Przytaczaliśmy niedawno wypowiedź prof. Krzysztofa Rybińskiego, który mówiąc o panującej wokół „ekonomii absurdu” zdefiniował ją jako budowanie przyszłości społeczeństw na złudzeniu, że dodruk pieniądza zawsze będzie przynosił tylko dobre rezultaty. Cóż z tego, że „bańka spekulacyjna”, cóż z tego, że dług publiczny”, cóż z tego, że rodzące się dziś dzieci przychodzą na świat z garbem zadłużenia…

Dziś czytam, że Unia Europejska będzie decydować o tym, czy Chiny są gospodarką rynkową. Ta Unia Europejska, opanowana przez różnej maści lewaków, socjalistów, trockistów, ma decydować czy najdynamiczniejsza gospodarka świata zasadza się na wolnym rynku. Ta Unia Europejska, która od lat prowadzi politykę sztucznego pompowania wzrostu, który mimo to jest niemalże zerowy, w porównaniu z kilkuprocentowym wzrostem Chin.

Dlaczego wspominam o Chinach? Otóż tamtejsza gazeta, uznawana za tubę partii, „Dziennik Ludowy” napisała, że chińską gospodarkę w najbliższym czasie mogą czekać przełomowe zmiany. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że może tu chodzić o powrót do centralnego planowania. Nic z tych rzeczy… Gazeta cytuje bliżej nieokreślonego oficjela Kom-Partii, który stwierdza, że „Chiny powinny trzymać się proaktywnej polityki fiskalnej i ostrożnej polityki monetarnej, a nie wzorem największych gospodarek świata nakręcać gospodarkę wzrostem zadłużenia”. Mówiąc inaczej, chińskie władze doszły do wniosku, że o wiele lepiej przysłuży się gospodarce obniżka podatków, aniżeli stymulowanie gospodarki poprzez bardzo dobrze znane od kilku lat w USA oraz w strefie euro tzw. luzowanie ilościowe – tj. drukowanie pieniędzy przez bank centralny i wciskanie go ludziom w postaci kredytów. Chińczycy, choćby i komuniści – jak widać – durni nie są i potrafią wyciągać wnioski z tego, co widzą. Choćby Grecja – żeby daleko nie szukać. Poza tym mają własny przykład – to w końcu poluzowanie gorsetu krępującego potencjał gospodarczy własnych obywateli doprowadził do wielkiego skoku chińską gospodarkę.

„Dziennik Ludowy” przytacza opinię przedstawicieli chińskich władz, którzy mają świadomość, iż w przypadku jakiegoś krachu odczuje to również ich kraj, niemniej ucierpi on „bardziej na kryzysie finansowym i recesji, jeśli rząd przesadnie zaufa metodzie stymulowaniu gospodarki przez zwiększanie zadłużenia”.

Money.pl, który cytuje chińską gazetę, dodaje że w kręgach komunistycznych władz przeważa przekonanie, iż „interwencje państwa uniemożliwiają oczyszczenie gospodarki z elementów ją obciążających i zarazem pełne wyzwolenie sił rynkowych. Czynniki te zapewniają wzrost długoterminowy na mocnych fundamentach”. Jak pisze portal: „władze Chin doszły najwyraźniej do wniosku, że lepiej dopuścić do naturalnego zachwiania, bo to da mocniejsze i zdrowe podstawy gospodarce w przyszłości, niż próbować chwilowo wprowadzać stymulanty i zastawki”.

I kto by pomyślał, że doczekamy czasów, kiedy to przyjdzie nam brać przykład z komunistów, co prawda chińskich, ale jednak…

Paweł Sztąberek

1 KOMENTARZ

  1. Chiny to kilkusetmilionowa klasa średnia. Dorabiają się nie tylko elity, ale wszyscy. To na Zachodzie elity się bogacą za pomocą pauperyzowania mas.

Comments are closed.