Cyfrowa waluta oznacza niewolę
Cyfrowa waluta oznacza niewolę (foto. pixabay.com)

Wspominałem niedawno o zabieganiu rządców Nigerii i Ukrainy o znalezienie się w gronie „pionierów” w zakresie wdrażania CBDC (cyfrowych walut banków centralnych). W pierwszym przypadku pretekstem jest przedstawianie CBDC jako panaceum na chroniczną korupcję i przestępczość finansową, a w drugim przypadku – podkreślanie ich rzekomej efektywności w dziele finansowej obsługi kraju ogarniętego konfliktem zbrojnym.

Nigeria ani Ukraina nie stanowią jednak globalnych finansowych opiniotwórców, w przeciwieństwie do USA. Już tylko zatem czekać, aż Fed ogłosi, że wprowadzenie CBDC – prace nad którym trwają w Stanach od grudnia zeszłego roku – jest najlepszym gwarantem zapobiegania upadkom instytucji takich jak Silicon Valley Bank czy niesławna kryptowalutowa giełda FTX, albo też podmiotów finansowych o dużo bardziej „systemowym” znaczeniu, które mogą zacząć się niebawem rozsypywać w ramach dłużnych efektów domina. Wszakże wszystkie transakcje dokonywane w CBDC są absolutnie jawne dla centralnego systemu nadzorczego, a tym samym – jak zapewne rychło usłyszymy – ich rejestr umożliwia kontrolowanie na bieżąco, czy „systemowo ważne” banki bądź fundusze inwestycyjne są odpowiednio dokapitalizowane.

Jeśli więc w najbliższym czasie dojdzie do naszych uszu podobny syreni śpiew, zaintonowany w USA i powtarzany na całym świecie, wówczas nie należy mieć najmniejszej wątpliwości, jak na niego odpowiedzieć: żądaniem nietykalności gotówki, likwidacji limitów płatności gotówkowych i rozmontowania wszelkich wścibskich „centralnych rejestrów” transakcji, zwłaszcza podlegających „międzynarodowo zharmonizowanym” regulacjom. Wtedy i tyko wtedy można być bowiem pewnym, że nie pozostało się biernym w oporze wobec wizji świata, w którym kupić ni sprzedać nie może nikt, kto nie jest oznaczony przez budowniczych globalnej wieży Babel.

Jakub Bożydar Wiśniewski

1 KOMENTARZ

Comments are closed.