Kwestia cypryjskiej kontrybucji wywołała lawinę komentarzy. Całkiem słusznie oberwało się Unii Europejskiej jako tworowi niewiarygodnemu. Jednocześnie okazało się, że są banki, których upadek nie jest groźny.



Znamienne, że wedle pierwotnego planu „opodatkowania” lokat cypryjskich banków zamierzano „pozyskać” 5,8 mld euro, a bankructwo Laiki Popular Bank „pozwoli rządowi pozyskać 4,2 mld euro”. Hm, gdyby w ten sposób potraktować wszystkich banksterów owiniętych w grecki papier… Ale jak wiadomo niektóre banki są za duże by upaść i trzeba różnych bailoutów na koszt podatników.
Inna rzecz, że już same założenia odnośnie pozyskiwania środków w ramach opodatkowania lokat bankowych, różnymi stawkami w zależności od zgromadzonych środków, każą zapytać o tajemnicę bankową. Wygląda na to, że nawet w tzw. rajach podatkowych jest ona fikcją, skoro politycy doskonale wiedzą jakiego rzędu zyski mogą osiągnąć. Szczególnie, gdy bohatersko walczą z kryzysem, który sami wyprodukowali, wcielając w życie myśl Alexisa de Tocqueville, że „nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”. Za wielce prawdopodobne można przyjąć założenie, że w następstwie cypryjskiej awantury ludzie czym prędzej zabiorą swoje oszczędności poza zasięg lepkich łapek polityków, a że banki nie obracają własnymi pieniędzmi, doprowadzi to do pogłębienia kryzysu polityki życia na kredyt.
„Wydaje się słuszne poprosić o kontrybucję wszystkich posiadaczy rachunków” twierdził uzasadniając pomysł szef Eurogrupy Jeroen Dijsselbloem, który kilka dni później oznajmił, że „udało się uniknąć opodatkowania depozytów”. Abstrahując od kuriozalności sytuacji, warto zwrócić uwagę na semantykę wypowiedzi wpływowego wszak polityka UE.
Termin „kontrybucja” ma jasno określone znaczenie. Jest to „danina pieniężna jednorazowa lub stała, nakładana przez państwo zwycięskie na państwo pokonane lub przez okupanta na ludność okupowanego terytorium; w starożytności i średniowieczu – danina pieniężna na rzecz panującego lub państwa” (za: Słownik języka polskiego PWN, Warszawa 1988). UE póki co państwem nie jest. Domagający się kontrybucji  Jeroen Dijsselbloem jest z kolei holenderskim ministrem finansów, a jakoś nie słyszałem, by Holandia podbiła Cypr. Podobnie laureatka pokojowej Nagrody Nobla, UE, której przedstawiciele starali się ponoć wszelkimi sposobami wymusić kontrybucję. Z kolei demokratycznie wybrani politycy utrzymują, że tylko sprawują swe urzędy, a nie panują. Czyżby zatem  Jeroen Dijsselbloem przypadkiem powiedział prawdę o tym, czym jest UE tudzież w jakim kierunku będzie ewoluować i jak będą w niej traktowani obywatele?
Kolejna niejasna kwestia w wypowiedziach szefa Eurogrupy to twierdzenie, że „udało się uniknąć opodatkowania”. Komu? Przecież nie  jemu, skoro wcześniej był jak najbardziej za i bynajmniej przeciw. Bardziej niż wyraz ulgi jego wypowiedź zakrawa na groźbę, że próby będą ponawiane aż do skutku, jak to miało np. miejsce w przypadku referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego w Irlandii.
Jakiś czas temu pojawiły się informacje, że KE prowadzi prace nad powołaniem Prokuratory Europejskiej, która ma ponadnarodowo ścigać przestępstwa „przeciwko interesom finansowym Unii”. Podważenie wiarygodności UE w sprawie kontrybucji cypryjskiej niewątpliwie wcześniej czy później odbije się na jej „interesach finansowych”. Jednakże wątpliwe, że to eurokraci staną się obiektem zainteresowania Prokuratury Europejskiej. Prędzej czeka to wszystkich krytycznie nastawionych do kryształowo mętnych pomysłów eurokratów. Najwyraźniej Parlament Europejski przystąpił już do sporządzania list proskrypcyjnych, wykładając pieniądze na monitorowanie prasy i internetu w poszukiwaniu eurosceptyków. Rzecz jasna nie oficjalnie; oficjalnie unijne trolle mają „monitorować w czasie rzeczywistym publiczne rozmowy oraz społeczne nastroje, aby móc zrozumieć, jakie tematy są modne [sic! – dopisek MN] oraz mieć możliwość szybkiego reagowania” poprzez włączanie się w dyskusję i „przytaczanie faktów i liczb obalających różne mity”. A co przeszkadza przy okazji spisać malkontentów, którym się ustrój nie podoba?
Czasy stają się coraz ciekawsze. Jak to dobrze, że Rzeczpospolita Polska i Unia Europejska gwarantują nam poszanowanie wolności i własności. Chociaż to mamy pewne. Jak w banku…
Michał Nawrocki
Fot.: MN/internet