Trudno jest mi nie zgodzić się z tezami przedstawionymi w tekście wykładu Toma G. Palmera Globalizacja jest bardzo dobra!. Autor traktuje o globalizacji w kontekście zmniejszania bądź likwidowania barier w międzynarodowym handlu. Uważam jednak, że zaprezentowany sposób przedstawiania tej tematyki, jest dość ograniczony (być może dlatego, że tekst opublikowany na stronie prokapitalistycznej jest jedynie skróconą wersją wykładu), i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi.
Po co zadawać sobie trud wprowadzenia nowego terminu „globalizacja”, skoro pisze się o handlu? Stwarza to wrażenie, że pisze się o czymś nowym – starym, o czymś co jest obecnie modne, i wnosi nowe wartości.
Wracając do znaczenia samego terminu „globalizacja”, uważam, że można (a nawet powinno się) traktować je znacznie szerzej. Otóż jest to intensyfikacja procesów internacjonalistycznych, czyli rozwijanie się stosunków ekonomicznych między niezależnymi uczestnikami gry rynkowej z różnych krajów, oraz między państwami. Takie działania powodują, na płaszczyźnie międzynarodowej, powstawanie sieci mocniejszych, bądź słabszych współzależności społeczno-ekonomicznych. Pisząc o globalizacji można starać się wyróżnić główne obszary, w jakich ona występuje. Niewątpliwie dotyczą one: finansów i własności kapitału, różnego rodzaju rynków, technologii oraz badań naukowych, stylów życia i modeli konsumpcji (kultury), procesu postrzegania i świadomości społecznej oraz regulacji prawnych i stylów sprawowania władzy państwowej.
Zwłaszcza ostatni aspekt dotyczący państwowości został według mnie zbyt wąsko poruszony w wykładzie pana Palmera. Nie ma tam jasnego rozgraniczenia (którego według mnie, nie sposób nie uczynić) na globalizację obejmującą swoim działaniem swobodnie gospodarujące jednostki, oraz na globalizację państw. Wynika to po części z przyjętego gruntu terminologicznego, jasno wskazującego jedynie na handlowy charakter zjawisk globalnych. Ale nie sposób nie zauważyć, że w równoległym (często podobnym) procesie wymiany uczestniczą również państwa handlując między sobą chociażby papierami dłużnymi.
Mówiąc o globalizacji swobodnie działających jednostek zauważamy, że jest ona przejawem szukania przez ludzi optymalnych sposobów gospodarowania. Przedsiębiorca, który planuje rozwijać swoją działalność, i nie znajduje w swoim otoczeniu środków, które, według niego, są konieczne do osiągnięcia założonych celów, podejmuje decyzje o poszukiwaniu lepszych warunków w otoczeniu innym niż najbliższe. Zaczyna rozszerzać swoją działalność poza rodzinne miasta, województwa, kraje, kontynenty. Czyli tak rozumiana globalizacja ma swój początek już w etapie dobrowolnej współpracy dwóch jednostek, stającej się impulsem do rozwoju. Dwie jednostki (producent i konsument) dobrowolnie podejmują decyzje o współpracy. Obie odnoszą korzyści poprzez przystąpienie do tej umowy (gdyby było inaczej, nie podejmowaliby współpracy), ale jedna strona zyskuje korzyść pieniężną. Producent dostaje pieniądze ze wytworzony towar. Chcąc zarobić więcej (przedkładając zysk pieniężny nad korzyści, które osiągnąłby, gdyby sam używał tych produktów), stara się rozszerzyć grono konsumentów. Decyduje się sprzedawać swoje wyroby nie tylko w rodzinnym mieście, ale również w sąsiednim. Następnie, gdy odniesie sukces, oraz jeśli konsumenci nadal będą chcieli kupować jego produkty, może zdecydować się rozwijać swoją strefę wpływu o kolejne miasta, województwa, oraz kraje. Na ostatnim etapie zjawisko to nazywamy globalizacją. Taki stosunek ekonomiczny jest dobrowolny, wiec nie ma moralnie uzasadnionego argumentu za tym aby ingerowało w niego państwo.
