Biegł co sił w nogach przez zabarykadowaną ulicę. W rękach mocno trzymał zdobytego na wrogu Mausera, a na plecach dźwigał ciężki plecak z amunicją. Gdy rozległy się strzały z pistoletu automatycznego, bez zastanowienia padł brzuchem na chodnik. Oddychając ciężko, poprawił przepasany biało-czerwoną wstęgą hełm i podczołgał się za osłonę.
Zaczął nasłuchiwać uważnie każdego dźwięku. Nie przeszkadzały mu w tym bezustanne grzmoty wybuchów i odległe pokrzykiwania ludzi – po dwudziestu dwóch dniach walk potrafił wyodrębnić odgłosy wymierzonych w niego strzałów. Teraz jednak poza grającą w tle kaskadą huków cała ulica tonęła w grobowej ciszy. Wiedział, że wróg również czeka cierpliwie z palcem przygotowanym na spuście. Nie mógł się wychylić, więc na wzór zalegających wokół trupów przez długie minuty trwał w całkowitym bezruchu. Usłyszał prędkie kroki odbijające się od fasad kamienic z prawej strony. Ktoś biegł przyboczną uliczką, stawał na moment, aby znów chybcikiem pokonać kilkanaście metrów brukowanej nawierzchni.



Gdy z niepokojem spojrzał w tamtym kierunku, serce w nim zamarło. Mały chłopiec, członek Szarych Szeregów, zmierzał wprost na linię strzału. Chciał krzyknąć do niego, ale na to było za późno. Krótka seria z MP40 podziurawiła drobne ciało harcerza i spokój tej jednej ulicy zburzyły przepełnione bólem skomlenia. Jęki okaleczonego chłopaka przez przeciągające się w nieskończoność sekundy rozdzierały jego serce. W końcu cały ten koszmar zakończył jeden wystrzał z niemieckiego Mausera.
Nadal oparty plecami o osłonę spojrzał ponad dachy płonącej Warszawy. Po jego policzkach spłynęły łzy, lecz twarz ani trochę nie zmieniła surowego wyrazu. Potworności, które ujrzał w ogniu walk, zahartowały jego młodzieńczą duszę nie do poznania. Pierś roznosiła duma z powstańczych braci. Bóg, honor, Ojczyzna jak mantra rozbrzmiewało w głowie. Uciekł myślami ku szesnastoletniej siostrze, która zginęła w trakcie obrony Woli. Być może pisane mu było dołączyć do niej we wspólnej mogile? Oraz do ojca, który pięć lat wcześniej oddał życie na zachodnim froncie. Nie miał nic do stracenia. Jedynie matki zrobiło się żal – poczciwa kobieta mogła na zawsze utracić wszystkich bliskich, ale kosztem ich ofiary zyskać wolną Polskę.
Odetchnął głęboko i podniósł się lekko na zgiętych kolanach. Od razu przypomniał sobie o wadze wypełnionego amunicją plecaka i związanego z nim zadania. Musiał dotrzeć do Arsenału Królewskiego, gdzie dzień i noc ginęli dzielni rodacy. Wziął w płuca głębszy wdech i zerwawszy się z miejsca, jak błyskawica popędził do następnej osłony. Jednak bezlitosny huk wystrzału rozerwał mu prawe ramię. Jego nogi poplątały się i z całym impetem runął na ziemię, ryjąc twarzą po kostce brukowej. Natychmiast poczuł metaliczny posmak krwi w ustach i skrajne odrętwienie w wykrwawiającym się barku. — Ich den Vogel abschiesse! — rozległ się radosny okrzyk za jego plecami.
Swoje ostatnie myśli skierował ku Bogu. Gdyby mógł, przeżegnałby się na znak krzyża, jednak sparaliżowany bólem, musiał poprzestać na krótkiej modlitwie. Przed jego oczami stanęła zatroskana matka i ukochana siostra. Pożegnałby je, gdyby nie były zwykłymi majakami. Na koniec w jego uszach wyraźnie zadźwięczał Mazurek Dąbrowskiego dumnej i niepodległej Polski.
Gib mir! — krzyknął drugi SS-man trzymający w dłoniach czarny MP 40.
Krótka seria urwała Mazurka na wersie: „Co nam obca przemoc wzięła”. Takie właśnie słowa wraz z ostatnim tchnieniem wypłynęły ze ściśniętego gardła warszawskiego powstańcy.
Umarł dumny naród,
który dla Ojczyzny przelał krew
i na mogiły stawiał znicze.
Niech żyje durny naród,
który sprzedał swą Ojczyznę
w unijnym plebiscycie
Maciej Bukowski

3 KOMENTARZE

  1. Proponuje uczcic bitwe pod Grunwaldem. I moze jeszcze z setke innych. Gdzie bez sensu wystawiano swoje zycie na „bohaterskie” popisy.

  2. Komuchu Marko, zajmij się zbieraniem znaczków pocztowych. Ty komunistyczny trollu.

Comments are closed.