Po wywiadzie udzielonym przez ks. Małkowskiego serwisowi Prokapitalizm.pl liczni komentatorzy wysyłają autora wypowiedzi a i publikujących wywiad do psychuszki – tak po sowiecku. Roi się od zarzutów tym częściej im więcej mediów podaje – z różnym komentarzem – informacje o tej rozmowie.

Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz

Generalnie zarzuca się mu samo to, że „można tak uważać”. To podobne do oburzenia na film-reportaż Solidarni 2010. To prawdziwy skandal, że wszyscy nie uważają tak samo jak chce np. chwilowo oddelegowana do rządzenia formacja czy redakcja którejś z gazet. A przecież „wiadomo”, że po pierwsze Rosja okazała, jak to przyjaciele, wszelką pomoc (nawet po paru miesiącach obiecała, że okryje i ogrodzi resztki rządowego, polskiego samolotu zamiast go zwrócić właścicielowi!), a po drugie, że „Polska zdała egzamin” i nawet już między oknami wisi kamienna tablica informująca, że wielu ludzi stało w stolicy na ulicy.
Szczęśliwie dla obiektywizmu w ocenie bieżących działań nigdy nie byłem fanem polityki zmarłego prezydenta i jego partii, a nawet uważałem ją za wysoce szkodliwą. I tak jak przy poprzedniej tu zadumie nad „kwestią krzyża” tak i teraz dumając nad prawem do wypowiadania opinii przez ks. Małkowskiego trafiłem na znanego historyka, pana Cenckiewicza. To co znalazłem jest o tyle ciekawe, że czasami zmieniają się znacząco scenografie państw i ustrojów, ale metody zmieniają się niewiele. Dobrze to zobaczyć by o tym pamiętać.


Opowiem to tak… Ks. Józef Nowakowski prowadził oddział Prymasowskiego Komitetu Pomocy dla Osób Represjonowanych. Po uprowadzeniu ks. Jerzego Popiełuszki – przyjaciela ks. Małkowskiego – agent SB, wyniesiony w awansach ksiądz, za SB-ckie pieniądze zwrócił uwagę oficerowi prowadzącemu na niepokojącą propozycję i wystąpienie ks. Józefa Nowakowskiego: „wymieniony zapowiedział, że przygotuje pismo do miejscowych władz o zezwolenie na postawienie krzyża w miejscu porwania ks. Popiełuszki w Górsku. Dokument ten mają podpisać wszyscy księża z Torunia. W przypadku, gdyby władze nie wyraziły zgody – zdaniem ks. Nowakowskiego – krzyż należy postawić nielegalnie, a gdyby został on usunięty, należy postawić kolejny.”
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz

Tak to było niegdyś. Księża stali na czele akcji stawiania krzyża, a jak się władza nie zgodzi – to nielegalnie. A jak usuną – to postawimy kolejny. No, ale to była zła władza i chodzące ekspozytury Watykanu. Nie to co władza demokratyczna teraz – krynica dobroci i miłości.
Agent ten – jeszcze niedawno (czy i obecnie?) ulokowany na wyżynach stanowisk diecezji gdańskiej – przekazał w tym samym czasie informacje o autorytecie, jakim w Warszawie cieszy się przyjaciel ks. Jerzego – ks. Stanisław Małkowski, bohater najnowszych wydarzeń i tej refleksji, którego określił mianem człowieka o „silnym sfanatyzowaniu religijnym, wroga socjalizmu, pragnącego podzielić los ks. Popiełuszki”.
I tak się złożyło po latach, że ten „wróg socjalizmu” znalazł obecnie miejsce na wypowiedź dla portalu Prokapitalizm.pl…
Agent, których obecnie z pewnością żadna z wielu służb zatrudniających ponoć łącznie ok. 100 tysięcy samych funkcjonariuszy nie ma…, nie odpuścił zleconej sprawy. Nadzorował bieg wydarzeń w sprawie inicjatywy pomnikowej ks. Nowakowskiego. Interesował się miejscem ustawienia pomnika i jego kształtem. Dostał rozkaz by wejść w skład komitetu budowy pomnika powołując się na swoje kompetencje z zakresu sztuki sakralnej. Miał odpowiednio wpłynąć na zmianę projektu, a przede wszystkim rozmiaru pomnika. Pomnik życzeniem SB miał być niski, bo jak już obecnie wiemy od afgańsko-angielsko-amerykańsko-polskiego mistrza elegancji Radka Sikorskiego: „można być niskim, ale nie małym”.
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz

Przy stosownej okazji agent w sutannie czy już garniturku a`la „zachodni” ksiądz oświadczył, że nie wyobraża sobie w lesie pomnika o wysokości 20-metrowej. Dodał, że właściwa ekspozycja takiego dużego obiektu wymaga odpowiedniej przestrzeni, co w konkretnej sytuacji będzie wymagało wycięcia znacznego obszaru lasu i jest sprawą wątpliwą, czy na taką koncepcję wyrażą zgodę władze.
Jak przystało na opłacanego pachołka służb, kiedy w ciągu kilku tygodni zmienił się nieco projekt pomnika, który miał przedstawiać ks. Popiełuszkę przypominającego Chrystusa Frasobliwego, agent w sutannie znów zareagował „fachową” poradą. Zauważył, że postać Chrystusa Frasobliwego na Pomorzu jest mało znana, nie ma tradycji i dlatego jego zdaniem bardziej właściwa byłaby inna koncepcja, np. Matki Boskiej opłakującej śmierć syna.
Zwyciężyła wersja pomnika – upadającego krzyża oddalonego od drogi i schowanego nieco w lesie. Ani nawet „kamulków” przywiązanych u stóp krzyża – nic odważnego. Nie to co teraz: bagnety sowieckie wychodzące z ziemi w Ossowie na zlecenie władz w Polsce… Na wieczną cześć i chwałę najeźdźcom spod czerwonej gwiazdy, albo wg wersji Rady Ochrony Pamięci (sic!) Walk i Męczeństwa (Bartoszewski – austriacki nekrofilolog i Kunert) spod  krzyża prawosławnego. Jak w sowieckim dzienniku „PRAWDA”, w którym wszystko było kłamstwem.
Gorliwy agencik, ksiądz donosiciel, odrysował i przekazał bezpiece szkic upadającego krzyża. Droga do jakiegoś upamiętnienia miejsca porwania ks. Popiełuszki była jednak jeszcze długa. Władze nie chciały w tym miejscu jakiegokolwiek symbolu, który przypominał o tej zbrodni. Dlatego też „nieznani sprawcy” niszczyli okalające szosę krzyże i kwiaty.
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz
Warszawa, Krakowskie Przedmieście. Foto. PSz

