W czasie piątkowej konferencji prasowej utrzymywanych przez nas panów w mundurze generalskim i pułkownika, pan o smutnej twarzy, gen. Parulski, opowiedział o zabezpieczeniu samolotu. Z jego słów wynika, że Polska nie powiedziała Rosjanom: wstawcie resztki samolotu do hangaru, a jeśli was nie stać przyślemy hangar i ekipę do jego złożenia w ciągu tygodnia. Polska powiedziała, że oczekuje zabezpieczenia samolotu i przedstawiła trzy warianty: hangar, duży namiot, albo przykrycie szmatą. Rosja po kilku miesiącach odrzekła: przykryjemy szmatą. Na co, wg Parulskiego, po konsultacjach wewnętrznych, Polska zgodziła się.

Jak można się wahać ze zgodą na WŁASNĄ propozycję nie wyjaśnił, zresztą nikt z dociekliwych dziennikarzy śledczych tego nie oczekiwał. Nie wyjaśnił też czy zadekretowana przyjaźń i braterstwo polsko-rosyjskie sprawia, że Polska w innych sprawach daje Rosji jeszcze bardziej wymagające alternatywy…


A mogło być tak. Samolot rozbija się pod Smoleńskiem. Rosyjski premier, który właśnie doprowadził do posadzenia w więzieniu morderców niejakiego Aleksandra Litwinienki, w wystąpieniu na żywo oświadcza: ”Dla sprawy dobrosąsiedzkich stosunków, by nie było żadnych podejrzeń, poprosiliśmy natychmiast polskie ekipy telewizyjne o nadawanie na żywo co uznają za etyczne i nagrywanie całego terenu zdarzenia dla celów polskich śledczych. Polskiego premiera poprosiłem o przyjazd i zabranie ze sobą ekipy prokuratorskiej, lekarskiej i innych służb. Wszystkie osoby z lotniska są do dyspozycji polskich śledczych. Zrobimy w tej sprawie wszystko, aby Federacja Rosyjska nie była posądzana o jakiekolwiek mataczenie w tej sprawie. Zdajemy sobie sprawę z wagi katastrofy.”
Polski premier w wystąpieniu na żywo do którego przygotowywał się kilka godzin od uzyskania wiadomości przed 9-tą czasu warszawskiego oświadcza, że przyjmuje tę deklarację ze zrozumieniem i wdzięcznością. Stosowne ekipy już są w drodze, a rozumiejąc nieufność obozu prezydenckiego w świetle kilkuletniego sporu, spełnił jego oczekiwania i wybrał wskazane przez konkurentów politycznych osoby, mające zajmować się śledztwem. Zwróci się też do NATO i zaprzyjaźnionych rządów o pomoc w całej sprawie.
Dalej – postąpionoby jak w przypadku katastrof maszyn powietrznych poważnych krajów.  I być może okazałoby się, że winna była załoga samolotu, naciskana przez kogoś wewnątrz kokpitu. Ale nikt by nie miał wątpliwości, że ktoś coś ukrywał, że mataczył, że kpił sobie z publiczności nie wierzącej własnym oczom i uszom co się w tej sprawie robi, a właściwie czego się nie robi.
Tymczasem jesteśmy świadkami dokładnie odwrotnych działań, ze smutnymi wystąpieniami wojskowych prokuratorów włącznie. Ślepych i głuchych, albo takowych udających.
Wojciech Popiela