Można również mówić (o czym wspomniałem wcześniej) o globalizacji na szczeblu państwowym. Ma ona miejsce wtedy, gdy władza rządząca na danym terenie, podejmuje decyzję (w imieniu swoich obywateli) o współpracy z podobną władzą z innego terenu w celu realizacji wspólnych ich celów. Tak więc, dobrowolnie wchodzą w związki, w których wszystkie strony (poza obywatelami, którzy chcąc nie chcąc uczestniczą w tym) zyskują. Przykładami takich organizacji międzynarodowych (na gruncie polityczno ekonomicznym) są Unia Europejska, NAFTA, OPEC – organizacja zrzeszająca największych światowych eksporterów ropy (poza Rosją), ZBiR, czy niedawno powołana Wspólna Przestrzeń Gospodarcza między Białorusią, Kazachstanem, Rosją i Ukrainą. Integracja państw miała w przeszłości i ma obecnie, miejsce również na płaszczyźnie militarnej. Współcześnie najważniejszym sojuszem jest NATO, ale warto wspomnieć również o tych tworzonych „doraźnie,” jak chociażby koalicja państw obecnie okupujących Irak.
Globalizacja państwowa w aspekcie społeczno ekonomicznym, może dotyczyć polityk: fiskalnej, handlowej, społecznej, ale również monetarnej. W roku 2002 część krajów które wchodzą w skład Unii Europejskiej, wprowadziło do obiegu wspólną walutę o nazwie EURO. Natomiast w październiku 2003 wysunięta została propozycja współdziałania dwóch największych obszarów walutowych (strefy EURO, oraz USD). Wspólpraca ta miałaby prowadzić do skoordynowanej polityki monetarnej, handlowej i interwencji na rynkach walutowym, celem zapobiegania „niepożądanym” zmianom kursów walut. Zjawisko globalizacji państw można odczytywać jako próbę działań na rzecz obrony swoich przywilejów władczych. Łatwiej jest razem ścigać nie płacących podatków obywateli, czyli tych, którzy zagrażają istnieniu władzy, czy przemytników, czyli tych, którzy umożliwiają konsumentom dostęp do tańszych, nie obłożonych cłem towarów.
Wracając do omawianego tekstu. Jedna z zalet „globalizacji w wymiarze handlowym” według Toma G. Palmera jest następująca: Handel, otwartość i globalizacja wspierają rządy demokratyczne i państwo prawa.
Przyznaję, że to stwierdzenie budzi we mnie sprzeczne uczucia. Uważam, że pomylono tu dwa aspekty zjawiska globalizacji rozróżnione przeze mnie wyżej: państwowy i dobrowolny dotyczący obywateli państw. Z tego twierdzenia wychwalającego handel, można wywnioskować, że jednostki działające dobrowolnie, dla swojego dobra wzmacniają władzę państwową. Uważam, że jest to nadużycie, wynikające z niepełnego zrozumienia charakteru działalności państw.
Pozwolę sobie w kilku zdaniach przedstawić wizję władzy państwowej którą akceptuję i przyjmuję za najbliższą moim poglądom. Podstawę do definicji władzy państwowej stworzył niemiecki filozof Franz Oppenheimer (1861-1943). Podzielił on społeczeństwo na dwie grupy: pierwsza z nich tworzona jest przez podatników, a druga przez ludzi którzy utrzymują się dzięki płaconym podatkom. Ta druga grupa wyzyskując pierwszą tworzy system państwowy. Śladami tego wybitnego filozofa podążał amerykański ekonomista profesor Murray Rothbard (1926-1995). Zauważa on, że państwo jest organizacją społeczną, która na danym terenie posiada monopol na tworzenie oraz egzekwowanie prawa. Z tak przyjętej definicji państwa można wyciągnąć wniosek, że interesy państwa i jego obywateli są sprzeczne. Obywatel, aby realizować swoje cele, chce zatrzymać przy sobie jak największą ilość środków, natomiast państwo chce mu je zabrać. Jak więc Handel, otwartość i globalizacja mogą wspierać państwo?
Uważam, że nie mogą.
