W skartelizowanym i mafijnym systemie politycznym, jaki mamy w Polsce, transfery pomiędzy partiami nie są czymś niezwykłym. Tym bardziej, że partie zasiadające w parlamencie są bardzo zbliżone do siebie ideologicznie, choć trafniej byłoby chyba powiedzieć „bezideologicznie”. Wczoraj jednak przekroczyliśmy pewną granicę, do której póki co jedynie się zbliżaliśmy. Można powiedzieć, że jesteśmy świadkami całkowitej demoralizacji polskiego systemu politycznego.

Swojego czasu napisałem tekst o zawirowaniach na scenie brytyjskiej po ostatnich wyborach parlamentarnych. Patrząc na tamtejszą sytuację z perspektywy wczorajszego transferu Joanny Kluzik-Rostkowskiej z PJN, a wcześniej Bartosza Arłukowicza z SLD, można dojść do wniosku, że wydarzenia w Wielkiej Brytanii są czymś jak najbardziej naturalnym i nie powinny dziwić. Zgodnie z zasadą im więcej patologii, tym bardziej przesuwa się granica normalności, być może już wkrótce praktyki, które uskutecznia była szefowa PJN staną się standardem. Na razie chyba jest rekordzistką, jeśli chodzi o tempo zmiany barw partyjnych. W przeciągu kilku miesięcy odwiedziła aż trzy. Wiarygodność tej pani spadła do zera i powinna być automatycznie skończona na polskiej scenie politycznej. Pytanie tylko czy wyborcy zechcą dać jej kosza? Sytuacja jest dla mnie krystalicznie czysta. Wybory się zbliżają, miejsce przy korycie PJN jest niepewne, więc trzeba zadbać o posadkę nawet kosztem utraty twarzy. Ludzie pojęczą, poskamlają, pobiadolą, w końcu uciszą się i zapomną, a kasa na konto będzie płynęła. Pani Kluzik-Rostkowska wraz ze swoimi nowymi kolegami śmieje się nam wszystkim prosto w twarz, bo wie, że mandat i tak zdobędzie.

Fenomen PO jest bardzo ciekawy. Partia zaczynała w 2001 roku odwołując się do idei konserwatywnego liberalizmu. Dzięki pewnym elementom tegoż właśnie zbudowała swój sukces wyborczy w 2007 roku.  Z owego konserwatywnego liberalizmu nie zostało nic. A może w ogóle go nigdy nie było? To zwykła ściema, mająca służyć za magnes wyborczy. Ci ludzie nie są zdolni nawet przeprowadzić drobnych zmian, a co dopiero mówić o gruntownych reformach. Do tej pory wszelkie próby edycji jej przynależności do nurtu ideowego na Wikipedii, są blokowane lub natychmiastowo cofane. Bzdury, które są tam powypisywane, nadal wprowadzają w błąd mniej zorientowanych w polityce. Tymczasem aż korci, żeby usunąć wszystko to, co jest w punkcie „ideologia polityczna” i wstawić tam wiele mówiący termin „brak ideologii”. PO to dzisiaj partia władzy, biorąca pod swoje skrzydła każdego mającego parcie do władzy, a w kwestiach praktycznych kierująca się zwykle XX-w. reliktem ideowym, czyli nurtem socjaldemokratycznym. Tak było z transferem Danuty Huebner, Marka Belki (choć on formalnie oczywiście nie jest członkiem partii), tak było Bartoszem Arłukowiczem i wreszcie tak jest z Jonną Kluzik-Rostkowską. Bankructwo ideowe partii Tuska już się więc dokonało. Bankructwo polityczne dopiero przed nami. Wystarczy, że raz powinie się noga, a ten cały cyrk rozpadnie się na wiele części, brakuje mu bowiem jakiegokolwiek spoiwa poza wspomnianym korytem.

Roszady, jakich jesteśmy świadkami, każą zadać sobie pytanie, czym tak naprawdę różnią się partie, które zasiadają w parlamencie. Kluzik-Rostkowskiej dobrze było w PiS, dobrze było w PJN, teraz dobrze będzie w PO. Podejrzewam, że i w PSL bez trudu znalazłaby sobie miejsce. Zresztą mówiło się swojego czasu o tym, że Ludowcy oferują miejsca na listach posłom PJN. Mamy do czynienia z olbrzymim upodobnieniem do siebie wszystkich partii parlamentarnych. Jedyne różnice polegają na kwestiach społecznych, choć i tu polaryzacja jest coraz mniejsza. Nawet jeśli da się wychwycić różnice w programach gospodarczych, to w praktyce zanikają one, kiedy dane ugrupowanie dochodzi do władzy. Różne odcienie czerwieni święcą swoje triumfy. Efekty? Dług publiczny krok po kroku dobija do 800 mld zł, opodatkowanie stale rośnie, system emerytalny zbliża się do katastrofy, a my stoimy u progu kolejnego festiwalu obietnic wyborczych finansowanych ze środków przyszłych pokoleń oraz dyskutujemy o tym, czy gej będzie mógł z gejem zawrzeć związek partnerski. Czuję się, jakby ktoś mi pluł w twarz.

