W którymś z wywiadów „jaśnie oświecona” pani poseł Senyszyn stwierdziła, że małżeństwo czyli związek kobiety i mężczyzny w dzisiejszych czasach zaczyna być swego rodzaju anachronizmem. Mainstreamowa propaganda oceniła już małżeństwo, w świetle tych słów stało się ono przejawem patologii społecznej i degrengolady w postępowym społeczeństwie. Lewica swoje stanowisko uzasadnia tym, że wszędzie mówi się o szalejącej pladze rozwodów, ale za sprawą prawicowej retoryki wciąż podtrzymuje się uświęcony obraz małżeństwa, jako sakramentu bez skazy. Środowisko pani Senyszyn wykorzystuje plagę rozwodów w naszym kraju do uzasadnienia swoich społecznych reform, do których od lat bezskutecznie się przymierza – mowa oczywiście o legalizacji związków par homoseksualnych.


Wracając jednak do problemu, którego skala rzeczywiście zaczyna niepokoić, trzeba powiedzieć jasno – ilość rozwodów w Polsce rośnie z dnia na dzień i to w zastraszającym tempie. Polski ruch konserwatywny milczy w tej sprawie, chowając głowę w piasek, a redaktorzy pokroju Tomasza Terlikowskiego, którzy podejmują się tematu w debatach publicznych są wyśmiewani przez środowiska postępowe. Instytucja małżeństwa wrzucona została do worka z napisem – zaściankowe. Mało kto zdaje sobie sprawę jakie szkody niesie ze sobą ta przerażająca tendencja. Jedyną organizacją, która otwarcie mówi o skali całego problemu jest oczywiście Kościół katolicki, bodaj jako jedyny zwraca uwagę na to niepokojące zjawisko. Głos Kościoła jest jednak ignorowany z powodu stopniowej laicyzacji społeczeństw europejskich, zatem argumentacja przedstawicieli religijnych nie znajduje odzewu i nie trafia w sedno. Konserwatywne stanowisko Kościoła zdaje się być zrozumiałe, od samego początku sakrament małżeństwa był dla Kościoła katolickiego bardzo ważnym elementem wkomponowanym w jego naukę.

W tej chwili na świecie rekordzistą pod względem ilości rozwodów są Stany Zjednoczone, rozwodzi się tam ponad połowa zawieranych małżeństw, co w przeliczeniu stanowi ok. miliona rozwodów rocznie. W Europie mamy podobną tendencję, dane i statystyki są szokujące. Polska na szczęście odbiega od średniej europejskiej, ale z roku na rok niebezpiecznie się do niej zbliża.

Według danych GUS liczba rozwodów w Polsce na przełomie lat 2003-2009 przedstawia się następująco:

W 2009 r. rozwiodło się ok. 72 tys. par małżeńskich. Przyczyny rozwodów są różne. GUS sporządził dane również i w tej sprawie i dla przykładu w roku 2007 udział procentowy przyczyn rozwodów można przeanalizować na poniższym wykresie:

Problem jest na tyle frapujący, że wypada głębiej się nad nim zastanowić.

Nie trzeba daleko szukać. Na pierwszy rzut oka można znaleźć winowajcę całego zamieszania, odpowiedzialne za taki stan rzeczy jest polskie prawo. Prawo nie robi żadnych przeszkód w sytuacji kiedy dwoje ludzi chce się rozwieść. W świetle polskiego prawa jeśli obie strony się dogadają, ustalą warunki rozwodowe przed pójściem do sądu to taki rozwód może być załatwiony za jednym posiedzeniem sądu. Zniknęło również tzw. posiedzenie pojednawcze a koszt całego rozwodu oscyluje wokół kwoty 600zł.

Stare porzekadło mówi – Gdyby ludzie mieli ponosić konsekwencje swoich czynów dwa razy zastanowiliby się zanim by cokolwiek zrobili. Inaczej mówiąc gdyby rozwód nie był tak prostą sprawą, ilość zawieranych małżeństw może by i spadła ale w zamian za to zaobserwowalibyśmy wzrost jakości par małżeńskich. I w drugą stronę – gdyby zawarcie aktu małżeństwa nie było tak prostą sprawą, również decydowaliby się na nie ci którzy rzeczywiście chcą trwać w sformalizowanym związku, ponieważ wymagałoby ono jakichś większych wyrzeczeń co przełożyłoby się na jakiś wzrost partnerskiej odpowiedzialności. Mówiąc o jakości, ma się rozumieć rzecz jasna – uczciwość, lojalność i bezgraniczne oddanie partnerowi. Na ślub decydować by się miały osoby, które rzeczywiście są zdeterminowane do tego aby swój związek formalnie przez całym światem uprawomocnić. Taki rodzaj małżeństwa cechowałby się niebywałą wręcz uczciwością, a jak wiemy uczciwość przekłada się na trwałość związku, tezę tą można wyciągnąć na podstawie danych GUS, biorąc pod uwagę jedną z najczęstszych przyczyn rozwodów – niedochowania wierności.