Autor twierdzi również, że: otwarcie gospodarki Meksyku, dokonane za sprawą włączenia w struktury North American Free Trade Agreement – NAFTA, umożliwiło dojście do władzy prezydentowi Vincentowi Foxowi i przełamanie monopolu władzy Partii Rewolucyjnej. Wszyscy, którzy popierają demokrację i państwo prawa powinni popierać globalizację.
Czytając tak sformułowane myśli, od razu rodzą się we mnie wątpliwość podobne do przedstawionych powyżej. Co fakty dojścia do władzy Vincente Foxa, oraz szerzenia się na świecie systemu demokratycznego, mają wspólnego z globalizacją (jak mniemam widzianą przez pryzmat wolnego handlu)? Czy do tego aby swobodnie się wymieniać towarami z przedsiębiorcą z Chin, czy Iranu, potrzebna jest mi (a w zasadzie nam) zbieżność charakteru władz panujących w naszych otoczeniach?
Celem mojego artykułu nie jest podważenie słuszności stwierdzeń przedstawionych w opublikowanych tekście pod tytułem Globalizacja jest bardzo dobra!. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na wielowątkowość tematyki globalizacji, a z większością tez autora oczywiście się zgadzam. Uważam jednak, że temat nie został wyczerpany, i dlatego pozwoliłem sobie na częściowe (jak uważam) uzupełnienie go.
Uważam, że władza państwowa nie może odgrywać pozytywnej roli w swobodnych decyzjach gospodarczych obywateli z tego powodu, że swoją pozycję zawdzięcza przymusowi fiskalnemu. Tam, gdzie jest wolność gospodarcza, tam jest globalizacja jednostek gospodarujących (mająca niewiele wspólnego z podobnymi działaniami państwa) oraz bogactwo obywateli. Nie jest przypadkiem, że kraje, w których najsilniejsza jest władza państwowa (Korea Płn., Laos, czy niektóre Kraje Afrykańskie), należą do najbiedniejszych, najsłabiej rozwiniętych, i są niemal całkowicie lekceważone przez procesy internacjonalizacji.
Globalizacja państw a globalizacja jednostek
 
Trudno jest mi nie zgodzić się z tezami przedstawionymi w tekście wykładu Toma G. Palmera Globalizacja jest bardzo dobra!. Autor traktuje o globalizacji w kontekście zmniejszania bądź likwidowania barier w międzynarodowym handlu. Uważam jednak, że zaprezentowany sposób przedstawiania tej tematyki, jest dość ograniczony (być może dlatego, że tekst opublikowany na stronie prokapitalistycznej jest jedynie skróconą wersją wykładu), i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi.
Po co zadawać sobie trud wprowadzenia nowego terminu „globalizacja”, skoro pisze się o handlu? Stwarza to wrażenie, że pisze się o czymś nowym – starym, o czymś co jest obecnie modne, i wnosi nowe wartości.
Wracając do znaczenia samego terminu „globalizacja”, uważam, że można (a nawet powinno się) traktować je znacznie szerzej. Otóż jest to intensyfikacja procesów internacjonalistycznych, czyli rozwijanie się stosunków ekonomicznych między niezależnymi uczestnikami gry rynkowej z różnych krajów, oraz między państwami. Takie działania powodują, na płaszczyźnie międzynarodowej, powstawanie sieci mocniejszych, bądź słabszych współzależności społeczno-ekonomicznych. Pisząc o globalizacji można starać się wyróżnić główne obszary, w jakich ona występuje. Niewątpliwie dotyczą one: finansów i własności kapitału, różnego rodzaju rynków, technologii oraz badań naukowych, stylów życia i modeli konsumpcji (kultury), procesu postrzegania i świadomości społecznej oraz regulacji prawnych i stylów sprawowania władzy państwowej.
Zwłaszcza ostatni aspekt dotyczący państwowości został według mnie zbyt wąsko poruszony w wykładzie pana Palmera. Nie ma tam jasnego rozgraniczenia (którego według mnie, nie sposób nie uczynić) na globalizację obejmującą swoim działaniem swobodnie gospodarujące jednostki, oraz na globalizację państw. Wynika to po części z przyjętego gruntu terminologicznego, jasno wskazującego jedynie na handlowy charakter zjawisk globalnych. Ale nie sposób nie zauważyć, że w równoległym (często podobnym) procesie wymiany uczestniczą również państwa handlując między sobą chociażby papierami dłużnymi.