Polskiej polityce potrzebny jest wiatr odnowy, podobny do tego, który przetacza się w tej chwili przez amerykańską scenę. Potrzebne jest odnowienie ideowe, polityczne i gospodarcze, żeby się jednak ono dokonało, społeczeństwo musi dostrzec błędny kierunek, w którym zmierzamy. Otrzeźwienie przyjdzie tak czy inaczej. Jeżeli nie dokona się w obecnych warunkach, to sytuacja gospodarcza w końcu je wymusi. Pytanie tylko, kto z obecnie funkcjonujących na scenie politycznej będzie wtedy u władzy, czyli komu przypadnie wątpliwa przyjemność przyjęcia na siebie impaktu.

Łukasz Stefaniak

21 KOMENTARZE

  1. Podaję możliwe odpowiedzi na końcowe pytanie:
    a) „liberałowie” z po
    b) „konserwatyści” z pis
    c) „chadecy” z psl
    d) sld mający za słaby wpływ na koalicjanta
    Chciałoby się rzec dupa zawsze z tyłu…
    Przy obecnym zawłaszczeniu pojęć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można stwierdzić, że walnie nie tych co powinno. Nie żebym był defetystą, ale moim zdaniem w obecnej rzeczywistości nie wygra się jako „liberał”, „konserwatysta”, „kolib”, „libertarianin” (kto to w ogóle wymówi?) ani „prawica”, nawet nowa.
    Najbardziej podstawowy, pozytywny i chyba niemożliwy do zniszczenia wydaję się być wolny wybór. Można go tłumaczyć na wiele sposobów – od egoistycznie-indywidualnego po indywidualnie-altruistyczny.
    Z brakiem idei ideą nawet najbardziej szczytną dzisiaj się chyba nie wygra. Trzeba zejść na podstawowe kwestie i zawłaszczyć je samemu m.in. przez powyższe tłumaczenie na wszystkie możliwe sposoby w zaskakujący sposób zbliżające do jednego celu.
    Wierzę, że powyższe nie brzmi jak bełkot szaleńca. Chciałem być internetowo zwięzły, ale na poziomie ogólności bywa to trudne ;).

  2. @Tadeusz
    „Przy obecnym zawłaszczeniu pojęć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można stwierdzić, że walnie nie tych co powinno.”
    Tego można się na poważnie obawiać. Czekałby nas w tym przypadku powrót jakiegoś ostrego socjalizmu. Mam nadzieję, że ludzie nie dadzą się na to nabrać.
    „Nie żebym był defetystą, ale moim zdaniem w obecnej rzeczywistości nie wygra się jako „liberał”, „konserwatysta”, „kolib”, „libertarianin” (kto to w ogóle wymówi?) ani „prawica”, nawet nowa.”
    W USA zaczyna się wygrywać. Zobaczymy, jak będzie u nas, zwłaszcza po tym, jak zaczną sprawdzać się prognozy przez Pana wymienionych.
    „Najbardziej podstawowy, pozytywny i chyba niemożliwy do zniszczenia wydaję się być wolny wybór.”
    Ależ ten wolny wybór można podłączyć pod jakiś wymieniony wcześniej termin, tak żeby zaczął się z nim ściśle kojarzyć. Jedno nie wyklucza w mojej ocenie drugiego. To byłby też dobry początek na drodze ku naprawie pojęć.

  3. Po raz kolejny mamy dowod na to, ze czas tzw. partii polityczny sie skonczyl. Pytanie: dokad z nimi mozna? Odp. jest prosta – do nikad. Swiat musi sie skoncentrowac na gospodarce. Tej realnej, fizycznej, a nie wirtualnej z kreowanym w komputerze pieniadzem. Zyjemy z konsumpcji tego co jest dostepne poprzez produkcje. Czas na no aby swiatem zaczeli zarzadzac – jako jednym wielkim przedsiebiorstwem – menedzerowie. Swiat stal sie firma. Musi byc prowadzony wg zasad rachunku jak to sie robi w dobrej firmie. Tego faktu jednak nadal nie rozumieja ludzie, ktorzy z realna gospodarka nie maja nic wspolnego lub nie sa w niej aktywni jako zarzadzajacy. Panowie tez chcielibyscie niby zmian a ciagle wracacie do tzw. polityki partyjnej. To sie – jak sami pokazujecie – dawno skompromitowalo. Nie ma w tym zadnej sily nosnej, napedu i rozwoju. Jest tylko trwanie i grabiez tego, co jeszcze uczciwa machina gospodarcza wytworzy. Upadek jest nie unikniony. Tylko nastawienie na gospodarke i zarzadzanie nia przez wybranych i kontrolowanych menedzerow moze uratowac swiat od totalnej plajty.

