Jak się trzepie miliony na Covid-19

Z informacji podanych przez Narodowe Biuro Kontroli wynika, że firmy z rekomendacji członków gabinetu, parlamentarzystów i członków izby lordów, miały dziesięciokrotnie większe szanse zawarcia kontraktu, w stosunku do firm bez tego specyficznego wsparcia

0
Medyczny rząd światowy, czyli polityczno-farmaceutyczna symbioza, byśmy zdrowsi byli
foto. pixabay.com

Czy „pandemia” może być świetnym interesem? Trzeba być naiwnym, by twierdzić, że nie. Wystarczyło, że Donald Trump (najprawdopodobniej) przegrał wybory, a już wystrzeliło co najmniej trzema szczepionkami. Widać koncerny powoli zaczynają dochodzić do wniosku, że kończy się czas siania, a rozpoczyna czas żniw.

Na interesujący artykuł o zarabianiu na „pandemii” trafiłem na portalu Salon24.pl. Autor bloga – Siukum Balala opisuje jak wygląda sytuacja w Wielkiej Brytanii. Pozwolę sobie zacytować obszerne fragmenty tego tekstu:

Autor zauważa: „Wojny nikt nie chce, wojna przeraża. Wojna to zgliszcza, śmierć i zniszczenie. Jednak wojny wybuchają bo ktoś w zaciszu gabinetów zarabia na wojnie. Wojna to świetny interes. Dlatego wojny towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Pandemia też jest rodzajem wojny. Celebryci i politycy zranieni na tej „wojnie” prezentują na Instagramie zdjęcia z sal szpitalnych. Nobilitacja, Virtuti Militari pandemii, a w czwartek już w telewizji śniadaniowej opowiadają o swoich przejściach na „froncie pandemii”.

Kto korzysta na tej wojnie? W Wielkiej Brytanii wygląda to tak: „Pieniądze przeznaczone przez rząd brytyjski na zwalczanie skutków pandemii to kwota astronomiczna, bo 340 mld funtów. Jednak okazuje się, że w obu przypadkach: w przypadku wojny i w przypadku pandemii są ludzie, którzy potrafią na tym zrobić świetny interes. Brytyjskie Krajowe Biuro Kontroli podało informację, że firmy związane z „przemysłem” koronawirusowym zarobiły w tym roku 18 miliardów funtów. To jest chyba 5% kwoty przeznaczonej w marcu na ratowanie miejsc pracy i pomoc firmom dotkniętym lockdownem. Połowa kontraktów zawartych przez rząd JKM pozostaje tajne”.

Przewodnicząca parlamentarnego biura d/s wydatków publicznych – Meg Hiller – zażądała upublicznienia wszystkich kontraktów. Okazuje się, że „dojrzała brytyjska demokracja” skrywa w swych najciemniejszych zaułkach tajemnice korupcyjne, którymi mógłby się poszczycić niejeden bantustanik. Siukum Balala pisze: „(…) spora część kontraktów została wykonana bez umów, które spisano i opłacono post fact. Firma Randox przeprowadzająca testy otrzymała od rządu kwotę 347 milionów funtów, mimo skandalu z wycofaniem ponad 750 tysięcy wadliwych testów i podejrzeń dotyczących zakażeń krzyżowych w laboratoriach firmy. Okazuje się, że w radzie nadzorczej firmy zasiada frontbencher torysów Owen Paterson, kasujący za owo zasiadanie 100 tysięcy funtów rocznie. Całkowity kontrakt dla firm wykonujących testy zamknął się kwotą 10,5 miliarda funtów. Kontrakty na wykonywanie testów zostały zawarte bez procedur przetargowych, mimo istnienia firm oferujących korzystniejsze ceny. Z informacji podanych przez Narodowe Biuro Kontroli wynika, że firmy z rekomendacji członków gabinetu, parlamentarzystów i członków izby lordów, miały dziesięciokrotnie większe szanse zawarcia kontraktu, w stosunku do firm bez tego specyficznego wsparcia”.

I dalej: „Firma pijarowa Public First otrzymała od rządu 840 tys. funtów za pracę nad poprawą komunikacji rządu ze społeczeństwem. Kontrakt zawarto bez przetargu. Właścicielka firmy jest byłą współpracownicą szefa gabinetu i autorką manifestu wyborczego partii konserwatywnej. Hiszpańska firma Ayandal Capital, z siedzibą na Mauritiusie, zajmująca się handlem walutami i nieruchomościami wygrała kontrakt o wartości 250 mln funtów na dostawę do UK maseczek ochronnych. Żadna z 50 mln maseczek nie spełnia brytyjskich standardów. Osobą rekomendującą hiszpańską firmę był doradca sekretarza d/s handlu zagranicznego. Kolejnym beneficjentem kontraktu na maseczki był hiszpański pośrednik, projektant biżuterii Michael Saiger. Innym skandalem jest aplikacja Covid-19, mająca śledzić kontakty osób zakażonych, która okazała się niewypałem i tak naprawdę nikt nie wie jaka jest jego przydatność. Na razie ofiarą aplikacji padł premier Johnson, którego wysłano na przymusową kwarantannę do 26 listopada, dlatego, że w jego przypadku aplikacja zadziałała i zarejstrowała wszystkich zakażonych w pobliżu. (…) Osobą odpowiedzialną za wdrożenie aplikacji jest baronessa Harding, przy okazji szefowa klubu jeździeckiego, którego członkiem jest sekretarz d/s zdrowia”.

Jak podaje Siukum Balala, lista firm związanych z pandemią, podana przez Narodowe Biuro Kontroli, jest znacznie dłuższa. „Padają tam nazwiska kolegów, przyjaciół, szwagrów i kolegów kolegów z Eton, którzy razem z Johnsonem palili papierosy w szkolnej toalecie” – zauważa, po czym na koniec przytomnie zauważa: „Widzimy zatem, że koronawirus ma możnych protektorów i pozostanie z nami tak długo jak długo da się z niego ciągnąć jakieś benefity… i ani dnia dłużej„.

Czy są jeszcze jakieś pytania?

S