O tym, że małżeństwa przestały być trendy dowiedzieliśmy się w momencie kiedy w 2004 r. będąca wtedy u władzy klika SLD wprowadziła dodatek materialny dla osób samotnych, które wychowują dzieci. Po wprowadzeniu tego zapisu ilość rozwodów rzeczywiście gwałtownie wzrosła, z prostej przyczyny – nie opłaca się już zawierać małżeństwa, a już tym bardziej nie opłaca się mieć w małżeństwie dzieci. Polskie prawo zamiast wspomagać i chronić instytucje rodziny, de facto przyczynia się do rozpadu małżeństw przez to, że nie ma dla par nic do zaoferowania. Single zdają się być uprzywilejowane w tzw. opiece socjalnej i innych socjalistycznych wynalazkach. Rodziny nie mają w Polsce żadnych szans, nie mogą liczyć na żadną pomoc, w przeciwieństwie do osób żyjących samotnie.

Dopóki polskie prawo będzie sprzyjało rozwodom, dopóty obserwować będziemy gwałtowny wzrost liczby rozwodów i skala problemu będzie się tylko powiększać. Co z tym zrobimy zależeć będzie jedynie od nas samych. Nie chodzi bynajmniej o próbę utrudniania zawarcia aktu małżeństwa czy wsparcia ich finansowo przez państwo, rzecz w tym by chociaż medialnie promować model rodziny jako tej, która stanowi najbardziej produktywną grupę społeczeństwa.  Niestety dzisiaj model tradycyjnej rodziny jest promowany jako ten, który utrudnia życie indywidualistycznym jednostkom, że marnuje potencjał osób, które próbują osiągnąć sukces zawodowy.  Albo kariera albo życie rodzinne – mówią postępowcy, nie ma trzeciej drogi, konsensus w tej kwestii ich zdaniem jest niemożliwy do osiągnięcia. Nie poświęcajcie się prozaicznemu życiu rodzinnemu, róbcie karierę! Świat stanął do góry nogami.

Karol Mazur

Foto: http://adwokatkrakow.firmy.net/

4 KOMENTARZE

  1. Cel Ligi Oszustow: 500 mln ludzi zamiast 6 mld (ciekawe skad ta liczba i czy jest prawdziwa). W Niemczech liczba singli wzrasta z roku na rok a pary prowadzace na smyczy psy sa czesciej spotykane niz pary z dziecmi na spacerze. Zatem wszystko jasne.

  2. Nie państwo powinno dbać o małżeństwa, tylko ludzie wchodzący w skład tegoż. I tyle w temacie. Nie chciałbym by urzędnik decydował z kim mogę się żenić (bo np. jest duże prawdopodbieństwo rozwodu), tylko po to by poprawić sobie statystyki. Z drugiej strony nie chciałbym rownież by urzędnik decydował czy z osobą, z którą się ożeniłem muszę później spędzać 50 lat życia. Artykul swoimi tezami strasznie denerwujący. Traktujący ludzi rozwodzących się jak debili, ktorym nalezy zabronić rozwodu.

  3. Instytucja małżeństwa pochodzi z religii, więc powinna się trzymać wytycznych jakie określa względem rodziny religia.

  4. Powstaje pytanie: ile z tych rozwodów jest spowodowanych faktycznymi pobudkami, a ile jest fikcyjnych, tj. oparty na wspólnej chęci poprawienia sytuacji finansowej rzekomo rozbitej rodziny. W UK np. jest tak patologiczny system, że małżeństwa mistyfikując swój rozwód mogą poprawić budżet o nawet kilkaset funtów miesięcznie. Dla wielu stanowi to 30, 40 czy nawet 50 procent miesięcznych dochodów. I to jest powód. Po prostu się opłaca.

Comments are closed.