  4. Razwiedka – tu jest klucz do rozwiązań systemowch. Jak razwiedka zrozumie, że obecna sytuacja jest dla niej nie korzystna i tylko zmiany konserliberalne w polityce, gospodarce i kulturze będą dobre dla jej interesu to „coś” się zmieni. Inaczej to jest bicie o mur. I albo, jeżeli chcemy uczestniczyć w tym demokratycznym cyrku, idziemy na wybory i oddajemy głos nie ważny, skreślając wszystkich kandydatów, albo, jeżeli nie chcemy być robieni durniami nie idziemy na wybory i zajmujemy się tym co lubimy. Tylko te dwa wyjścia są możliwe, inne to samooszukiwanie się.

  5. Panie wsciekly a ktore z tych rozwiazan cos zmieni realnie? Takie smieszne prostesty jedynie sa woda na mlyn dla ukladu. Nie wazne jak mowia kto i jak glosuje lecz kto liczy glosy. Jedyne co moze odniesc skutek to likwidacaj wyborow i odsuniecie aparatczykow od stolu. W zamian – wyzej podana jest droga do nowej formuly funkcjonowania swiata. Prosta i skuteczna.

  6. Co do zmian na scenie politycznej w USA… Niedawno przeczytałem (bodajże tekst Samuela Gregga z Instytutu Actona), że wg. badań większość uczestników partii herbacianej w Stanach opowiada się za utrzymaniem państwa socjalnego. Nie brzmi to budująco, zwłaszcza, że to właśnie system państwa opiekuńczego w dużej mierze przyczynia się do degeneracji życia społecznego, politycznego i gospodarczego…

  7. Panie Marko to niech Pan weźmie i odsunie aparatczyków (chyba partyjnych?)od stołu (chyba prezydialnego?)oraz zlikwiduje wybory! No to dziś czy jutro to Pan uczyni? Ma Pan narzędzia do dokonania takich zmian? Czekam, że Pan Panie Marko dokona zmian, które zmienią obecną rzeczywistość na lepszą. Doczekam się? Kiedy?

  8. Panie wsciekly – widzow nam nie trzeba. Tylko aktywnych uczestnikow. Jak wiekszosc tak jak pan zyczy sobie usiasc na widowni i popatrzec jak jeden sie mocuje to efekt takiej zabawy jest latwy do przewidzenia. Jesli nie chce pan uczestniczyc to po co pan narzeka? Narzekac kazdy potrafi. Zrobic – niewielu.

  9. Panie Pawle a jakie to panstwo socjalne ma USA? Czy Pan tam kiedys zyl choc troche? Ja akurat tak i nie troche a b. dlugo. Tam nie ma zadnego socjalu, czlowiek jest zostawiony sam sobie i jesli nie ma konskiego zdrowia lub licznej rodziny to szybko laduje na bruku. Doslownie. O jakim wiec socjalu Pan mowi? A co do p. Gregga to gosc reprezentuje najbardziej paskudne odlamy hochsztalerskich grup i az dziw bierze, ze podaje sie za kogos i jest tak pokazywany w PL kim nie jest. Placa mu grupy z wall street za propagande pseudokapitalizmu. Nic dziwnego, ze straszy „socjalami”. Ktorych w USA nie ma i chyba nigdy nie bylo.

  10. Polecam Panu książkę „Bez korzeni” (autor – zdaje się – Murray). Może ona coś Panu wyjaśni, o czym Pan może akurat nie wie, mimo że mieszkał Pan długo w USA.

  11. Panie Marko właśnie o tym piszę – ZRÓB PAN ZMIANY o których Pan piszesz: zlikwiduj wybory i odsuń aparatczyków, to na początek; ciekawe jak Pan to zrobisz? CZEKAM! Pan chyba nie rozumie słowa pisanego? Problem jest tego rodzaju, że wiadomo co jest złe i dlaczego, a nie wiadomo jak te zmiany wprowadzić i kto je ma przeprowadzić (czyżby jednak tajniacy z razwiedki?). Panie Marko staraj się Pan czytać na przyszłość ze zrozumieniem nie będzie Pan na tej zacnej stronie wprowadzać zamieszania i niezdrowego fermentu.

  12. Od kilku miesięcy obserwuję tę stronę. bardzo udana i potrzebna. Myślę jednak, że admin powinien ją prewencyjnie cenzurować z osobników pokroju „Marko”. Nic nie wnoszą, a zajmują miejsce i czas. Dopuścić im jedną góra dwie wypowiedzi, a następnie kasować ich wpisy dla jasności strony.

