalnie wysokie. Dlatego też po przekazaniu rządowi wszystkich swoich plonów nadal byli jego dłużnikami. W dodatku, aby mieć cokolwiek do jedzenia, musieli odkupować od państwa żywność, którą sami wyprodukowali. Ludzie byli bardzo wychudzeni, podobnie jak zwierzęta, np. świnie” – opowiada Li. Te absurdy skłoniły ją do postawienia sobie pytania, jak zdobywa żywność reszta społeczeństwa, skoro problemy z dostępem do niej mają ci, którzy ją produkują, czyli rolnicy? Na wsi ludzie musieli wyłapywać szczury i myszy i je zjadać. Jedzono także żaby, ślimaki, korę drzew, liście i trawę. Co zatem musiało dziać się w miastach? “Wiem, że głód ogarnął wówczas cały kraj” – wyznaje Li.

Socjalistycznemu centralnemu planowaniu w Chinach towarzyszyło hasło Mao zbudowania od nowa nie tylko gospodarki, ale i samej natury. Chiński dyktator wiedział, że aby tego dokonać, trzeba zbudować także nowego człowieka. Odrywanie dzieci od rodziców zaraz po urodzeniu miało być jednym z etapów tej przebudowy. Zgodnie z ideą rewolucji kulturalnej rodzina nie miała już znaczenia. Państwo zaczęło ją zastępować. “Chociaż kochamy mamę i takę, nikt nie jest nam tak drogi jak partia komunistyczna” – taką piosenkę, o wyższości partii i Mao nad rodziną, Li musiała śpiewać codziennie już od najmłodszych lat. Wszystko miało być podporządkowane partii komunistycznej i jej przywódcy. Li wspomina, jak odbywały się śluby w ówczesnych Chinach: “Dziś może się to wydawać zabawne – ale nie mówiło się >>kocham cię<< czy >>ślubuję ci miłość na dobre i złe<<. Mówiło się >>ślubujemy wierność przewodniczącemu, partii i ojczyźnie<<. Tak wyglądała przysięga małżeńska. Małżonkowie byli nikim, najważniejszy był Mao i partia komunistyczna”.

Li przyznaje, że wielu ludzi, również z kręgu jej rodziny, w wyniku tych tragicznych doświadczeń, zapadło na choroby psychiczne. Nie każdy wytrzymał. Ale mało kto wyszedł z tego wszystkiego nieporaniony. “Ludzie wykazywali się niesamowitą kreatywnością w wymyślaniu sposobów na upokarzanie i torturowanie innych. Wielu moich krewnych nie wytrzymało i popełniło samobójstwo. Najmłodsza ofiara miała 16 lat” – wspomina Li.

* * *

Dlaczego wielu ludzi, zwłaszcza na zachodzie i w USA, mimo tylu świadectw, wciąż ma pobłażliwe, albo wręcz romantyczne podejście do komunizmu? Dlaczego trudno im uwierzyć, że komunizm był zbrodniczym systemem? Li Schoolland nie daje odpowiedzi na to pytanie. Zapewnia jedynie, że wszystko, o czym opowiedziała jest prawdą. “Sama to wszystko przeżyłam. Śpiewałam te piosenki, uczestniczyłam w tych ślubach i pracowałam przymusowo na rozkaz rządu. Widziałam jak ludzie umierali z głodu na ulicach. Kiedy siedzieliśmy w domu, jedząc bardzo skromną kolację, pozbawioną jakichkolwiek dodatków, ludzie przychodzili do nas, siadali obok i mówili: >>musicie się z nami podzielić, bo umieramy z głodu<<. Tak właśnie wyglądało nasze życie”.

Polecamy cały wywiad…

PSz

Tekst ukazał się na stronie pafere.org

1 KOMENTARZ

  1. Czlowieku o jakim komunizmie bredzisz? Toz to nie byl zaden komunizm, to byl chazarski feudalizm i zamordyzm. W PRL byl to stalinizm. Jego wersje („ulepszona”) otrzymali tez Chinczycy, ktorych – ze wzgledu na ilosc i strach przed ta iloscia – trzeba bylo czyms zajac a przy okazji w jakis sposob wytrzebic i upodlic. Podzial swiata byl sztuczny i nieprawdziwy. Takie byly polityczne potrzeby i interesy chazarskiej mafii w owczesnych realiach. Kuba z agentem CIA „Fidelem” tez byla „komunistyczna”, bo jak mozna bylo inaczej nastraszyc ciemnych Amerykanow rosyjskim „komunizmem” i jego ewentualnym napadem na USA? Podobno czlowiek czym starszy, tym madrzejszy, bo wiecej wie i rozumie, potrafi tez krytycznie patrzec na przeszlosc i rzeczywistosc. A ty czlowieku nadal stoisz w tym samym miejscu i glosisz swoje – malo zabawne – „betonowe” historyjki.

Comments are closed.