Niektórzy twierdzą, iż skłonność do pesymizmu wynika z naszej natury, inni natomiast argumentują, że pesymista to też optymista tyle że dobrze poinformowany.

Użyteczność tego drugiego poglądu staje się oczywista gdy zastanowimy się dlaczego minister Rostowski od promiennego optymizmu popadł nagle w pesymizm i odkrył wielką dziurę w budżecie na rok 2010.

Co było źródłem tego olśnienia?. Złośliwi twierdzą, że to tylko chwyt propagandowy, przed wyborami – bo żeby się poprawiło, najpierw musi się pogorszyć. Coś w tym jest, bo gdy zapytano starego Rosjanina jaki był najszczęśliwszy dzień w jego życiu, bez wahania opowiedział historię, jak to w zimowy poranek 1936r. słyszy dzwonek do drzwi a w drzwiach widzi patrol NKWD i słyszy pytanie: wy Mikołaj Karpow?. Niet, piętro wyżej- odpowiedział wielce szczęśliwy.

Drugiego wyjaśnienia możemy doszukiwać się w intensywnie prowadzonych obliczeniach przy okazji dopinania budżetu na 2010 r. Być może to z maltretowanego modelu IS-LM (J.R.Hicksa-Keynesa) wyciśnięto informację o czekającej nas ogromnej dziurze. Nie będę zanudzał czytelnika opisem jak z tożsamości dochodowo-wydatkowej wyprowadzono funkcję inwestycje-oszczędnści (IS) oraz funkcję płynności pieniądza (LM), które pozwalają wyznaczyć, na podstawie pracowicie zbieranych danych GUS, wszystkie istotne parametry makroekonomiczne gospodarki. Problem w tym, że w ustalonych zależnościach aż roi się od nie obserwowalnych stałych, które wcześniej muszą być jakoś wyznaczone. Tu wkracza ekonometria i różne techniki statystyczne po to by ustalić jak należy zmienić stałe by równania odpowiadały aktualnemu stanowi gospodarki. Następnie robi się projekcję przyszłych stanów metodą: co by było gdyby…? Niestety są to tylko szamańskie zabiegi wykonywane współczesnymi narzędziami (matematyka), bo w niejednym podręczniku traktującym o metodologii ekonomii (Mark Blaug), znajdziemy szczere wyznanie, że istotne twierdzenia ekonomii należy uznać za hipotezy nie dające się falsyfikować a wyciągane wnioski mogą być wyłącznie jakościowe (probabilistyczne). Co więcej, w dziedzinie, w której upływ czasu jest jedną z najistotniejszych zmiennych, model ją opisujący jest „bezczasowy”. Cała więc zabawa w ścisłe wyliczenia stanowi formę zasłony dymnej dla arbitralnych decyzji rządu.

Dlatego ekonomia austriacka konsekwentnie unika opisu ilościowego, stara się uchwycić zależności jakościowe (prakseologia) na drodze logicznej dedukcji.

Nierealność modelu IS-LM staje się oczywista gdy uświadomimy sobie, że wszelkie zdarzenia ekonomiczne mają za podstawę subiektywne wartościowanie uczestników rynku. Nawet tak intuicyjnie oczywiste twierdzenie, że spadek ceny dobra prowadzi do wzrostu popytu na to dobro, podważone zostało istnieniem tzw. dóbr Giffena (Słucki wyjaśnił ten pozorny paradoks wydzielając tzw. efekt dochodowy i efekt substytucyjny zmiany cen). Jednak ekonomia głównego nurtu dalej ignoruje fakt, iż prawo malejącej użyteczności krańcowej dotyczy zastosowań rzeczy a nie wartości tych rzeczy, bo ta sama potrzeba może być zaspokajana na wiele różnych sposobów z wykorzystaniem różnych dóbr i dopiero wtedy, poprzez wybór, rzeczy nabierają wartości. Dlatego sprzedawca, choć zna koszty, ustalając cenę nigdy nie wie jak ma się ona do przeciętnych wartości nadawanych danej rzeczy przez kupujących, bo nie da się zaobserwować krzywej zagregowanego popytu, jest ona niczym nie popartą teoretyczną abstrakcją.

Wracając do naszych baranów, można założyć względnie aktualną wiedzę ministra w tej materii i doszukiwać się innej przyczyny ogłoszenia tak wielkiego deficytu.

O ile mamy rzeczywiście do czynienia z 1% wzrostem w gospodarce to poziom przychodów budżetowych powinien być nie mniejszy niż w ubiegłym roku. Uwzględniając ogłoszone wszem i wobec 19 miliardowe cięcia w wydatkach budżetowych, powinniśmy otrzymać deficyt mniejszy od ubiegłorocznego. A więc rząd przewiduje w 2010 roku jakieś ekstra wydatki – wszystko wskazuje, że będzie to duża kiełbasa wyborcza. Dotychczasowe „zygzaki” propagandowe wysoce uprawdopodobniają kombinację techniki pierwszej z ostatnią, w zależności od przyszłego rozwoju sytuacji gospodarczej.

Nad tłem dla roku 2010, usilnie pracuje też mój ulubieniec, szef „komisji do spraw nacisków” Karpiniuk. Na podwalinach ponowoczesnej logiki ufundowanej nam przez prezydenta Lecha Wałęsę, buduje twórczo nowe schematy wnioskowań niezawodnych, np. z następstw wnioskuje o przyczynach, dzięki temu otrzymamy nowe narzędzia, które pozwolą nam wyjaśnić wszelkie zjawiska dotychczas niewytłumaczalne, ale i przyszłe spodziewane cuda gospodarcze. Nie obchodzi mię to, kto komu dołoży, tylko mierzi mię bezczelność i chamstwo wylewające się z gadających głów. Nieraz stawiam sobie pytanie, do czego ludzie będą zdolni, gdy wyzwolą się z resztek zahamowań etycznych. Dwudziesty wiek pokazał, że człowiek może zachowywać się gorzej od zwierzęcia, ale na pewno nie jest to ostatnie słowo.

Wojciech Czarniecki

1 KOMENTARZ

  1. planując budżet utala się m.i. planowany wzrost gospodarczy, bezrobocie. Oba parametry uległy zmianie na gorsze, stąd głównie spory deficyt.

Comments are closed.