  13. @mały obserwator
    Nie wiem czy to dobry pomysł. Dusić się we własnym sosie też chyba nie byłoby najlepiej… Ale na pewno kasowane będą wpisy odbiegające daleko od podstawowych zasad kultury

  14. @paweł
    „Co do zmian na scenie politycznej w USA… Niedawno przeczytałem (bodajże tekst Samuela Gregga z Instytutu Actona), że wg. badań większość uczestników partii herbacianej w Stanach opowiada się za utrzymaniem państwa socjalnego.”
    To zależy. Jeżeli wejdziemy głębiej w szczegóły, to będzie dało się zauważyć różne tendencje. Przykładowo Reason Magazine prowadzi regularne badania opinii społecznych (telefoniczne). Ostatnio były na temat tego, czy obniżyć podatki socjalne tak, żeby ludzie mogli sami oszczędzać na swoją emeryturę: http://reason.com/poll/2011/05/27/differences-on-social-security. Według tych danych 64% zwolenników TEA Party i 50% zwolenników Partii Republikańskiej nie zrzeszonej pod szyldem TEA Party, jest za takim rozwiązaniem. Z drugiej strony ciekawe jest to, że aż 31% osób określających się jako „libertarianin” jest przeciwko takiemu rozwiązaniu.
    Oczywiście kwestie emerytur to jedynie wierzchołek góry lodowej w całym tzw. „państwie opiekuńczym”. Niezależnie od tego, nie ma najmniejszych szans, żeby taka forma państwa przetrwała XXI wiek (mam wątpliwości, czy przetrwa najbliższe kilkanaście lat, patrząc, co się dzieje), więc nawet ci, którzy są przeciwko, w końcu będą musieli być za. My póki co jedynie możemy pomarzyć nawet o czymś takim, jak ta część Partii Republikańskiej pozostająca poza TEA Party…

  15. Tylko wojna może rozwiązać sprawę. Wojna na skalę światową, wojna z jednej strony szeroko pojętej centroprawicy a z drugiej strony centrolewicy. Najbardziej będą mieć kłopoty ci z „centro” bo i z lewa i z prawa dostaną w łeb. Islam, hinduizm, buddyzm i inne „religie” z kręgów NewAge umiejscowić należy w obozie centrolewicy bo są kontr cywilizacji łacińskiej, a ta powinna być w obozie centroprawicy. Chyba świat powoli do tego rodzaju podziału podąża i potrwa to trochę zanim ten podział nastąpi. A wtedy początek Końca Świata, który również trochę potrwa.

  16. maly obserwator rzeczywiscie duzo wniosl. To jest dopiero myslowa makulatura na ktora szkoda miejsca – idz czlowieku lepiej na te wojne jaka propagujesz w swoim belkocie i zrob porzadek. Ze soba.

  17. Murray jako typowy biurowy jankes nie rozumial amerykanskiego systemu spolecznego i potrzeby jego calosciwej reformy. Odcinkowy akcjonizm typu likwidujemy analfabetyzm a nie likwidujemy gett czy uczymy angielskiego meksykanskich emigrantow ale nie integrujemy ich z caloscia musialy sie skonczyc niepowodzeniem i marnotrastwem srodkow. Co wiecej do dzisiaj USA to jeden wielki oboz podzielony na rozne sektory narodowosciowe, gdzie kazdy kisi sie w swoim sosie i wszelkie programy ujednoliceniowe (socjalne?) sa tam skazane na niepowodzenie. Z prawdziwym socjalem nie ma to jednak nic do rzeczy. Ten byl przez wiele lat w Niemczech, jednak komus zachcialo sie miec za Odra „Ameryke”.

  18. Tyle w Niemczech było „socjalu” że nawet socjaliści przerazili się marnotrawstwem 🙂 ale proszę się nie martwić, nadchodzą rządy zielonych pógłówków, oni wyznają pana poglądy „ekonomiczno-społeczne”.

  19. Jesli ktos tutaj jest „zielony” to pan, panie Kisiel. Ale to nic nowego. Radze w sobie poszukac choc troche honoru i zrobic cos pozytecznego dla spoleczenstwa, ktore lozy na panskie utrzymanie. Moze by tak stragan w Slubicach i troche uczciwej pracy?

  20. Ci zieloni to jednak, potwierdza się, to są niedojrzali czerwoni i różowi. Bardzo zdradliwe i niepewne nasienie. Podobni do Marko. Patrzę i w notesiku zaznaczam.

  21. @ Marko
    A Pan je, czy roztrząsa? tymczasowo polskie społeczeństwo mnie nie utrzymuje. właściwie w praktycznym sensie – to już żadne. straganami niech zajmą się inni.

Comments are closed.