Do 2013 roku Bułgaria dostanie z unijnej kasy dodatkowe 300 mln euro. Będzie to część rekompensaty za zamknięte elektrownie.
Zamknięcie siłowni było jednym z warunków dopuszczenia Bułgarii do europejskiej elity. Jak w większości elitarnych środowisk, tak i tu, niezwykle ważne są funkcje ceremonialne – świadczące o prestiżu UE. Jedną z nich są na pewno normy bezpieczeństwa i wpływu na środowisko naturalne. I tak, odłączono Bułgarom cztery reaktory. Kraj pozostał bez prądu, ale za to w doborowym towarzystwie.
Wkrótce po dostosowaniu elektrowni do unijnych standardów (odłączeniu ich), państwo dotknęła wizja importowania energii. Zdobywany za granicami prąd jest oczywiście o wiele droższy niż własny, a czas budowy nowych reaktorów – nieskracalny. W związku z tym reszta krajów Unii musi do prądu Bułgarom dopłacać.
Problemu dałoby się zapewne uniknąć, gdyby nie europejska obsesja ujednolicania wszelkich procedur i technologii. Wyidealizowane standardy bezpieczeństwa nie uwzględniają możliwości słabszych ekonomicznie członków UE. Bogatym Niemcom, czy Francuzom trudno zrozumieć, że inne kraje nie posiadają ani wystarczających dochodów, ani już zgromadzonego kapitału, ani też odpowiedniej wiarygodności biznesowej (niezbędnej przy poszukiwaniu inwestorów). Trzeba więc dopłacać ze wspólnotowej kasy, żeby sąsiadom nie odłączono zasilania.
Każdy z nas przyzwyczajony jest do dokonywania w życiu różnych wyborów. Jeśli nas nie stać, albo chcemy zaoszczędzić, kupujemy na przykład tańsze auto. Może nie jest ono tak wygodne i bezpieczne jak pojazdy z wyższej półki, ale jest jakieś. Nie musimy chodzić pieszo. Unia Europejska pozbawia podobnego wyboru swoje kraje członkowskie. Większość nowych inwestycji musi być bardzo wysokiej jakości. Gwarantuje to na pewno szeroko pojęte bezpieczeństwo społeczeństwom. Bezpieczeństwo, na które większości nie stać.
Szymon Nowaczyk
Publikacje autora przeczytać można również na neteor.blogspot.com