Teraz takie rzeczy robi się nadal, w nocy. Tyle, że żyjemy w wolnym kraju więc nie tam żadni nieznani sprawcy, tylko oddelegowane oficjalnie służby mundurowe i odziane cywilnie, a i przodownicy pracy „społeczeństwa obywatelskiego” podają imię i nazwisko i występują w mediach jako organizatorzy „spontanu”.
Jak na tak odległe wydarzenia zaskakująco podobne metody, prawda?
„Nawet nie czuję do nich złości. Czuję tylko jakiś żal. Jak tak można, w tej samej Ojczyźnie. Czy to są jeszcze Polacy? Czy można tak się zaprzedać?” – pisał w swoim dzienniku ks. Jerzy Popiełuszko w styczniu 1984 r.
Czy i tym razem ks. Małkowski zostanie oddelegowany na cmentarz na Wólkę Węglową czy laska pasterska i kij poślą gdzieś głębiej?
Czy przypuszczenia i tezy zawarte w wywiadzie znajdą zaprzeczenie w dowodach? Czy tak obrazoburcze przypuszczenia i tezy wolno stawiać głośno i publicznie? Te o locie podpitych samobójców rozkazujących walić debeściarsko w ziemię z maksymalną prędkością na złość partii rządzącej i Rosji, żeby tylko popsuć stosunki przyjacielskie – wolno.
A inne, spowodowane wirusem smoleńskim, „rusofobiczne”, „antyrządowe” i „propisowskie” czy mówiące o krzywoprzysięstwie prezydenta i jego ekskomunice? Obowiązuje jeszcze artykuł 54 konstytucji różowo-czerwonej koalicji brzmiący wielkodusznie: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”?
Póki obowiązuje – wyrażajmy, pozyskujmy i rozpowszechniajmy. Na różne tematy. Byle ku prawdzie. Stąd zapewne oddanie głosu silnie oddanemu religii, wrogiemu socjalizmowi i pragnącemu umrzeć za wiarę księdzu. Swoją drogą – przypadki tak charakteryzowanych księży jeszcze istnieją?
Wojciech Popiela
Foto. PSz

2 KOMENTARZE

  1. „Statek jest bezpieczny, gdy kotwiczy w porcie, ale nie po to buduje się statki!”
    Jak nie można pokonać cybernetyków, to trzeba przynajmniej dać świadectwo prawdy.
    Pozdrawiam i jestem z Wami.

  2. Będzie mały suplement do wypowiedzi Ks. Małkowskiego.
    Otóż krótko po Katastrofie wpadły mi w oko materiały mówiące o zamiarze Prezydenta Lecha Kaczyńskiego dotyczacym sposobu przybycia na uroczystości katyńskie.
    To miała być podróż pociągiem.. Wraz z Wdowami po Zamordowanych Bohaterach i pozostałymi członkami rodzin Katyńskich.. Taki Był zamiar, potwierdzony zresztą przez Prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
    Napisł mi się wierszyk na ten temat zatytułowany.. „DORADY „, NO ALE NIE O WIERSZU MA BYĆ MOWA.
    Jak wiadomo, Prezydent Lech Kaczyński musiał być z wizyta oficjalną na Litwie w przeddzień katastrofy, no i nie mógł jechać pociągiem…. Bo pociąg odjechał zanim Prezydent wrócił z Wilna po spotkaniu z Panią na Wileńskim Stolcu…
    No i takie pytanie mi sie nasuneło wczoraj gdy przeczytałem, że człowiek, który jest obecnie prezydentem Polski, w pierwszą swoją zagraniczną wizytę nie wybrał się jak planował na zachód Europy , Bruksela itp.. , tylko właśnie do Wilna.. Nieoficjalnie.. Oficjalnie jest na wakacjach.. Na Litwie…
    I tu pytanie, czy czasem ten człowiek bedący prezydentem Polski, nie czuł się w obowiązku podziękować głowie litewskiego rządu za ugoszczenie w Wilnie, 5 minut przed Obchodami 70 lecia Katyńskiej Zbrodni, Naszego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ??
    Ta wizyta była jakby zapięciem ostatniego guzika, garnituru szytego przez zbrodniarzy, odpowiedzialnych za Smoleńską Masakrę ?
    Może, Komisja Sejmowa Pana Posła Macierewicza badająca wszystkie wątki tej zbrodni, powinna przyjrzeć się bacznie tej ostatniej oficjalnej wizycie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ?? Planowaniu tej wizyty ?? Celom ?? Harmonogramu czasowemu ?? No i pani szefowej Litwy ?? To chyba ciekawa postać.. Zdaje się, że deko agenturalna przeszlość.. Podobnie jak wyżej wymienionego księdza donosiciela… No i teraz te wakacje na Litwie gajowego.. I wielkie zdziwienie dziennikarzy i oficjeli litewskich..
    Zero zdziwienia ze strony szefowej Litwy..

Comments are closed.