Mówiąc o globalizacji swobodnie działających jednostek zauważamy, że jest ona przejawem szukania przez ludzi optymalnych sposobów gospodarowania. Przedsiębiorca, który planuje rozwijać swoją działalność, i nie znajduje w swoim otoczeniu środków, które, według niego, są konieczne do osiągnięcia założonych celów, podejmuje decyzje o poszukiwaniu lepszych warunków w otoczeniu innym niż najbliższe. Zaczyna rozszerzać swoją działalność poza rodzinne miasta, województwa, kraje, kontynenty. Czyli tak rozumiana globalizacja ma swój początek już w etapie dobrowolnej współpracy dwóch jednostek, stającej się impulsem do rozwoju. Dwie jednostki (producent i konsument) dobrowolnie podejmują decyzje o współpracy. Obie odnoszą korzyści poprzez przystąpienie do tej umowy (gdyby było inaczej, nie podejmowaliby współpracy), ale jedna strona zyskuje korzyść pieniężną. Producent dostaje pieniądze ze wytworzony towar. Chcąc zarobić więcej (przedkładając zysk pieniężny nad korzyści, które osiągnąłby, gdyby sam używał tych produktów), stara się rozszerzyć grono konsumentów. Decyduje się sprzedawać swoje wyroby nie tylko w rodzinnym mieście, ale również w sąsiednim. Następnie, gdy odniesie sukces, oraz jeśli konsumenci nadal będą chcieli kupować jego produkty, może zdecydować się rozwijać swoją strefę wpływu o kolejne miasta, województwa, oraz kraje. Na ostatnim etapie zjawisko to nazywamy globalizacją. Taki stosunek ekonomiczny jest dobrowolny, wiec nie ma moralnie uzasadnionego argumentu za tym aby ingerowało w niego państwo.
Można również mówić (o czym wspomniałem wcześniej) o globalizacji na szczeblu państwowym. Ma ona miejsce wtedy, gdy władza rządząca na danym terenie, podejmuje decyzję (w imieniu swoich obywateli) o współpracy z podobną władzą z innego terenu w celu realizacji wspólnych ich celów. Tak więc, dobrowolnie wchodzą w związki, w których wszystkie strony (poza obywatelami, którzy chcąc nie chcąc uczestniczą w tym) zyskują. Przykładami takich organizacji międzynarodowych (na gruncie polityczno ekonomicznym) są Unia Europejska, NAFTA, OPEC – organizacja zrzeszająca największych światowych eksporterów ropy (poza Rosją), ZBiR, czy niedawno powołana Wspólna Przestrzeń Gospodarcza między Białorusią, Kazachstanem, Rosją i Ukrainą. Integracja państw miała w przeszłości i ma obecnie, miejsce również na płaszczyźnie militarnej. Współcześnie najważniejszym sojuszem jest NATO, ale warto wspomnieć również o tych tworzonych „doraźnie,” jak chociażby koalicja państw obecnie okupujących Irak.
Globalizacja państwowa w aspekcie społeczno ekonomicznym, może dotyczyć polityk: fiskalnej, handlowej, społecznej, ale również monetarnej. W roku 2002 część krajów które wchodzą w skład Unii Europejskiej, wprowadziło do obiegu wspólną walutę o nazwie EURO. Natomiast w październiku 2003 wysunięta została propozycja współdziałania dwóch największych obszarów walutowych (strefy EURO, oraz USD). Wspólpraca ta miałaby prowadzić do skoordynowanej polityki monetarnej, handlowej i interwencji na rynkach walutowym, celem zapobiegania „niepożądanym” zmianom kursów walut. Zjawisko globalizacji państw można odczytywać jako próbę działań na rzecz obrony swoich przywilejów władczych. Łatwiej jest razem ścigać nie płacących podatków obywateli, czyli tych, którzy zagrażają istnieniu władzy, czy przemytników, czyli tych, którzy umożliwiają konsumentom dostęp do tańszych, nie obłożonych cłem towarów.
Wracając do omawianego tekstu. Jedna z zalet „globalizacji w wymiarze handlowym” według Toma G. Palmera jest następująca: Handel, otwartość i globalizacja wspierają rządy demokratyczne i państwo prawa.
Przyznaję, że to stwierdzenie budzi we mnie sprzeczne uczucia. Uważam, że pomylono tu dwa aspekty zjawiska globalizacji rozróżnione przeze mnie wyżej: państwowy i dobrowolny dotyczący obywateli państw. Z tego twierdzenia wychwalającego handel, można wywnioskować, że jednostki działające dobrowolnie, dla swojego dobra wzmacniają władzę państwową. Uważam, że jest to nadużycie, wynikające z niepełnego zrozumienia charakteru działalności państw.
Pozwolę sobie w kilku zdaniach przedstawić wizję władzy państwowej którą akceptuję i przyjmuję za najbliższą moim poglądom. Podstawę do definicji władzy państwowej stworzył niemiecki filozof Franz Oppenheimer (1861-1943). Podzielił on społeczeństwo na dwie grupy: pierwsza z nich tworzona jest przez podatników, a druga przez ludzi którzy utrzymują się dzięki płaconym podatkom. Ta druga grupa wyzyskując pierwszą tworzy system państwowy. Śladami tego wybitnego filozofa podążał amerykański ekonomista profesor Murray Rothbard (1926-1995). Zauważa on, że państwo jest organizacją społeczną, która na danym terenie posiada monopol na tworzenie oraz egzekwowanie prawa. Z tak przyjętej definicji państwa można wyciągnąć wniosek, że interesy państwa i jego obywateli są sprzeczne. Obywatel, aby realizować swoje cele, chce zatrzymać przy sobie jak największą ilość środków, natomiast państwo chce mu je zabrać. Jak więc Handel, otwartość i globalizacja mogą wspierać państwo?
Uważam, że nie mogą.
Autor twierdzi również, że: otwarcie gospodarki Meksyku, dokonane za sprawą włączenia w struktury North American Free Trade Agreement – NAFTA, umożliwiło dojście do władzy prezydentowi Vincentowi Foxowi i przełamanie monopolu władzy Partii Rewolucyjnej. Wszyscy, którzy popierają demokrację i państwo prawa powinni popierać globalizację.
Czytając tak sformułowane myśli, od razu rodzą się we mnie wątpliwość podobne do przedstawionych powyżej. Co fakty dojścia do władzy Vincente Foxa, oraz szerzenia się na świecie systemu demokratycznego, mają wspólnego z globalizacją (jak mniemam widzianą przez pryzmat wolnego handlu)? Czy do tego aby swobodnie się wymieniać towarami z przedsiębiorcą z Chin, czy Iranu, potrzebna jest mi (a w zasadzie nam) zbieżność charakteru władz panujących w naszych otoczeniach?
Celem mojego artykułu nie jest podważenie słuszności stwierdzeń przedstawionych w opublikowanych tekście pod tytułem Globalizacja jest bardzo dobra!. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na wielowątkowość tematyki globalizacji, a z większością tez autora oczywiście się zgadzam. Uważam jednak, że temat nie został wyczerpany, i dlatego pozwoliłem sobie na częściowe (jak uważam) uzupełnienie go.
Uważam, że władza państwowa nie może odgrywać pozytywnej roli w swobodnych decyzjach gospodarczych obywateli z tego powodu, że swoją pozycję zawdzięcza przymusowi fiskalnemu. Tam, gdzie jest wolność gospodarcza, tam jest globalizacja jednostek gospodarujących (mająca niewiele wspólnego z podobnymi działaniami państwa) oraz bogactwo obywateli. Nie jest przypadkiem, że kraje, w których najsilniejsza jest władza państwowa (Korea Płn., Laos, czy niektóre Kraje Afrykańskie), należą do najbiedniejszych, najsłabiej rozwiniętych, i są niemal całkowicie lekceważone przez procesy internacjonalizacji.
Paweł Skrzynecki
(15 grudnia 2003)